Jest to choroba ciała i umysłu

Lech Dyblik swój wykład przerywał śpiewem i grą na gitarze. Wykonał po rosyjsku utwory „Polowanie na kaczki” i „Płynę lodołamaczem”Do Strzelina zawitał wybitny aktor, znany m.in. z licznych ról w filmach Wojciecha Smarzowskiego oraz roli Badury w serialu „Świat według Kiepskich”.

Lech Dyblik nie przyjechał jednak po to, by opowiadać o aktorstwie. Mówił o walce z nałogiem, który dotyka prawie 1/5 mieszkańców powiatu strzelińskiego. W środę, 11 lutego, w sali gimnastycznej Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Strzelinie odbyło się spotkanie z aktorem Lechem Dyblikiem. Zostało zorganizowane dzięki wsparciu finansowemu gminy Strzelin. Obecnie szkoła realizuje program profilaktyki uzależnień, stąd pomysł na spotkanie uczniów z tak niecodziennym gościem.
Aktor w przejmujący i czasem żartobliwy sposób opowiedział o swojej walce z chorobą alkoholową. Na samym początku wspomniał, że z biegiem lat przestał się tego wstydzić i nie ma problemu, by o niej opowiadać. Doszedł do wniosku, że z własnym doświadczeniem może pomóc innym. Dlatego też od wielu lat współpracuje z terapeutami i jeździ do różnych ośrodków odwykowych, by tam rozmawiać z uzależnionymi.
Po prostu nie lubił swojego domu
Dyblik bez zbędnych słów przeszedł do opowiedzenia historii swojego życia. By poznać i zrozumieć istotę nałogu, należy cofnąć się do dzieciństwa.
Aktor pochodzi z małej miejscowości w północno-zachodniej Polsce. Jako dziecko i nastolatek nie lubił swojego domu. Męczyły i denerwowały go kłótnie rodziców. Ojciec także był alkoholikiem, który czasem potrafił zgotować rodzinie piekło. Lech Dyblik wolał spędzać czas poza domem, zazwyczaj w towarzystwie przyjaciela, który mieszkał piętro wyżej. Jako dziecko naiwnie żałował nawet, że nie urodził się w tamtej rodzinie. Postanowił także, że nigdy nie tknie alkoholu, by nie skazywać swojej rodziny na podobne cierpienia. Szkołę średnią skończył daleko od rodzinnej miejscowości, mieszkając w internacie. Potem dostał się do szkoły teatralnej i myślał, że świat stoi przed nim otworem. Pierwszym jego angażem była rola w Teatrze Narodowym w Warszawie. Dalej widział siebie tylko w Hollywood. Rzeczywistość okazała się jednak brutalniejsza. Takich zdolnych i ambitnych aktorów było na pęczki. By zapełnić pustkę i oderwać się od rzeczywistości, zaczął pić. Na początku tylko wieczorami. Potem okazało się, że bardzo łatwo zmienić nastrój za pomocą alkoholu. Pił więc również rano i w południe.

Ważne, by poprosić o pomoc
11 listopada 1985 r. pierwszy raz pomyślał, że coś jest nie tak. Trudności sprawiały mu najprostsze czynności. Mieszkanie przypominało pole bitwy, a sam aktor miewał myśli samobójcze. Udał się więc do poradni odwykowej po pomoc, gdzie terapeuta powiedział mu, że najtrudniejszą część ma już za sobą – zdał sobie sprawę z własnej choroby i poprosił o pomoc.
Dyblik wyjaśnił, co takiego dzieje się na terapiach odwykowych, że są one skuteczne. Odpowiedź jest prosta. Dorośli ludzie od nowa uczą się mówić oraz rozmawiać z innymi o swoich uczuciach i problemach. W domach dotkniętych alkoholizmem ludzie przestają ze sobą rozmawiać. Problem mają z tym zarówno uzależnieni, jaki i współuzależnieni, czyli zazwyczaj rodziny alkoholików. Taka rodzina staje się dysfunkcyjna. Tak samo było w przypadku aktora, który do domu wracał tylko po to, by w nim przenocować.
Dyblik po latach życia w trzeźwości, mając już żonę i córki, uświadomił sobie, że mimo wszystko gotuje im taki sam los, jaki jemu zgotował ojciec. Rodzina ze sobą nie rozmawiała, a aktor znowu nie lubił swojego domu. Wtedy po raz pierwszy od 20 lat poszedł do spowiedzi. To go odmieniło. Dzięki Bogu i kościołowi ważny stał się dla niego system wartości, w którym nie on sam jest najważniejszy. Pojął także, jak luksusowym uczuciem jest bycie traktowanym z szacunkiem. Szacunkiem zaczął darzyć więc najbliższych.

Nieważny jest status społecznySala była wypełniona po brzegi, a uczniowie z uwagą słuchali opowieœci aktora
Aktor podkreślił, że w przypadku choroby alkoholowej nieważny jest status społeczny. Różne mogą być przyczyny, różnie ludzie zaczynają, ale koniec i upadek zawsze wyglądają tak samo, bez względu na to czy pije się najdroższy alkohol z kryształowych kieliszków, czy tanie wino w parku. Lech Dyblik sięgnął jednak po alkohol po 6 latach abstynencji. Stało się to wtedy, gdy światowej sławy reżyser francuski pochwalił jego grę aktorską. Pomyślał wtedy, że warte zachodu były te lata wyrzeczeń i teraz zasłużył na nagrodę. Nagrodził się dwoma piwami. Znowu był w punkcie wyjścia. Pił nieustannie kolejne dwa lata. W końcu wrócił po pomoc do swojego terapeuty. Ten uśmiechnął się i powiedział: „Teraz już wiesz, czy możesz wypić lampkę szampana w sylwestra”.
Aktor podsumował wystąpienie słowami: - Dlatego nie chciałem, byście rozpieszczali mnie oklaskami, bo, jak widać, sukcesy mi szkodzą.
Obecnie aktor jest trzeźwy od 23 lat. Jak sam mówił, alkoholikiem jest się przez całe życie. Odstawienie alkoholu to tylko pierwszy krok w walce z uzależnieniem. Przyznał, że w końcu dobrze czuje się we własnym domu. Wyraził nadzieję, że jego opowieść może komuś pomoże.