Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Klarnetem zainteresował się przez czysty przypadek. Potem, również przypadkiem i pod wpływem chwili, kupił flet poprzeczny. Szybko okazało się jednak, że dwa instrumenty to za mało.

Miłosz Frątkiewicz z Kuchar uczęszcza do I klasy technikum żywienia Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Ludowie Polskim. Choć bardzo lubi ten profil, jego największą pasją jest muzyka. - Nie uważam się za wielkiego artystę. Po prostu śpiewam i gram na instrumentach - mówi. A trzeba dodać, że aż na trzech: klarnecie, flecie poprzecznym i saksofonie.
Gra na instrumentach to ogromna pasja Miłosza Frątkiewicza
Impuls od orkiestry
Jego muzyczne hobby zaczęło się nieoczekiwanie, i to od werbla. - 4 lata temu do kościoła, do którego uczęszczam, zaproszono orkiestrę OSP z Domaniowa. Gdy muzycy przechodzili koło mnie, jeden z nich poprosił, żebym przez chwilę potrzymał werbel. I tak zwrócił moją uwagę na instrumenty dęte. Zainteresowałem się i zacząłem naukę gry na klarnecie w tej właśnie orkiestrze. Po 2 latach grałem z nią już podczas różnych uroczystości - opowiada nasz rozmówca.
Z nauką gry nie miał większego problemu. - Pewną trudnością było, oczywiście, opanowanie zadęcia, a potem coraz szybsze i dokładniejsze ruszanie palcami oraz zapamiętanie chwytów, ale mam chyba naturalne zdolności i dość szybko opanowałem tę sztukę. Zresztą bardzo dużo ćwiczyłem i nadal ćwiczę, nawet kilka godzin dziennie, w myśl zasady, że tylko to czyni mistrza. Na dobre opanowanie gry jest to naprawdę jedyne rozwiązanie - wyjaśnia.

Flet zamiast skrzypiec
Muzyka tak go zainteresowała, że kolejny instrument, flet poprzeczny, kupił, gdy nie umiał jeszcze na nim grać. - Byłem na spacerze na rynku w Krakowie. Ktoś sprzedawał instrumenty. Miał wiele skrzypiec i jeden flet. Pomyślałem, że na klarnecie dobrze mi idzie, to czemu by nie spróbować na czymś innym - opowiada Miłosz. I, tym razem, nauczył się grać sam. Sprawiło mu to więcej problemów, ale nie poddał się.
Potem, już tak konsekwentnie, przyszedł czas na saksofon. Bo czemu nie? Skoro gra się już na dwóch instrumentach? Wtedy okazało się, że ćwiczenie gry na trzech naraz jest pewnym wyzwaniem. - Na początku mieszały mi się chwyty, ułożenie ust. Na szczęście, instrumenty jakoś się łączą. Grając na saksofonie, używa się tych samych chwytów co na flecie, a usta układa się tak samo jak na klarnecie - mówi chłopak.
Muzyczne uzdolnienia Miłosza nie kończą się jednak na grze. Kolejnym talentem jest śpiew. - Śpiewam od dziecka, pewnie jak każdy, i jest to dla mnie bardzo naturalne. Wiele razy słyszałem, że mam fajny wokal, że warto go zaprezentować. Zacząłem więc występować w szkole, na apelach, a potem na imprezach gminnych. Bardzo to lubię i chciałbym rozwijać się pod tym kątem, najchętniej uczęszczając na lekcje wokalne - mówi.
Chłopak przyznaje, że nie wyobraża sobie przyszłości bez muzyki, nawet gdyby miała pozostać wyłącznie hobby. A co na to członkowie rodziny? Sami nie grają na instrumentach, ale wspierają Miłosza i dzielnie wytrzymują słuchanie godzinnych prób nastolatka.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież