Gdyby nie podjęli tej decyzji, Ani mogłoby już nie być

O przebiegu leczenia Ani w Stanach Zjednoczonych opowiada Katarzyna Kozioł, bratowa (z lewej) oraz Małgorzata Burek, siostraAnia Kuczera ze Strzelina walczy z nowotworem mózgu. Przeszła operację wycięcia guza, ale ten znowu odrósł. Podjęto decyzję o wylocie do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpoczęła leczenie. Przyjmowała ok. 60 tabletek dziennie.

Efekty było widać już po kilku dniach. Gdy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, w bliźnie pooperacyjnej wykryto gronkowca. Na domiar złego kobieta dostała zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. 

Wracamy do sprawy Ani Kuczery ze Strzelina, która choruje na nowotwór złośliwy - glejaka wielopostaciowego IV stopnia. W ubiegłym roku u 30-latki wykryto guza mózgu. Chorym z taką diagnozą lekarze statystycznie dają rok życia. Stan zdrowia Ani wymagał podjęcia szybkich działań. Już na początku stycznia we Wrocławiu przeszła operację usunięcia guza. Wycięcie nowotworu nie oznaczało końca problemów zdrowotnych. Choroba wymagała dalszego leczenia. Rozpoczęto radioterapię i chemioterapię. Rodzina szukała także innych możliwych rozwiązań i rozważała leczenie za granicą. Zwrócono się o pomoc do Stowarzyszenia „Gramy o Życie”, które działa w Strzelinie. W ciągu kilku miesięcy uzbierano ponad 200 tysięcy złotych. Stan zdrowia Ani pogarszał się. Wystąpiły ataki padaczkowe i niedowład prawej strony ciała. Rodzinie udało się nawiązać kontakt z kliniką w Houston oraz bliskimi chorych poddawanych stosowanej tam terapii. Ania w połowie sierpnia z bratową wyleciała do Stanów Zjednoczonych. W klinice wykonano rezonans magnetyczny głowy. Badanie wykazało, że guz odrasta. Obrzęk miał 12 cm i zajmował prawie całą półkulę mózgu. Lekarze natychmiast rozpoczęli leczenie. – Gdybyśmy nie podjęli decyzji o wylocie, Ani dzisiaj pewnie z nami już by nie było – mówi Małgorzata Burek, siostra.

Wykryto gronkowca

Efekty leczenia było widać już po kilku dniach. Ania czuła się coraz lepiej, ustąpiły ataki padaczkowe. Kobieta przyjmowała ok. 60 tabletek dziennie, które miały doprowadzić do zniszczenia nowotworu. Nie leżała w szpitalu. Do kliniki dojeżdżała kilka razy w tygodniu na badania, konsultacje i wlewy dożylne. Gdy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, wyniknął nieoczekiwany problem. – Pod koniec września okazało się, że Ania w bliźnie pooperacyjnej ma bakterię gronkowca złocistego – opowiada Katarzyna Kozioł, bratowa Ani. – Bakteria prawdopodobnie dostała się tam podczas operacji usunięcia guza i powoli się rozwijała – dodaje. Ania udała się do innej kliniki na konsultacje do neurochirurga, który od razu zlecił operację. Obawiano się, że infekcja może dostać się do mózgu. Sytuacja zagrażała jej życiu. – Operacja polegała na oczyszczeniu kości czaszkowej, która była zainfekowana. Kość nie nadawała się do ponownego użytku i lekarze podjęli decyzję o jej usunięciu – tłumaczy pani Katarzyna. Na szczęście operacja zakończyła się pomyślnie. Po niej Ania rozpoczęła sześciotygodniową kurację antybiotykową. Na ten czas musiała jednak przerwać terapię zwalczania guza. – Nie przyjmowała leków wycelowanych w nowotwór ponad miesiąc. Istniało ryzyko, że nieatakowany guz zacznie znowu odrastać. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło – wyjaśnia. Gdy badania potwierdziły pozbycie się bakterii, wrócono do wcześniejszej terapii.

Święta w szpitalu…

W połowie grudnia do Stanów Zjednoczonych wylecieli córka Ani (Karolina) i mąż. Bratowa, która do tej pory była z nią, wróciła do Polski. Rodzina miała wspólnie w Houston spędzić Święta Bożego Narodzenia. Nieoczekiwanie stan zdrowia Ani pogorszył się i trafiła do szpitala. Okazało się, że bakteria grypy wywołała u niej zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Sytuacja była bardzo poważna. Na szczęście lekarzom udało się ją opanować. Ponownie jednak terapia dr. Burzyńskiego musiała zostać przerwana, lecz tym razem z niekorzystnymi skutkami. Guz powiększył się, Ania znów ma niedowład prawej strony, problemy z chodzeniem i mówieniem. Rodzina wierzy, że wznawiane leczenie i tym razem przyniesie oczekiwane efekty i osłabi, a następnie zniszczy guza, a Ania wróci do pełni sił. Ania będzie kontynuowała terapię w Stanach Zjednoczonych. Na razie nie wiadomo, ile jeszcze może potrwać. - Ta choroba jest nieprzewidywalna i trudno to określić– twierdzi pani Katarzyna. Ania ma planowaną jeszcze jedną operację. Po usunięciu kości czaszkowej lekarze zamierzają wszczepić w to miejsce plastikowy implant. – Operacja miałaby się odbyć w lutym. Wiązałoby się to jednak z ponownym odstawieniem leków, które przyjmuje, żeby zwalczać guza. Na razie nie wiadomo jaką lekarze podejmą decyzję i jak Ania będzie się czuła – tłumaczy. Leczenie w klinice w Houston wynosi miesięcznie ok. 40 tys. zł. Rodzina wciąż potrzebuje wsparcia finansowego. Ponadto musi pokryć koszty związane z operacją usunięcia gronkowca. Rachunek jest bardzo wysoki i opiewa na 140 tysięcy dolarów (ponad 470 tys. zł). – Koszty dotyczą operacji, badań laboratoryjnych, obsługi oraz neurochirurga. Co prawda Ania ma prywatne ubezpieczenie, ale tego typu operacji nie obejmuje – wyjaśnia. Stowarzyszenie „Gramy o życie” nadal prowadzi zbiórkę na leczenie. Pieniądze można także wpłacać na konto bankowe: 52 9588 0004 0000 6044 2000 0020, w tytule: „Dla Anny Kuczery”. Pomóc Ani można również wypełniając odpowiednia rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym PIT (nr KRS 0000298436, nazwa - Ania Kuczera).