Wypuszczą 100 bażantów

Marcin Pasoń - nowo wybrany prezes Koła Łowieckiego „Bażant” w PrzewornieTrzy tygodnie temu Marcin Pasoń na walnym zgromadzeniu Koła Łowieckiego „Bażant” został wybrany nowym prezesem. Zmienił się prawie cały zarząd, również łowczy i sekretarz. Jakie plany ma nowy prezes, którego kadencja potrwa 5 lat?

Był Pan przygotowany na to, że koledzy powierzą panu pełnienie funkcji prezesa?
- Nie. To była dla mnie niespodzianka. Poprzedni prezes zrezygnował z pełnionej funkcji. Przystąpiliśmy więc do wyboru jego następcy. Na sali podczas walnego zgromadzenia zgłaszane były nazwiska kandydatów. Gdy zostało zaproponowane moje nazwisko, zgodziłem się. Zwyciężyłem w głosowaniu i zostałem nowym prezesem Koła „Bażant”.

Jak się Pan czuje w nowej roli?
- Jestem najmłodszym prezesem w historii koła. Skończyłem 35 lat. Oswajam się z powierzoną mi funkcją i staram się zgłębić wiedzę na temat naszego koła. Jestem przewodniczącym zarządu od 3 tygodni, aktualnie na etapie rozpoznania. Poluję już 12 lat, ale do tej pory nie musiałem interesować się wieloma sprawami, którymi zajmowali się członkowie poprzednich zarządów. Znajomość wielu faktów i szczegółów nie była mi potrzebna. Teraz przyszedł czas, by to nadrobić. Będę się starał utrzymać dobry wizerunek naszego koła oraz atmosferę, jaka była do tej pory. Za nią bardzo dziękuję wszystkim moim poprzednikom i członkom koła. Postaram się zrobić wszystko, aby nie zmarnować pracy, jaka została włożona w doprowadzenie koła do aktualnego poziomu przez moich kolegów myśliwych.

Od kiedy istnieje Koło „Bażant”?
- Koło zostało założone w czerwcu 1961 roku. Istnieje już więc 54 lata. Początki były trudne. Teren, który koło otrzymało w dzierżawę, był łowiecko wyeksploatowany. Myśliwi rosyjscy nie przestrzegali okresów ochronnych zwierzyny łownej i żadnych zasad gospodarki populacją. Zagospodarowanie obwodu i odbudowa pogłowia wymagały od członków dużych nakładów połączonych z dużym wysiłkiem.
Ilu członków liczy koło i czy ma stażystów?
- Koło liczy 40 członków oraz jednego stażystę. Nie jesteśmy zamknięci na przyjęcia nowych członków, co nie oznacza jednak, że planujemy znaczny wzrost liczby myśliwych w naszym kole. Związane jest to przede wszystkim ze względami organizacyjnymi, np. transportem na polowaniach zbiorowych oraz faktem, że obecna liczba myśliwych jest optymalna w stosunku do zasobności naszych łowisk, planów łowieckich i zakresu prac do wykonania w obu dzierżawionych przez koło obwodach. Nie sądzę, aby były to zmiany większe niż kilka nowych osób. Pamiętajmy też, że co jakiś czas czy to ze względu na wiek, stan zdrowia czy innych powodów z koła odchodzą myśliwi i bilans się wyrównuje.

Jakim terenem gospodaruje koło? Które obwody dzierżawi?
- Teren, którym gospodaruje koło, to teren polny. Dzierżawimy dwa sąsiadujące ze sobą obwody: łowieckie nr 331 o powierzchni prawie 4000ha oraz nr 340 o powierzchni 4200ha. Mówiąc obrazowo i w uproszczeniu, to obszar od Łojowic po Szklary.

Jak układa się współpraca z sąsiadującymi kołami? Pełna zgoda?
- W tej chwili ciężko mi się na ten temat wypowiadać. Nie byłem w zarządzie koła do tej pory, więc nie miałem bezpośredniego i oficjalnego kontaktu z władzami sąsiednich kół łowieckich. Nie słyszałem również o jakiś konfliktach czy problemach z sąsiadami, co pozwala mi domniemywać, że wszystko jest w porządku, a fakt, że na nasze polowania zbiorowe przybywa wielu gości z ościennych kół, jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza.

Czy w waszych obwodach jest dużo zwierzyny łownej? Jakie są plany pozyskania?
- Plan łowiecki na sezon 2015/16 przedstawia się następująco: dzik 112, sarna 98, jeleń 14, lis 45, jenot 10, borsuk 20, kuna 30, norka 15, piżmak 15, bażant 40, gęś 20, kaczki 40.

Zasilacie tereny zwierzyną?
- W tym roku kupujemy 100 bażantów. Wypuścimy je na naszych obwodach.

Czy zamierzacie korzystać z dodatkowych możliwości zasilenia kasy koła, np. komercyjnych polowań?
- Nie. Nie mamy takich planów. Naszą kasę zasila dochód z upolowanej zwierzyny oraz składki członkowskie.

Planujecie budowę nowych ambon?
- Na pewno. Choć pilniejszą potrzebą jest wyremontowanie już istniejących oraz tych, które zostały zniszczone celowo przez..., nie wiem jak ich nazwać. Przypominam również, że niszczenie czyjegoś mienia jest karalne. Planujemy też naprawę miejsca, w którym odpoczywamy i spożywamy posiłki podczas polowań zbiorowych w obwodzie 340. Kolejnym zadaniem jest remont naszego środka transportu na polowania.

Jak układa się współpraca koła z rolnikami?
- Dobrze. Szkody są, zresztą coraz większe, ale udaje nam się porozumieć. Zobaczymy jak będzie w przyszłości. Mamy w kole dyżury, podczas których myśliwi pilnują strategicznych miejsc. Odstraszamy zwierzynę od upraw. Kupiliśmy specjalne sznury, armatkę hukową oraz zapachowy środek odstraszający, który rozpylamy w pobliżu pól uprawnych.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska, okres strzelania do loch dzika został wydłużony o 4 miesiące. Okres ochronny trwa od 16 lutego do 14 maja. Wprowadzony przez ministra zapis, powoduje, że ryzyko, iż myśliwy strzeli do ciężarnej lub karmiącej lochy, jest ogromne. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy myśliwych z naszego powiatu. Niestety, wszyscy odmawiali oficjalnej i publicznej wypowiedzi w tej kwestii. Czy Pan zdecyduje się zabrać głos?
- Tak. Uważam, że myśliwi nie wykorzystują możliwości, jakie daje ten zapis. Podchodzą do polowania zgodnie ze swoim sumieniem. Osobiście nie znam nikogo, kto zdecydowałby się teraz świadomie strzelać do lochy. Każdy z nas ma własne sumienie, a myśliwi to nie mordercy. Zapis ministra mógł być swoistym wybiegiem, by uspokoić rolników, zrzuceniem winy za ilość dzików i wyrządzane przez nich szkody na myśliwych, którzy nie strzelają do loch, choć mogą. Myślistwo to racjonalne gospodarowanie zasobami zwierzyny w myśl zasad ekonomii i ekologii. Nie do końca rozumiem, dlaczego myślistwo jest tak negatywnie odbierane w naszym społeczeństwie. Hodowane w sposób masowy np. kurczaki, nie są uśmiercane bez zadania im cierpienia. A kupuje i spożywa je większość Polaków. To, w jaki sposób oddaje się strzał do dzikiego zwierzęcia, regulują właściwe przepisy. Mają one na uwadze zadanie humanitarnej śmierci. Strzał musi być oddany z odpowiedniej odległości i musi być skuteczny. Ludzie zagarniają obszary, w których żyją i żyły od zawsze dzikie zwierzęta, przecinają autostradami szlaki ich odwiecznych wędrówek, a myśliwi są od tego, by regulować w rozsądny sposób ich liczebność.

Jest Pan myśliwym od 12 lat. Czy w tym czasie zauważył Pan jakieś zmiany w liczebności zwierząt?
- Zwiększyła się liczebność saren. W naszym łowisku coraz częściej pojawia się jeleń, którego kiedyś było mniej. Widać też bażanty, rzadziej zające, których będzie jeszcze mniej. Wielkoobszarowe rolnictwo ma ogromny wpływ na zmniejszenie ilości zwierzyny drobnej. Szkodzi im chemia w postaci różnego rodzaju oprysków, a wielohektarowe monokultury uprawne, wycinki\zakrzewień i znikanie miedz oraz remiz pozbawiają je miejsc do bytowania. Kuropatwy już u nas nie ma.
Dziękuję za rozmowę
Justyna Pijanka-Borowicz