Czy jest sposób na bezkarnych podpalaczy?
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Przełom marca i kwietnia to czas, w którym nieznani sprawcy coraz częściej wypalają trawy. Niestety, służby mają problem z ich namierzeniem. Nie odstraszają nawet wysokie kary. Czy można zapobiec temu procederowi?
Z początkiem wiosny dochodzi coraz częściej do wypalania traw. Ci, którzy to robią, nie zdają sobie sprawy z faktu, że znacznie degraduje to środowisko i stanowi niebezpieczeństwo, nawet dla osób trzecich. Sprawcy, niestety, pozostają bezkarni, gdyż przyjeżdżający na miejsce strażacy zastają tylko płomienie, a po podpalaczu nie ma ani śladu. Jaka jest skala takiego zjawiska? - Strażacy z naszego powiatu w okresie wczesnowiosennym biorą udział w zdarzeniach związanych z pożarami traw i nieużytków rolnych. W 2018 roku na terenie powiatu strzelińskiego zanotowano 331 wyjazdów związanych z pożarami - powiedział st. kpt. Jarosław Łuczak z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Strzelinie. Do największej ilości pożarów doszło na terenach upraw rolniczych. W zdecydowanej mierze są to zdarzenia powstałe na polach uprawowych i nieużytkowanych terenach rolnych. To wynik lekceważenia podstawowych zasad profilaktyki pożarowej, a w szczególności nadal stosowanych praktyk wypalania słomy i pozostałości roślinnych na polach i nieużytkach.
Łuczak nadmienił też, że niezrozumiałym dla niego jest motyw, którym kierują się osoby zaprószające ogień. - Wypalanie traw niszczy nie tylko pozostałości i chwasty, ale też ekosystem. Zdarzały się sytuacje, że dana osoba roznieciła ogień w sporej odległości od upraw i zabudowań. Mimo, że gospodarz dozorował ogień i kontrolował go, to zmienne warunki atmosferyczne sprawiły, iż doszło do pożaru zboża na pniu. Straty z tym związane były wówczas bardzo duże - wyjaśniał przedstawiciel KP PSP w Strzelinie. Wspomniał również, że wypalanie traw w przydrożnych rowach stanowi bardzo duże zagrożenie dla uczestników ruchu. - Zmienny wiatr powoduje, że na drodze występuje duże zadymienie, co może doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji. Kierujący na skutek dymu tracą widoczność, co w konsekwencji może doprowadzić do wypadku czy kolizji. Zagrożenie dla środowiska stanowią również toksyczne gazy - tłumaczył Łuczak.

Można pomóc policji
A jak wyglądają działania służb, które mają zmierzać do ukarania sprawców? - Najczęściej pożar zgłaszają osoby postronne, które przejeżdżają kilkaset metrów od jego miejsca. Gdy przyjeżdżamy na interwencje, najczęściej nikogo tam nie zastajemy. Sprawca jest trudny do ustalenia, gdyż trzeba go ,,złapać za rękę”. W tym zakresie ściśle współpracujemy z Komendą Powiatową Policji w Strzelinie. W wielu przypadkach funkcjonariusze przyjeżdżają na miejsce i pomagają w ustaleniu podpalacza. Jeżeli jesteśmy świadkiem takiego zdarzenia, to najlepiej jest je zgłosić dyżurnemu policji. Ten proceder należy nagłaśniać i go eliminować. Trzeba mieć na uwadze również fakt, iż strażacy gaszący pożar trawy mogą być potrzebni w tym samym czasie w innym miejscu np. przy wypadku samochodowym - stwierdził Jarosław Łuczak.
Niestety, sprawcy tego notorycznego procederu czują się bezkarni. Strażacy przyjeżdżają na miejsce, gdzie najczęściej nie ma już podpalacza. Tutaj apelujemy do osób, które mogą być świadkami takich sytuacji. Większość z nas posiada smartfony z aparatem i może bez problemu zrobić zdjęcie sprawcy. Jeżeli nie uda się sfotografować danej osoby, to można np. zwrócić uwagę na rejestrację samochodu, którym się porusza. Takie informacje pomogą policji w ujęciu podpalacza.
Warto dodać, że wypalanie traw i nieużytków jest prawnie zabronione. Grozi za to kara grzywny
w wysokości do 5 000 zł, albo nawet kara 10 lat pozbawienia wolności. Za wywołanie pożarów traw grozi również utrata dopłat bezpośrednich z Unii Europejskiej.
Ciekawostką jest, że z problemem wypalania traw poradzono sobie za naszą południową granicą w Czechach. Tam takie zdarzenia występują epizodycznie. Spowodowane jest to tym, że koszty akcji gaśniczej ponosi właściciel danego terenu. Czy w Polsce takie rozwiązanie zdałoby egzamin?