Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Dawniej tylko pomagała zajmować się końmi, ale od zawsze czuła do nich dużą sympatię. W ubiegłym roku zaczęła brać udział w zawodach jeździeckich. Jak spełniło się jej największe marzenie? Strzelinianka Kasia Gwóźdź opowiedziała o swojej pasji i niezwykle bliskiej więzi, której nie widać gołym okiem.
Siedemnastoletnia Katarzyna Gwóźdź jest uczennicą klasy o profilu biologiczno-chemicznym Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Strzelinie. Interesuje się zwierzętami, a w przyszłości chciałaby zostać weterynarzem. Jej największą pasją są konie.
Kiedy miała jedenaście lat, zaczęła jeździć do okolicznych ośrodków jeździeckich. Głównie pomagała zajmować się końmi, dzięki czemu dużo się nauczyła. Jednak od początku interesowało ją jeździectwo. Przez kilka lat, w zamian za pomoc przy koniach, mogła na nich jeździć. Ale wtedy nie wiedziała jeszcze, na czym dokładnie polega jazda konna, czyszczenie czy siodłanie. Później dziewczyna poznała pierwszą trenerkę, która nauczyła ją podstaw.
W ubiegłorocznych zawodach Kasi towarzyszyły mama Agnieszka Gwóźdź (z lewej)  i trenerka Dorota Rogowska
„Była moim marzeniem”
W ubiegłym roku rozpoczęła treningi z Dorotą Rogowską. Wiedziała już, że w przyszłości chciałaby mieć własnego konia, którym nie będą zajmować się inne osoby. Wiele razy mówiła o swoim marzeniu rodzicom, jednak mieli oni świadomość, że wiązałoby się to z dużymi wydatkami. Wszystko zmieniło się dokładnie 13 lipca ubiegłego roku. Wtedy Kasia dowiedziała się, że mama kupiła jej wymarzonego konia. Była to duża niespodzianka.- Uważam, że jeździectwo to cudowny sport, ale trzeba go czuć. Kiedy nie chcę być sama z problemem, jadę do stajni i sama obecność Bakalii mi pomaga - powiedziała Kasia Gwóźdź
Nasza rozmówczyni od dawna zajmowała się Bakalią, która w poprzedniej stajni była bardzo zaniedbywana. Już wcześniej zapewniała jej niezbędną opiekę. Obecnie koń przebywa w Zarzycy, gdzie koleżanka dziewczyny ma swoją prywatną stajnię. Tam odbywają się też treningi.
- Przebywanie z Bakalią dużo mi daje. Była moim marzeniem. Wystarczy, że ją pogłaskam czy chwilę posiedzę z nią na łące. Piękne jest połączenie między tak dużym zwierzęciem a człowiekiem. Gołym okiem tego nie widać, ale czuję dużą więź, która tworzy się przez miłość do konia – mówiła licealistka.
Najważniejsza jest systematyczność
Nasza rozmówczyni zaznaczyła, że jeździectwo to ciężki sport. Ludziom często wydaje się, że nie wymaga on wiele pracy. - Jeśli ktoś chciałby się zagłębić w ten temat, powinien czytać dużo książek i oglądać filmy. Ja tak robiłam i to bardzo pomogło opanować podstawy. Przebywając z końmi, z czasem nabiera się wprawy. Nie trzeba mieć predyspozycji do jazdy konnej, ale nie jest to łatwe. Trzeba mieć duże samozaparcie. Czasami przez rok nie da się przekroczyć pewnej granicy, a inna osoba zrobi ten postęp w dwa dni – powiedziała Kasia.
Jak podkreśliła, wiele zależy od częstotliwości treningów. Jeszcze kilka lat temu w wakacje jeździła codziennie, ale w czasie roku szkolnego prawie wcale. Wtedy nauka zaczynała się praktycznie od początku. Teraz trenuje trzy razy w tygodniu.
Dodała, że najważniejsza jest systematyczność. Jeździec operuje głównie dosiadem i swoim ciałem, a różnice widać nawet po opuszczeniu trzech treningów. Trzeba też pamiętać o kondycji konia. Zimą, kiedy dni są krótkie, o wiele trudniej pogodzić obowiązki z treningami. Kasia zawsze daje z siebie „200%” i czasami bywa mocno zmęczona, ale robi wszystko, aby pogodzić pasję z nauką.
Cały artykuł dostępny jest tutaj


Dodaj komentarz