Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kiedy dziesięć kilkuosobowych drużyn rozpoczyna przygodę, to pogoda nie ma żadnego znaczenia. Współpraca, spostrzegawczość, rywalizacja i wyzwania to nieodłączne elementy Ekspedycji Express. Z licznymi zadaniami zmierzyli się strzelinianie Agnieszka i Tomasz Sobczykowie. Co spotkało ich w czasie gry terenowej i jak udało się wygrać?

W wolnym czasie strzelinianie Agnieszka i Tomasz Sobczykowie chętnie chodzą po górach, odwiedzają ciekawe miejsca, jeżdżą na rowerach i starają się aktywnie odpoczywać. Warto zaznaczyć, że byli też uczestnikami pierwszej edycji akcji charytatywnej Strzelin Express.

Pod koniec ubiegłego roku przez przypadek trafili w internecie na informację o Ekspedycji Express. Wygraną w jednym z organizowanych konkursów były bilety na udział w tej grze terenowej. Strzelinianie na tyle przekonali organizatorów, że bilety trafiły do nich. Dzięki temu, na początku br., wraz z nastoletnią kuzynką Marią Cygan, spontanicznie wystartowali w organizowanej cyklicznie Ekspedycji Express.

 

Najpierw zawiązano im oczy

Początkowo otrzymali mailem zadanie, którego rozwiązanie pozwalało zabrać ze sobą przydatną rzecz, jaką był kalkulator. Gra odbywała się w Sobótce, na początku organizatorzy wyjaśnili jej zasady. Wszyscy uczestnicy musieli oddać swoje telefony w depozyt, a w zamian otrzymali telefony ze specjalnymi aplikacjami i w pełni wyposażone plecaki z elementami potrzebnymi do gry.

Uczestnikom zawiązano oczy i wywieziono w nieznane miejsce, gdzie rozpoczął się pierwszy etap. Przy pomocy mapy musieli znaleźć członków swojej drużyny. Podczas gry w różnych miejscach czekały QR kody z zakodowanymi zadaniami i wskazówkami. Prócz nich, na terenie gry pojawiały się metalowe tabliczki oraz namalowane pomarańczowe kody do aplikacji.

- Żeby iść dalej, musieliśmy rozwiązywać zadania. Po każdym z nich dostawaliśmy hasło do kolejnej części mapy. Tak naprawdę, do końca nie wiedzieliśmy, w którą stronę mamy iść, bo informacje dostawaliśmy dopiero po rozwiązaniu zadania. Cała gra była podzielona na trzy etapy. W każdym z nich było trzech zwycięzców, i wygrywało się pieniądze. Do wygrania był też joker, który pozwalał wcześniej wystartować – opowiedział Tomek.

 

Do zjedzenia były robaki

Na uczestników czekało wiele zadań. Musieli np. zdobyć jajko, dobiec z nim w dane miejsce, rozpalić ognisko i je ugotować. Trzeba było też dotrzeć do kopalni. - Stanęliśmy na dwóch końcach kamieniołomu. Tomek miał listę z trudnymi słowami. Musiał krzyczeć je w moją stronę, a ja musiałam spisać jak najwięcej z nich. Było dziesięć drużyn. Wszyscy krzyczeli równocześnie, co powodowało bardzo duży hałas – mówiła Agnieszka.

Następnie dostali się do lasu, w którym musieli samodzielnie zrobić łuk lub procę. Latarki pomagały odczytywać napisane na drzewach ultrafioletem hasła. W jednej z przygotowanych konkurencji do zjedzenia były nawet robaki. Trafili też do podziemi starego browaru, gdzie były zadania logiczne.

Ekspedycja wymagała dużo wysiłku fizycznego, jednak, jak zapewniają nasi rozmówcy, członkowie każdej z drużyn sobie pomagali i wspierali się. Jako harcerka, Marysia pomogła m.in. przy alfabecie Morse’a i innych logicznych zadaniach.

- Wszystko było fajnie zorganizowane i dopięte na ostatni guzik. Jeżeli ktoś się zgubił, dzięki telefonom komórkowym organizatorzy o tym wiedzieli i można było ich do siebie ściągnąć. Wśród uczestników nikt nie był miejscowy i nie znał Sobótki. Każda konkurencja nam się podobała. Gra była uczciwa i każdy miał równe szanse – powiedzieli Agnieszka i Tomek.

 

„Nie możemy przez to spać”

Celem gry jest zdobycie jak największej ilości ekspedycyjnej gotówki i nagród. W czasie całej zabawy odbywały się też licytacje, na których można było kupić przydatne rzeczy. Po podliczeniu pieniędzy okazało się, że najlepszą parą zimowej edycji zostali strzelinianie.

- Liczyliśmy, że...
Więcej w wydaniu papierowym.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież