Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Wigilia Bożego Narodzenia to czas bardzo szczególny dla Polaków. Każda gospodyni ma swoje przepisy na potrawy wigilijne. O przygotowaniu tej wyjątkowej wieczerzy opowiedziała założycielka KGW w Gościęcicach Anna Jankowska. Skąd pochodzą rodzinne przepisy, z których korzysta do dziś? Jak udaje się jej przygotować wszystko samodzielnie? Dlaczego dawniej rzucano łyżką z kutii i siadano na snopku słomy?

Założycielka Koła Gospodyń Wiejskich w Gościęcicach Anna Jankowska od urodzenia jest mieszkanką tej wsi. Propagowanie tradycji świątecznych to jeden z priorytetów tamtejszych gospodyń. Jako najmłodsze dziecko, pani Anna zawsze trzymała się blisko mamy i od zawsze lubiła być w kuchni.

- Miałam wielką satysfakcję, kiedy komuś smakowało to, co ugotowałam lub upiekłam. Na początku zdarzały się porażki, ale mama zawsze mnie pocieszała i zachęcała. Natomiast ojciec nauczył mnie kroić swojski makaron. Umiem go świetnie pokroić. Teraz uczę się robić przetwory mięsne, a nawet sery – mówiła gospodyni. Opowiedziała nam o rodzinnych tradycjach i potrawach świątecznych.

Łyżką z kutii

w sufit

Z wigilijną kolacją wiąże się wiele świeckich tradycji, które na stałe wpisały się w polską kulturę. Wspomnienia adwentowe i przedświąteczne pani Anny są bardzo wyraźne i kolorowe. Zawsze panowało duże zamieszanie, a porządki w całym domu były obowiązkowe. Nie brakowało także opowieści mamy naszej rozmówczyni, która pochodziła spod Lwowa i wspominała tamte tradycje.

Tuż przed Wigilią bieliło się sufity i całe pomieszczenia. Używano do tego wapna. - W czasie Wigilii był zwyczaj, kiedy gospodyni rzucała łyżką z kutii w sufit. Kutia się do niego przylepiała. Była z tym związana wróżba, że jeśli przylepiło się dużo pszenicy, to w przyszłym roku pszenica obrodzi – opowiedziała Anna Jankowska.

Kolejnym zwyczajem było sadzanie kury, czasem wraz z kurczakami, pod stół. Inna tradycja to przynoszenie snopka słomy, na którym tuż przed Wigilią w szerokiej spódnicy siadała babcia. Podgarniając słomę mówiła, aby kurczaki dobrze się lęgły na wiosnę. Nasza rozmówczyni dodała, że wiejskim zwyczajem było też świniobicie przed świętami.

- Było przy tym dużo pracy. Wszędzie pełno mięsa, zapachy, tłuste klamki. Bardzo miło to wspominam, to było tradycyjne, a z racji tego, że mamy koło gospodyń, to propagujemy polskie tradycje. Przez to święta są cieplejsze. Jak piekło się swoje babki drożdżowe czy chałki, to zapachy były niesamowite. Porządki należały do męczących, teraz już się tego nie robi, bo pilnuje się na co dzień – powiedziała pani Anna.

 

Prosto ze Wschodu

Na stole wigilijnym mieszkanki Gościęcic zawsze było dwanaście potraw i jest tak do dziś. To barszcz z uszkami, krokiety, pierogi z kapustą i grzybami, sos grzybowy, gołąbki postne, kompot z suszu, kapusta z grochem, kluski z makiem, kutia, chałka drożdżowa, makowiec, pierniki, karp w galarecie i smażony, śledzie, a nawet kapelusze smażonych pieczarek.

- Wszystko robię sama. Wcale nie jest to takie męczące, jak można przypuszczać. Rozkładam sobie całą pracę na kilka dni. Większość z tych potraw robiła też mama i bardzo cenimy ich smak. Tradycyjnie na stole zawsze mamy miejsce dla niespodziewanego gościa i sianko. W moim domu rodzinnym było tak, że przed kolacją każdy szedł do swojego pokoju i mówił pacierz. Jak zapadał zmrok, wszyscy siadali do kolacji. Jest opłatek, modlitwa, czytanie Pisma Świętego i prezenty. Choinka jest zawsze żywa, mamy je z własnego ogródka – mówiła Jankowska.

Większość przepisów na przygotowywane potrawy pochodzi jeszcze od babci naszej rozmówczyni, a więc przyjechały prosto ze Wschodu. Wszystkie potrawy wigilijne muszą być bez mięsa. - Mam książkę kucharską, którą pisała ciocia mojej mamy. Spisywała ją przepięknym pismem. To piękny zeszyt drukowany we Lwowie w 1920 r. Kartki są już bardzo pożółkłe. Kiedyś, będąc młodą gospodynią, bardzo często...
Wiecej w wydaniu papierowym.