Pozostawili ich samych sobie

Ocena użytkowników: 3 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Twierdzą, że nie dostali od nikogo pomocy i są tym zdruzgotani. Mieszkańcy Kłosowa protestują, aby w bezpośredniej bliskości ich zabudowań nie powstał maszt antenowy. Dlaczego nie pytano ich o zdanie? Kogo uważają za wyższą kastę? Do zarzutów odniosła się właścicielka działki.

Mieszkańcy niewielkiego Kłosowa, leżącego na skraju gminy Wiązów, czują się bezradni. Ma to związek z budową masztu antenowego na jednej z działek, która znajduje się w bliskiej odległości od zabudowań. Zwrócili się z tym problemem do Słowa Regionu.
- Nie uzyskaliśmy żadnej pomocy od naszych włodarzy. Ani od burmistrza, gdzie napisaliśmy petycję z prośbą, aby wstawił się za nami. Zawiozłem mu nawet artykuł z innej gazety, w którym mieszkańcy pewnej miejscowości też nie chcieli masztu. Tam z pomocą burmistrza i sołtysa udało się zapobiec budowie - powiedział Waldemar Zakowicz z Kłosowa. Dodał także, że lokalna społeczność zebrała pieniądze na wynajęcie adwokata, który ma pomóc w sprawie.
- Prosiliśmy też radną, która jest jednocześnie właścicielem działki, gdzie ma stanąć maszt, aby zmieniła lokalizację. Ma przecież inne działki, bardziej oddalone od zabudowań - mówił pan Waldemar. - Mieliśmy spotkanie z burmistrzem i radną przed wyborami samorządowymi. Już wtedy zgłaszaliśmy problem. Burmistrz odparł, że nic na ten temat nie wie. Generalnie w okresie przedwyborczym nie było żadnych informacji o maszcie. Dosłownie trzy dni po wyborach przychodzi pismo z decyzją, że zaczyna się budowa - tłumaczy mieszkaniec.
Kłosowanie ubolewają nad tym, że nikt z przedstawicieli samorządu nie przeprowadził z nimi konsultacji społecznych. - Jak kiedyś mieli wybudować wysypisko, to zrobiono zebranie, aby zapytać nas, co o tym sądzimy - wspominała zdenerwowana Maria Charowska. Zaznaczyła też, iż radna, a zarazem sołtys skłóca mieszkańców.
- Uważam, że inwestycja realizowana na terenie rolniczym nie wpłynie na obniżenie wartości pobliskich działek, którymi są pola uprawne i droga gruntowa - tłumaczyła sołtys i radna Bożena Sawczyńska
Walczą o przyszłość dzieci
- Pani radna w ogóle z nami nie rozmawia na ten temat. Czuje się, jakby była taką wyższą kastą. Obawiamy się, że postawienie tego masztu może wpłynąć szkodliwie na nasze zdrowie. Może zwiększyć się zachorowalność na nowotwory. Walczymy o dobro i przyszłość naszych dzieci. Możliwe, że kiedyś okaże się, iż połowa wioski choruje na raka z powodu tej anteny - mówił przejęty Waldemar Zakowicz. - Takie rzeczy można budować dalej, a nie obok budynków - powiedział Grzegorz Zakowicz.
- Nie mamy nic przeciwko, aby anteny powstawały. Chcemy tylko, aby przenieść je gdzieś dalej, a nie tak blisko naszych domów. Po kilku pismach zmniejszono ilość nadajników z czternastu na dwanaście. W sąsiedniej wiosce też są anteny, ale bardziej oddalone od zabudowań. Z tego co się orientuję, tam rozmawiano z mieszkańcami, którzy mogli się wypowiedzieć. Zostaliśmy pozostawieni sami sobie, bez żadnej pomocy - kontynuował pan Waldemar.
- Sprawa jest teraz w sądzie administracyjnym. Zobaczymy, jak się rozstrzygnie. Prawdopodobnie brakuje dokumentu o skutkach oddziaływania obiektu na środowisko oraz pewnych analiz - podkreślił Grzegorz Zakowicz.
- Mówiłem burmistrzowi, że nie dają nam żyć. To też zasługa m .in. naszej sołtysowej, która nie wstawiła się za nami. Dostałem pozwolenie na budowę domu na przełomie marca i kwietnia tamtego roku. Dopiero w czerwcu dowiedziałem się, że obok mnie powstanie maszt. Gdybym o tym wiedział, to na pewno nie podjąłbym decyzji o budowie. Obawiam się, że działki budowlane stracą przez to na wartości - zakończył Waldemar Zakowicz.

Nie wprowadzi ograniczeń
Zdaniem właścicielki działki Bożeny Sawczyńskiej, budowa stacji bazowej telefonii komórkowej w pobliżu zabudowań mieszkalnych zawsze wzbudza kontrowersje. - Korzystanie z tych dobrodziejstw cywilizacji jest jednak niemożliwe bez nadajników. W miastach nadajniki są zlokalizowane na dachach wysokich budynków, wieżach kościołów czy kominach i innych miejscach, również w pobliżu szkół, przedszkoli i żłobków, i nie wzbudzają kontrowersji – powiedziała.
Jak poinformowała nasza rozmówczyni, zgodnie z projektem zagospodarowania dotyczącego budowy stacji bazowej, inwestycja ta nie należy do przedsięwzięć, dla których jest wymagane sporządzenie raportu o oddziaływaniu na środowisko. Nie ma więc wymogu konsultacji społecznych. Maszt telefonii komórkowej to inwestycja pożytku publicznego z zakresu łączności publicznej. Dodała, że jeżeli chcemy używać nowych technologii, to musimy mieć świadomość, że w jakiś sposób musi ona być rozpowszechniona.
- Uważam, że inwestycja realizowana na terenie rolniczym nie wpłynie na obniżenie wartości pobliskich działek, którymi są pola uprawne i droga gruntowa. Stacja bazowa nie wprowadzi ograniczeń co do użytkowania terenów wokół planowanej inwestycji, nie spowoduje ograniczeń co do zabudowy i zagospodarowania terenu oraz nie pozbawi właścicieli sąsiednich nieruchomości możliwości korzystania z przysługującej im własności gruntu. W sąsiedztwie stacji bazowej nie występują obszary wymagające ochrony dóbr materialnych czy kulturowych, co zostało uzgodnione przez konserwatora zabytków. Oddziaływania anten nie będą przechodzić nad budynkami, a ich zasięg będzie rozchodzić się na wysokościach od 21,2 m do 28,1 m nad powierzchnią terenu. Są to obszary niedostępne dla ludzi – tłumaczyła sołtys Sawczyńska.

„Zależy mi na dobru ogółu”
Inwestycja nie ma wpływu na istniejący drzewostan, powierzchnię ziemi, glebę, wodę powierzchniową i podziemną. Anteny, aby spełniały swoją rolę, muszą być umiejscowione blisko obszarów zabudowanych. Nasza rozmówczyni podkreśliła, że zgodnie z decyzją starosty strzelińskiego, budowa stacji bazowej telefonii komórkowej w Kłosowie nie jest inwestycją mogącą znacząco oddziaływać na środowisko.
Wojewoda Dolnośląski wnosił o oddalenie skargi złożonej przez radcę prawnego (wynajętego przez mieszkańca wsi), w wyniku czego Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu odmówił wstrzymania wykonania decyzji Wojewody Dolnośląskiego i utrzymał w mocy wcześniejsze decyzje w sprawie budowy bazowej telefonii komórkowej T-MOBILE.
- Chcę podkreślić, że ja również jestem mieszkanką Kłosowa. Tu się urodziłam, tu mieszkam i tu zamierzam spędzić resztę swojego życia, więc tym bardziej zależy mi na dobru ogółu. Nie unikam rozmów z mieszkańcami na temat budowy masztu. Jestem otwarta. Zainteresowanym osobom przybliżam informacje, które uzyskałam od inwestora oraz m.in. w Wydziale Urbanistyki, Architektury i Budownictwa w Starostwie Powiatowym w Strzelinie – mówiła właścicielka działki.
Cały artykuł dostępny jest tutaj