Chciał dorobić się kosztem rodziny
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Przed strzelińskim sądem zapadł wyrok w sprawie fałszywych pożyczek. Pieniądze były prawdziwe, ale pożyczkobiorca nie chciał żadnej pożyczki. Do kogo więc trafiło kilkanaście tysięcy złotych?
W połowie ubiegłego roku doszło do oszustwa, które poszkodowanego kosztowało prawie 20 tys. zł. Amator łatwego zarobku trafił przed sąd i został skazany. Można powiedzieć, że schemat działania oszusta był standardowy. Wystarczyło zdobyć dane z dowodu osobistego ofiary, wypełnić wniosek na pożyczkę i w odpowiedniej rubryce wpisać numer swojego rachunku bankowego. Jest jednak w tej sprawie coś, co powinno nas nauczyć, że nawet chwila nieuwagi może drogo kosztować.
Łukasz D. jest młodym człowiekiem, który dorabiał sobie jako przedstawiciel firm udzielających pożyczki. Dzięki temu mógł nieco „uprościć” procedurę przyznawania pożyczek. Zwykle, kiedy korzystamy z oferty takich firm, stawiamy się osobiście w biurze, wypełniamy wniosek i oczywiście udostępniamy firmie swoje dane osobowe z dowodu osobistego. Łukasz D. skrócił procedurę do wypełnienia wniosku, wpisania danych osoby, której dane wcześniej ukradł i sfałszowania podpisu pożyczkobiorcy. W odpowiedniej rubryce wniosku wpisał oczywiście numer swojego rachunku bankowego. Tym samym pieniądze trafiły do niego. Zanim został zatrzymany zdołał zawrzeć dwie takie umowy w dwóch różnych firmach pożyczkowych, w których pracował. Jedną na kwotę 7,4 tys. zł, drugą na 11 tys. zł.
Jak doszło do przejęcia przez Łukasza D. danych osobowych poszkodowanego mieszkańca powiatu strzelińskiego? Nasz poszkodowany przez nieuwagę zostawił dowód osobisty w miejscu pracy. Zauważył to jeden z pracowników i powiadomił o tym zainteresowanego. Dodajmy, że nie był to późniejszy oszust. Właściciel dowodu ucieszył się, że zguba znalazła się, ale na krótko. Niebawem okazało się, że dane z jego dowodu przejął oszust.
- Materiał zgromadzony w toku postępowania dowodowego jednoznacznie wskazywał na winę oskarżonego – powiedziała Monika Rakus, prokurator rejonowa. - Była to jednak nietypowa sprawa, ponieważ strony były z sobą spokrewnione. W takich przypadkach ściganie przestępcy następuje na wniosek poszkodowanego, i taki wniosek wpłynął do prokuratury – dodała. Sąd uznał Łukasza D. winnym zarzucanych mu czynów, czyli osiągnięcia korzyści majątkowych podszywając się pod ofiarę przestępstwa, wyrządzenia szkody majątkowej, sfałszowania podpisu i bezprawnego posługiwania się danymi osobowymi poszkodowanego. Mówi o tym kodeks karny: Art.270. §1. Kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Sąd wymierzył Łukaszowi D. karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na 3 lata. Nakazał naprawienie szkody i zobowiązał do poniesienia kosztów sądowych.