Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Wybory na wójta w gminie Kondratowice zapowiadają się bardzo ciekawie. O to stanowisko oprócz obecnego sekretarza Tomasza Gracza, ubiegać się będzie przewodnicząca rady Maria Karakow. Co uważa za swoje największe sukcesy na niwie samorządowej? Jakie działania zamierza zaproponować mieszkańcom?

Czyżby w gminie działo się obecnie źle, że zdecydowała się Pani kandydować?
- Tak naprawdę jeszcze nie jestem oficjalnie kandydatką, jednak myślę o tym. Mam już zarejestrowany komitet oraz grupę ludzi, z którymi współpracuję. Mój zamiar ubiegania się o stanowisko wójta jest związany z zapotrzebowaniem, które pojawiło się w naszej społeczności lokalnej. Po informacji, że obecny wójt nie będzie kandydował, wiele ludzi zaczęło sygnalizować potrzebę zmian. Doszliśmy do wniosku, że priorytetem dla nas będzie człowiek i wszystkie działania i projekty będą właśnie skierowane na niego.

Czy teraz tak nie jest?
- W większości samorządów, nie tylko w gminie Kondratowice, stawia się na ludzi młodych, ich rozwój i prężność. Trzeba jednak zauważyć, że nasze społeczeństwo jest coraz starsze i ludzie potrzebują innych rzeczy. Mam takie wrażenie, że osoby starsze, niepełnosprawne, czy takie, które nie potrafią się odnaleźć w rzeczywistości są z boku w działaniach gminy. Chcemy, żeby oni również czuli się w gminie jak w domu. Uważam, że obecne działania samorządu są w tym aspekcie niewystarczające i ludzie to artykułują. W dodatku mieszkańcy mają odczucie, że konsultacje społeczne są słabe. Nie informuje się ich o pewnych działaniach. Mamy pewien pomysł, aby zaktywizować społeczność.

Wrócę do pierwszego pytania. Czyżby w gminie działo się źle?
- Nie. Absolutnie nie mówię, że dzieje się źle. Po prostu pewne obszary zostały „niedopieszczone”, a wręcz zaniedbane. Wszyscy widzą, że podejmuje się mnóstwo działań i inwestycji w infrastrukturę, choćby na polu edukacji. To trzeba kontynuować i poszerzać. Są jednak sprawy ważne dla całej społeczności, które wymagają szybkich i efektywnych działań. Zwrócę na przykład uwagę na Zakład Usług Komunalnych, który generuje ogromne koszty funkcjonowania oraz długi, stanowiące duże obciążenie dla budżetu gminy. W tej kadencji przyjęliśmy uchwałę, która zdecydowała o audycie zewnętrznym ZUK-u. Wskazał on na mnóstwo uchybień i nieprawidłowości w funkcjonowaniu i zarządzaniu tą instytucją. Jednym z zadań nowej rady gminy będzie naprawa tej sytuacji. Cały ZUK nie działa tak jak trzeba.

Czy jako potencjalny wójt zamierza Pani sięgać po środki zewnętrzne?
- Oczywiście. Nasz budżet tylko w 36% składa się ze środków własnych. Mamy bardzo mało zakładów i przedsiębiorstw, które mogą go zasilić. W związku z tym fundusze zewnętrzne są kluczowe do podejmowania jakichkolwiek inwestycji. Na pewno będziemy korzystać z projektów uruchamianych przez rząd, np. Rządowego Funduszu Dróg Samorządowych, przeznaczającego środki na remonty i budowę dróg lokalnych. Widzę tutaj pole do współpracy z radą powiatu, bądź urzędem marszałkowskim. Mam nadzieję, że Wojciech Bochnak, który kandyduje do sejmiku, będzie nas wspierał w naszej działalności.

Czy to znaczy, że poprze Pani Wojciecha Bochnaka w wyborach do sejmiku?
- Poprę go i sądzę, że jest dobrym kandydatem. Zależy mu na naszym regionie. Moja współpraca jako radnej i przewodniczącej rady z obecnym wójtem była bardzo dobra, choć nie zawsze zgadzaliśmy się we wszystkich kwestiach.

Sięganie po fundusze zewnętrzne oraz współpraca na różnych szczeblach samorządu wiąże się z dużą ilością wyjazdów. Wiem, że nie ma Pani prawa jazdy. Czy w związku z tym planuje Pani zatrudnić kierowcę w urzędzie albo zlecić te obowiązki jakiemuś pracownikowi?
- Zrobienie prawa jazdy nie jest ogromnym problemem i nie jest związane z jakąś moją ułomnością. Do tej pory po prostu go nie potrzebowałam. Jeśli tylko zostanę wójtem, to jednym z pierwszych moich kroków będzie kurs. Nie zamierzam nikogo specjalnie zatrudniać, bo generuje to dodatkowe koszty. Z pewnością poradzę sobie, jeśli chodzi o wyjazdy.

Jak zatem zamierza sobie Pani poradzić bezpośrednio po zostaniu wójtem?
- Nie będę zdradzała wszystkich moich tajemnic, ale proszę uwierzyć, że nie jest to dla mnie żaden problem.

Rada gminy jest obecnie skonfliktowana. Jak zamierza Pani pogodzić radnych jako przyszły wójt, skoro nie udało się tego zrobić jako przewodniczącej? Przecież w tym momencie ma Pani większy wpływ na pracę rady.
- Nie odbieram tego jako skonfliktowanie rady. Demokracja ma to do siebie, że każdy ma prawo wypowiadać swoje myśli na dany temat. U nas w radzie takie sytuacje miały miejsce. Jest to bardziej konflikt osobowości, który nie zaistniał w radzie, ale poza nią. Nie miało to wpływu na podejmowane przez nas decyzji i nie zakłócało efektywnej pracy rady. Żaden przewodniczący nie ma narzędzi, aby zmusić kogoś do lubienia, bądź nielubienia. Tutaj w grę wchodzą stosunki wyłącznie interpersonalne. Myślę, że w najbliższej kadencji można wyciszyć emocje i będzie to zależało od składu rady i osób, które są skonfliktowane.

Przewodniczącą rady jest Pani od grudnia 2015 roku. Została nią Pani na skutek odwołania przewodniczącego Tadeusza Woszczaka. Jaki był powód jego odwołania? Czy nie miało to związku z jego wnioskiem, aby zryczałtować diety radnym?
- Nie było to związane z propozycją zryczałtowania diet. Ludzie, którzy szli z byłym przewodniczącym do wyborów z jednej listy, stwierdzili, że nie działa on tak, jak oni sobie wyobrażali i nie spełnia ich oczekiwań. W związku z tym powstała grupa inicjatywna, która zdecydowała się wnioskować o odwołanie go z pełnionej funkcji. Mnie w tej grupie nie było.

W takim razie jak Pani głosowała w tej sprawie?
- Głosowałam za odwołaniem ze względu na to, że ludzie przekonali mnie do tego, przedstawiając mi fakty. Zdecydowałam się również na przejęcie tej funkcji, aby usprawnić pracę w radzie.

Sugeruje Pani, że wcześniej praca w radzie nie przebiegała sprawnie?
- Niestety, nie przebiegała prawidłowo. Wyraziłam to zresztą na sesji, podczas której odwoływano przewodniczącego Woszczaka.

Na tej samej sesji powiedziała też Pani, że nie była kiedykolwiek źle traktowana przez byłego przewodniczącego. Skąd zatem ta decyzja?
- Tak jak powiedziałam, ci ludzie przekonali mnie, przedstawiając fakty. Nie była to jedna osoba, a szereg osób. Przez pryzmat czasu uważam, że ta decyzja była słuszna. Konflikt personalny, który powstał mógł doprowadzić do bardzo złych rzeczy. Udało mi się wiele spraw wyjaśnić i uporządkować.

Czy uważa Pani, że w radzie dzieje się teraz lepiej, niż za Pana Woszczaka?
- Praca w radzie przebiega prawidłowo. Prowadząc obrady zwracam szczególną uwagę na kulturę wypowiedzi i niekierowanie się emocjami. Staram się o merytoryczną dyskusję prowadzącą do podjęcia określonych uchwał. Wrócę jeszcze na chwilę do diet. Zryczałtowanie diet nie było powodem odwołania przewodniczącego Woszczaka. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam jako przewodnicząca, było sporządzenie projektu uchwały o zryczałtowaniu i obniżeniu diet. Diety obniżono i to dość radykalnie. Dodatkowo podjęto uchwałę o stałych dietach dla sołtysów. Można to było przeprowadzić bez większych problemów.

Czyli wniosek Woszczaka był słuszny?
- Wniosek o zryczałtowanie i obniżenie diet na początku kadencji złożył, podczas obrad komisji społecznej, radny Wiesław Skorupski a nie przewodniczący Tadeusz Woszczak. Niestety, ani przewodniczący, ani większość radnych nie była wówczas zainteresowana postawionym wnioskiem. Temat wrócił, kiedy pod koniec roku zaczęło brakować pieniędzy na diety. Przewodniczący wnioskował o zmniejszenie ilości komisji, ale nigdy nie postawił oficjalnego wniosku o zryczałtowanie diet.

Jeżeli zostałaby Pani wójtem, to czy obecny sekretarz gminy i kontrkandydat w wyborach Tomasz Gracz pozostanie na stanowisku?
- Czytając wywiad z moim szanownym kontrkandydatem, dowiedziałam się o nieczystej grze i brudnej kampanii wobec jego osoby. Niestety, do mnie również dotarła informacja, że jeśli pan Tomasz nie zostanie wójtem, to będą zwolnienia z pracy i czystki. Absolutnie nigdy i nigdzie nie mówiłam o zwalnianiu nikogo z pracy. Będę chciała, aby profesjonalizm pracowników zwiększył się. Zawsze może być lepiej. Jeśli chodzi o sekretarza, to będzie zależało od jego postawy. Jeśli będzie chciał dalej pracować, to będzie pracował. Jeśli podejmie inną decyzję, to też ją uszanuję.

Jest więc Pani otwarta na ewentualną współpracę z nim?
- Oczywiście. Jestem jak najbardziej otwarta na współpracę z każdym.

Co uważa Pani za swój największy sukces w dotychczasowej działalności samorządowej?
- Jednym z sukcesów jest na pewno zryczałtowanie diet, ponieważ od wielu lat nie można było uporać się z tą sprawą. W moim okręgu wyborczym, czyli w Gołostowicach, zamontowano pompę ciepła i nowoczesne ogrzewanie na świetlicy wiejskiej. Sukcesem na pewno jest to, że przy animozjach personalnych wśród radnych, udało się przeprowadzić wiele potrzebnych uchwał i załagodzić konflikty. Zaczęliśmy też pracę nad restrukturyzacją Zakładu Usług Komunalnych.

W czym jest Pani lepsza od swojego kontrkandydata Tomasza Gracza?
- Uważam, że każda ocena osoby jest subiektywna, ponieważ zależy to od doświadczeń i relacji, jakie ludzie nawiązują między sobą, dlatego nie podejmuję się takiej oceny. O tym, czy jestem lepszym, czy gorszy kandydatem zadecydują wyborcy.

Jakie są Pani zainteresowania?
- Moje zainteresowania są bardzo szerokie. Na pewno moją pasją jest historia. Drugą pasją jest szeroko pojęty człowiek. Moim wielkim marzeniem było niegdyś studiowanie psychologii. Lubię też spędzać wolny czas, oglądając filmy czy czytając interesujące książki. Pasjonuje mnie muzyka i taniec. Uwielbiam wycieczki.

Dziękuję za rozmowę.

Marek Rychlica