Magia życia i siła charakteru
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Po sukcesie trylogii „Ciszy”, przyszedł czas na nową powieść. „Dojrzałość wzruszeń” Alicji Masłowskiej-Burnos bazuje na zupełnie innych emocjach. Czy proces twórczy pozwala znaleźć czas dla najbliższych? Autorka opowiedziała o swoich inspiracjach i zdradziła kilka znanych tylko jej ciekawostek.
Strzelinianka Alicja Masłowska-Burnos od zawsze bardzo lubiła czytać książki. Kilka lat temu swoją przygodę z pisaniem rozpoczęła debiutem pt. „Nie wchodź w moją ciszę”. Później były jej dwie kolejne części, a cały cykl ,,Trylogii ciszy” połączono w jeden, ważący ponad kilogram tom. Niedawno premierę miała najnowsza powieść autorki „Dojrzałość wzruszeń”.
Pomysł na jej napisanie przyszedł zupełnie znienacka. Dwa lata temu, późną jesienią, nasza rozmówczyni wybrała się ze swoim synkiem na spacer na tył ogrodu. - Pamiętam ten dzień. Było zimno, trawa wysuszona i marna. Rzuciło mi się w oczy jedno miejsce, w którym trawa była dłuższa niż w pozostałych i wyglądała, jakby legowisko w nim zrobiło sobie jakieś duże zwierze. Wtedy przypomniałam sobie to miejsce z książki „Zbój” Kazimierza Kordasa, w którym tytułowy koń Zbój leżał właśnie. Te książeczkę z 1982 roku czytał mi mój dziadek, kiedy byłam dzieckiem. To smutna, ale bardzo mądra „bajka”. Właśnie to miejsce i ta książka zapoczątkowały powieść, która powstała w następnych miesiącach – wyjaśniła.

Były obawy
Okazuje się, że po trylogii „Ciszy” autorka chciała odpocząć od bazowania na silnych emocjach, które tworzą się pomiędzy kochankami. Stwierdziła, że dobrze będzie dla niej i dla Czytelników, jeżeli stworzy coś zupełnie innego od poprzednich powieści. Czy po sukcesie „Ciszy” Masłowska-Burnos czuła większą presję? - Trudno to tak jednoznacznie określić. Na pewno bałam się tego, w jaki sposób Czytelnicy zareagują na zupełnie inną propozycję z mojej strony. Na szczęście powieść się podoba – powiedziała.
Jak przyznaje nasza rozmówczyni, samej zawsze jest najtrudniej opowiedzieć, o czym są jej książki. - Dla mnie to książka o magii życia i o sile charakteru – dodała. Kilka słów na temat powieści znajdziemy w opisie okładkowym. Marcin, młody psycholog, poznaje fascynującą Mirandę. Dla dziewczyny gotów jest przenieść się na drugi koniec Polski i zacząć nowe życie. Wraz z ukochaną wynajmuje restaurację na owianym złą sławą wzgórzu w Złychwidokach.
Gdy babcia Marcina, która wychowywała go od małego, umiera, chłopak zaczyna stopniowo odkrywać tragiczną tajemnicę związaną ze swoim pochodzeniem. Kim byli rodzice bohatera? Co skrywała przed nim przez lata babcia Zofia? Pytania mnożą się, tymczasem Marcin otrzymuje kolejny cios od losu... Czy uda mu się podźwignąć?

Promyki, Zjawy i Złewidoki
A gdzie rozgrywa się akcja powieści? Jak się okazuje, wszystkie miejsca są fikcją literacką. Czytelnicy spotkają takie nazwy miejscowości jak: Promyki, Zjawy czy Złewidoki. Autorka stworzyła fikcyjne miejscowości i umiejscowiła je w różnych województwach w kraju. - To była ciekawa praca. Ważnym miejscem jest na pewno pracownia Jerzego, artysty, którego życie poznajemy w powieści. Owa pracownia została zainspirowana pracownią szkła w Suchowicach, gdzie spędziłam wiele godzin przed napisaniem powieści – opowiedziała Alicja Masłowska-Burnos.
Ze względu na pracę zawodową i rodzinę, autorka może pisać głównie nocą. ,,Dojrzałość wzruszeń” napisała w około sześć miesięcy, pisząc regularnie trzy, cztery razy w tygodniu, po kilka godzin.
- Staram się nie zaniedbywać domowników. Jak większość kobiet żyjących w naszych czasach, jestem dość dobrze zorganizowana i, póki co, nadążam za tempem życia. Jedynym minusem jest to moje zamyślenie i uciekanie trochę we własny świat podczas pisania, ale domownicy już chyba przywykli. Faktycznie, rodzina i znajomi byli zaskoczeni przy pierwszej książce, ale przy kolejnych już raczej nie – mówiła nasza rozmówczyni.

Odnajdują w nich siebie
Autorka nie ma najmniejszych wątpliwości, że najbardziej wspiera ją mama. To ona zwykle jako pierwsza czyta nowe książki córki. - Mogę na nią liczyć w codziennych sprawach jak odebranie synka z przedszkola czy zabranie go do siebie, kiedy ja chcę poświęcić czas na pisanie – zdradziła.
Czy bliskim naszej rozmówczyni zdarza się podsuwać jakieś pomysły, które wykorzystuje w powieściach? Jak tłumaczy, w ogóle nie mówi o czym pisze w trakcie pisania, bo nie ma takiej potrzeby. Dopiero kiedy książka jest skończona, dzieli się nią z innymi.
- Już po premierze traktuję każdą tak, jakby była po części i Czytelnika, ponieważ to Czytelnicy odnajdują w tych książkach siebie. Inaczej wygląda sprawa, jeżeli znajdzie się ktoś, kto mnie zainspiruje do stworzenia postaci. Wchodzę wtedy z nim w dość mocną relację i pytam o wiele spraw. Później tak powplatam w treść, że tylko ten „ktoś” wie, że był inspiracją. To bardzo ciekawy element pracy, jednak nie przy każdej powieści tak to wygląda – wyjaśniła Alicja Masłowska-Burnos.
Jak przekonuje autorka, „Dojrzałość wzruszeń” zdecydowanie bazuje na zupełnie innych emocjach niż te, zawarte w poprzednich książkach. Ma również dobrze dopracowane szczegóły. Jest opowiadana z perspektywy kilku narratorów, w różnych czasach fabularnych. - To dość ciekawy zabieg, na który się zdecydowałam. Najbardziej lubię opowiadać o moich książkach na spotkaniach autorskich. Jesienią będzie ku temu wiele okazji – podsumowała.
Terminy spotkań będą pojawiać się na bieżąco na fanpage’u Alicji Masłowskiej-Burnos. Wraz z autorką serdecznie na nie zapraszamy i gratulujemy wydania nowej powieści.