Poderżnął gardła, by zwabić gigantycznego suma
To był jeden z najokrutniejszych czynów wobec zwierząt, jakie się wydarzyły w naszym powiecie w ostatnich latach. O bestialskim czynie mieszkańca Wiązowa w stosunku do 5 małych szczeniaków pisaliśmy kilka miesięcy temu. Teraz 58-letni Mieczysław Z. stanął przed sądem.
Wszystko wydarzyło się nad zbiornikiem w Kalinowej, na tzw. Czeczenii. Bezrobotny Mieczysław Z. wybrał się tam na ryby. Chciał złowić gigantycznego suma, który żeruje w zbiorniku i który, zdaniem oskarżonego, zjada kaczki i łabędzie. Wędkarz, aby złowić olbrzyma i „uchronić dzikie ptactwo przed pożarciem”, wpadł na diabelski pomysł. Zabrał ze sobą pięć szczeniąt, poderżnął im gardła i wrzucił je do wody. Krew z konających zwierząt miała zwabić suma, który miał się dać złowić.
Na szczęście plan Mieczysława Z. został pokrzyżowany przez ludzi, którzy przebywali w pobliżu. Jak zeznali oni w sądzie, w pewnym momencie usłyszeli, że w trzcinach coś piszczy. Podeszli w miejsce gdzie był Mieczysław Z. Zapytali wędkarza, co to tak piszczy. Ten jednak zbył ich wymijającą odpowiedzią, że to niby żaby. Chwilę później wędkarz uciekł, a świadkowie zaniepokojeni sytuacją wezwali policję. Na miejsce przybyła również straż pożarna, która wyłowiła z wody szczeniaki. Niestety, jak się okazało, trzy już utonęły, a dwa pozostałe udało się uratować. Pieski z poderżniętymi gardłami trafiły pod opiekę weterynaryjną, gdzie zszyto im rany. Później pojechały do schroniska dla zwierząt.
W strzelińskim sądzie, podczas procesu, oskarżony zmieniał swoje zeznania i gmatwał przebieg wydarzeń. Początkowo twierdził, że on nie podciął pieskom gardeł, tylko wrzucił je do wody po to, by narobiły hałasu i zwabiły suma. Jako dowód miał z sobą nawet kawałek wątroby i nóż, którym rzekomo ciął wątrobę. Chciał, by nóż ten był przebadany. Oskarżył też świadków, że są ćpunami i chcą go pogrążyć. Na pytanie, dlaczego uciekł z miejsca przestępstwa twierdził, że wrócił niedawno z zagranicy, gdzie mu ukradli dokumenty i bał się, że zostanie złapany, że jeździ samochodem i łowi ryby bez odpowiednich papierów. Próbował nawet zarzucić policji fałszowanie protokołów z przesłuchania.
W trakcie procesu oskarżony w końcu przyznał się do zarzucanego mu czynu i poprosił sąd o łagodny wymiar kary. Prokurator domaga się dla oskarżonego kary bezwzględnego pozbawienia wolności na okres pół roku oraz kary grzywny w wysokości 500 zł.
- W akcie oskarżenia znalazły się dwa zarzuty – poinformowała nas prokurator Monika Rakus. - Pierwszy z art. 35.1 Ustawy o ochronie zwierząt oraz drugi, z art. 13 § 1. Kodeksu karnego, w związku z wcześniej wymienionym artykułem ustawy o ochronie zwierząt. W pierwszym przypadku chodzi o uśmiercenie trzech szczeniaków, w drugim o usiłowanie kolejnych dwóch. Wyrok w sprawie zapadnie w środę, 23 grudnia br. Prokurator zażądał uznania oskarżonego winnym i wymierzenia kary po 5 miesięcy pozbawienia wolności za każdy czyn i kary łącznej 6 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Nawiązki na rzecz organizacji zajmującej się ochroną zwierząt w wysokości 500 zł, przepadku uratowanych psów i przepadku dowodów rzeczowych.
Oskarżony nie przyznał się do winy i wnosił o uniewinnienie. Powoływał się na fakt, że jest hodowcą psów championów, które trafiały również do policji. Twierdził, że zarzuty są wymysłem prokuratora i policjantów.