Co się stało z pieniędzmi, które z powiatu otrzymał szpital?

Krzysztof Kurowski nie jest już prezesem SCMKrzysztof Kurowski od kilkunastu dni nie jest już prezesem zarządu SCM. Co pozostawił po sobie, a właściwie jak sam ocenia swoją obecność na tym stanowisku? Trudno przewidzieć, kiedy - i czy w ogóle - strzeliński szpital stanie się dobrze prosperującą firmą.

Od lat mieszkańcy powiatu mogą jedynie przysłuchiwać się dyskusji, a to o likwidacji szpitala, a to o odwołaniu jednego prezesa, a to o powołaniu kolejnego, a to o rosnącym zadłużeniu, a to o ratowaniu szpitala przez kolejnych lokalnych polityków. W efekcie, kilka tygodni temu do sądu wpłynął wniosek Krzysztofa Kurowskiego, ówczesnego prezesa SCM, o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej spółki. Wypowiadał się już na ten temat, na łamach „Słowa Regionu” Marek Warcholiński, starosta strzeliński. Poniżej publikujemy wypowiedź Krzysztofa Kurowskiego o powodach, jakimi się kierował, składając wniosek do sądu. Nasz rozmówca przebywa na zwolnieniu lekarskim, utrudniło to nam przeprowadzenie wywiadu, ale poradziliśmy sobie. Przeprowadziliśmy wywiad, korzystając z telefonu i posługując się pocztą internetową. Stąd prezentowany tekst jest po części listem do redakcji Krzysztofa Kurowskiego, a tylko w części wywiadem. Zachowaliśmy również oryginalną pisownię dostarczonego tekstu.

 

Dlaczego złożył Pan wniosek do sądu o postawienie Strzelińskiego Centrum Medycznego sp. z o.o. w stan upadłości likwidacyjnej?
- Podjęcie takiej decyzji to nie fanaberia. Do złożenia wniosku zostałem zmuszony. Po pierwsze, sytuacja spółki, w jakiej się znalazła, po drugie ,a wynikające z pierwszego, obligowały mnie do tego przepisy prawa. Po trzecie, taki obowiązek wynikał bezpośrednio z umowy o pracę, jaką zawarłem ze Spółką. Będąc reprezentantem spółki przepisy prawa obligują mnie do działania zgodnego z prawem i w interesie spółki. Zarząd jest organem nie tylko reprezentacji ale jest też organem wykonawczym. W sytuacji, w której właściciel Spółki wprost (m.in. w kierowanych do Zarządu poleceniach) lub poprzez swoje działania waży o losach swojej Spółki, to Zarząd nie ma możliwości działania przeciw niemu. Złożenie zatem tego wniosku, mimo wyrażanemu obecnie niezadowoleniu właściciela było konsekwencją jego własnych działań, a dla mnie obligatoryjną w świetle przepisów prawa. Jako reprezentant wnioskodawcy – Spółki Strzelińskie Centrum Medyczne działający na jej rzecz od początku 2013 r., po kilku konsultacjach z ekspertami, z ciężkim sercem zmuszony zostałem do przygotowania i złożenia w dniu 3.03.2015 r. wniosku o ogłoszenie jej upadłości. Do dnia złożenia wniosku droga, jaką zmierzała Spółka, prowadziła przez szereg moich próśb, wniosków, petycji kierowanych do jedynego Wspólnika Spółki – Powiatu Strzelińskiego, Ministra Zdrowia, Prezesa NFZ, Dyrektora Departamentu Projektów Unijnych, Marszałka Województwa Dolnośląskiego, Wojewody Dolnośląskiego, Starosty Strzelińskiego, Zgromadzenia Wspólników. Prosiłem w imieniu Spółki, Załogi pracowników i Mieszkańców powiatu o podjęcie przede wszystkim przez Zarząd Powiatu, działań pozwalających Spółce funkcjonować w sposób prawidłowy, a które do tego dnia Wspólnik-Powiat zaniechał. Od grudnia 2013 informowałem, że Spółce grozi upadłość, a jedyne co usłyszałem od Wspólnika na powyższe to, że wyolbrzymiam problemy. Nie jest więc prawdą, że Zarząd Powiatu nie znał sytuacji finansowej Szpitala. Od początku mojej kadencji musiałem borykać się z bardzo niekorzystnym kontraktem z NFZ, odziedziczonym po poprzednim (i dziś ponownie obecnym) Prezesie SCM. Uniemożliwiało to samofinansowanie się Spółki, o czym doskonale wiedziała Rada Powiatu oraz Zarząd Powiatu (zresztą sami to podkreślili w ostatnim artykule gazety regionu strzelińskiego). Poprzednik zostawił Szpital ze stratą przekraczającą 7,5 miliona zł!!! W latach 2010-2012, tj. przed objęciem przeze mnie funkcji Prezesa, Szpital otrzymywał od Właściciela dofinansowanie w kwocie powyżej 5 mln zł. Na początku mojej obecności w Spółce, pozostało z tej kwoty tylko 10 %, które przeznaczyłem na działania inwestycyjne, których realizacja była niezbędna do dalszego funkcjonowania i osiągnięcia możliwości samofinansowania się szpitala. Moje działania przyniosły ponad 4 700 000, 00 dofinansowania z Unii Europejskiej !!! Niestety, od początku roku 2014 r. spadły na Spółkę kolejne obciążenia pozostawione przez poprzedniego prezesa Szpitala (ok. 1 mln zł), na które Właściciel zupełnie nie reagował. Od sierpnia 2014 r. zadłużenie Spółki rosło, zaś Zarząd Powiatu (Właściciel) nie podejmował żadnych wiążących decyzji, pomimo moich pisemnych próśb.

Kiedy przystąpił Pan do przygotowywania wniosku o ogłoszenie upadłości spółki?
- Chcę podkreślić, że wniosek o ogłoszenie upadłości przygotowałem i złożyłem wyłącznie z uwagi na regulacje prawne, w celu ochrony Spółki przed likwidacją. Jestem przekonany, że przy dokapitalizowaniu przez Powiat udałoby się uzyskać zgodę wierzycieli na restrukturyzację zadłużenia, ponieważ nie było, wbrew nieuzasadnionym twierdzeniom Zarządu Powiatu, ani zagrożenia odejścia z pracy przez lekarzy, ani zagrożenia brakiem dalszej realizacji kontraktu z NFZ i przekształcić upadłość likwidacyjną w restrukturyzacyjną (układową). To byłaby baza do dalszych negocjacji z NFZ i uzyskania kontraktu o wartości pozwalającej Szpitalowi samofinansować się w 2016 roku.
Przerażające jest to, że Właściciel nadal nie widzi zagrożenia dla Spółki ani dla jej Zarządu. Dziś obecny (ten sam co w okresie 2011-2012) Zarząd ma czas do 13.04.2015 na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości, identycznego z moim. Sytuacja spółki nie zmieniła się, a to oznacza, że nadal spełnione są wszelkie kodeksowe przesłanki do złożenia takiego wniosku. Wymaga tego też interes społeczny, a w ślad za nim zasady współżycia społecznego. Smutnym jest, iż Właściciel dalej, pomimo swych deklaracji nie dokapitalizowuje spółki. Brak złożenia w zakreślonym przepisem prawa terminie wniosku o ogłoszenie upadłości obciąży obecny Zarząd szpitala poważnymi konsekwencjami odpowiedzialności prawnej, w tym odpowiedzialności karnej.

Czy przed podjęciem decyzji o złożeniu wniosku do sądu konsultował się Pan z właścicielem, ze zgromadzeniem wspólników, czyli zarządem powiatu?
- To nie zamiar, a ustawowy obowiązek, na który Zarząd spółki (a nie rada nadzorcza ani właściciel) ma tylko 2 tygodnie od wystąpienia przesłanek. Tu nie ma miejsca na swobodę decyzji – pojawia się określona sytuacja i wniosek musi być złożony pod groźbą dla zarządu SCM utraty wolności, zakazu piastowania stanowisk oraz odpowiedzialnością własnym majątkiem za zobowiązania spółki. 27 lutego 2015 roku po sesji rady powiatu, na której kolejny raz nie przyznano spółce dofinansowania, podjąłem decyzję o konsultacji sytuacji szpitala i 2 marca przygotowałem wniosek. Właściwy wniosek został złożony w sądzie 10 marca 2015 roku.
Wielokrotnie informowałem właściciela o groźbie upadłości, a mianowicie:
1. Kilkunastokrotnie Zarząd powiatu na posiedzeniach zgromadzenia wspólników 19.12.2013, 18.08.2014, 04.11.2014, 03.02.2015 oraz na kilku spotkaniach ze Starostami i Zarządem powiatu pomiędzy 15.12.2014 a 03.02.2015, oraz pismami z dnia 18.07.2014, 21.08.2014, 30.10.2014 i 25.11.2014,
2. Radę Nadzorczą SCM w terminach jw. Ponadto Rada Nadzorcza SCM sama podczas posiedzeń Zgromadzenia Wspólników informowała Zarząd powiatu o groźbie upadłości!
3. Komisję Budżetu i Komisję Zdrowia Rady powiatu w dniu 27.08.2014

Jakie jest zadłużenie spółki? Czy otrzyma Pan odprawę po zakończeniu pracy w SCM?
- Na dzień złożenia wniosku była to kwota przekraczająca 750 tyś zł obejmująca zobowiązania z terminem płatności przekraczającym trzy miesiące. Ponadto spółka realizuje układ ratalny z ZUS oraz pożyczki na inwestycje o łącznej wartości ok. 4,5 mln zł, których terminy całkowitej spłaty przypadają za 3-8 lat i były w okresie mojej kadencji regularnie spłacane. Długi te wynikają z decyzji i działań moich poprzedników, braku dokapitalizowania Spółki przez Powiat oraz przegranym procesem odszkodowawczym na rzecz poparzonego w szpitalu w 2009r. dzieciątka (ok. 500 tys zł).
Nie otrzymam żadnej odprawy z tytułu złożenia rezygnacji i wypowiedzenia umowy o pracę.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Sobko