Czy przyszedł kres na gimnazja?
Spytajmy gimnazjalistów czy likwidować gimnazja - proponuje Elżbieta KasprzyszakW każdej z gmin powiatu strzelińskiego jest co najmniej jedno gimnazjum. Zapowiadana przez rządzący PiS reforma oświaty zakłada powrót do ośmioklasowych podstawówek. O likwidacji gimnazjów rozmawialiśmy z Elżbietą Kasprzyszak, dyrektor Poradnii Psychologiczno-Pedagogicznej w Strzelinie.
Gimnazja i ewentualna ich likwidacja to obecnie jeden z głównych tematów rozmów. Co Pani sądzi o padających w tej dyskusji argumentach?
- Istotnie dużo się ostatnio mówi na ten temat w mediach i na scenie politycznej. Większość wypowiedzi skupia się na nauczycielach. Co z nimi będzie? Ilu straci pracę? Są to niewątpliwie ważne pytania. Natomiast istotniejszym problemem, moim zdaniem, są gimnazjaliści. Co z nimi? Okres adolescencji, czyli tzw. okres dorastania, charakteryzuje się radykalnymi zmianami fizycznymi, psychicznymi, emocjonalnymi i społecznymi. Nie chcę teraz zagłębiać się w psychologię rozwojową nastolatków, powiem tylko, że charakterystycznymi dla tego okresu uczuciami społecznymi są lęk i gniew. Lęki społeczne to nieśmiałość, lęk przed niepowodzeniem, przed ośmieszeniem, a także przed odpowiedzialnością. Pojawia się pytanie, czy sobie poradzę? Gniew z kolei może wywołać zachowania agresywne. Podobnie jest z emocjami. Czasem występuje u młodzieży „silny głód” emocji. Naturalny poziom emocji jest wtedy odbierany jako nuda. Nic się nie dzieje, wszystko jest do niczego. Stąd później zachowania agresywne u młodzieży. Co ciekawe, dotarłam do badań socjologicznych, z których wynika, że wśród 11-latków (dzieci z klas V – VI – red.) 14% z nich prezentowało zachowania agresywne. Wśród 13-latków odsetek ten spada do 11%, a wśród 15-taktów (II – III klasa gimnazjum – red.) odsetek ten wynosi jedynie 7%. Zachowania agresywne obserwujemy również wśród dorosłych. Jako społeczeństwo nie jesteśmy wolni od agresji, część z nas ma np. problemy z prawem. To, że media pokazują jak gimnazjalista nakłada kosz na głowę nauczyciela, to nie znaczy, że tacy są wszyscy gimnazjaliści. Likwidacja gimnazjów nie rozwiąże problemu agresywnych nastolatków.
Nie o to chodzi, w jakiej szkole te dzieci będą się uczyły. Nieważne czy będzie to szkoła podstawowa, czy gimnazjum. Bardziej chodzi o to, czy my dorośli potrafimy pracować z tymi dziećmi. Pracować na ich zasobach. Zasoby, o których mówię, to potencjał każdego ucznia, który można rozwijać.

Wróćmy jeszcze na chwilę do nauczycieli, co z nimi?
- W gimnazjach, moim zdaniem, pracują naprawdę bardzo dobrzy nauczyciele, psycholodzy, pedagodzy. Uważam, że rewolucja, jaką byłaby likwidacja gimnazjów, nie jest potrzebna. Należałoby skupić się na doskonaleniu zawodowym kadr. Na podnoszeniu ich kwalifikacji dot. pracy z uczniem trudnym. Wzmocnić należy pomoc psychologiczno-pedagogiczną, położyć nacisk na doskonalenie się nauczycieli w różnych aspektach. Po to właśnie, żeby pomóc młodzieży. Gimnazja, jakie znamy obecne, są w systemie oświatowym od 16 lat. W tym czasie zdążyły się zakorzenić w naszej rzeczywistości. Uważam, że oświata powinna iść z duchem czasu, czyli odpowiadać na to, czego oczekuje młodzież. W przeszłości były ośmioletnie szkoły podstawowe, ale wtedy były inne czasy. Nie wyobrażam sobie dziś w jednej szkole maluchów z klas początkowych i dzisiejszych nastolatków. Zmiany, jakie nastąpiły w ostatnich latach, sprawiły, że nie możemy cofać się. Musimy iść do przodu, z tzw. duchem czasu. Z racji pracy, jaką wykonuję, często rozmawiam z gimnazjalistami. I słyszę od nich, że w gimnazjum czują się dobrze.

Czy jeszcze coś przemawia za pozostawieniem gimnazjów?
- Likwidacja gimnazjów nie ma sensu również z innych powodów, również ze względów dodatkowych kosztów. Za likwidację gimnazjów zapłaci budżet państwa, zapłaci budżet gmin. Trzeba będzie dostosować budynki, zreorganizować sieć szkół, zmienić podstawę programową i ramowe programy nauczania itd. itd.. Nie sposób dziś powiedzieć, jakie będą rzeczywiste koszty likwidacji gimnazjów Pracę stracą nauczyciele, pracownicy administracji i obsługi technicznej szkół. W szkołach ponadgimnazjalnych odczuwalny jest niż demograficzny i wątpliwe jest, żeby nauczyciele z gimnazjów tam trafiali. I jeszcze jeden argument przemawiający za tym, że gimnazja zdają egzamin. Badania potwierdzają, że polski gimnazjalista, w porównaniu z rówieśnikiem z innych krajów europejskich, jest lepiej wykształcony. Więc chyba nie jest tak źle, jak czasami się mówi. Mam jednak świadomość, że decyzję o ewentualnej likwidacji gimnazjów podejmą politycy. Chociaż obecna minister oświaty deklaruje szerokie konsultacje w tej sprawie. Myślę, że powinna wziąć pod uwagę to, co mają do powiedzenia rodzice, nauczyciele, ale przede wszystkim uczniowie, gimnazjaliści.

Czy to znaczy, że polski system oświaty nie wymaga zmian?
- Moim zdaniem, warto zastanowić się nad wydłużeniem o rok nauki w szkołach ponadgimnazjalnych. Czteroletnie liceum to lepsze przygotowanie do matury, lepsze przygotowanie do studiów na wyższej uczelni. Jak mówiłam już wcześniej, trzeba iść z duchem czasu, nadążać za postępem cywilizacyjnym. A to pociąga za sobą konieczność zmian.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Sobko