Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Kresy wschodnie, rosyjska niewola, zsyłka na Sybir, armia Berlinga i Ziemie Odzyskane. To tylko kilka z etapów historii rodziny jednego z mieszkańców Biedrzychowa.
W przyszłym roku obchodzić będziemy 75-lecie przybycia pierwszych osadników, przesiedleńców, repatriantów, pionierów na Dolny Śląsk. Tymi wszystkimi określeniami nazywano wtedy rodziny, które z przedwojennej „centralnej Polski” i „kresów wschodnich” przybywali na tzw. Ziemie zachodnie i północne, nazywane również Ziemiami Odzyskanymi. Pionierem był również Julian Skorupski, który w 1946 r. z rodzicami i rodzeństwem przyjechał do Biedrzychowa, gdzie mieszka do dziś.

Pan Julian opowiedział nam swoją historię, począwszy od I wojny światowej, od 1914 r, kiedy to jego ojciec trafił do rosyjskiej niewoli. Po siedmiu latach wrócił na rodzinne Podole, do Łoszniowa koło Trembowli, i założył rodzinę. Później była przeprowadzka aż na Kaszuby, pod Kościerzynę. - Stały tam puste domy i można było się osiedlać – wyjaśnił pan Julian. - Na Podolu było mało ziemi, rodziło się dużo dzieci i dlatego ojciec zdecydował się na wyjazd na Kaszuby. Rodzice spędzili tam pięć lat, ale mama bardzo tęskniła za rodzinnym stronami i w końcu przekonała ojca, żeby wrócić. Osiedlili się dziewięć kilometrów od rodzinnej wioski, na „kolonii”, gdzie kupili ziemię po rozparcelowanym folwarku. Żyło im się bardzo dobrze, sadzili cebulę, sprzedawali ją w mieście. I tak żyli spokojnie aż do 1940 roku, kiedy to zostaliśmy wywiezieni na Sybir, do Komi. Dobrze pamiętam, że było to 10 lutego 1941 r. – wspominał nasz rozmówca. Właśnie z Syberii dwaj bracia pana Juliana trafili do Dywizji im. Tadeusza Kościuszki płk. Berlinga. Po pięciu latach spędzonych na Syberii rodzina Skorupskich przeniosła się na Kaukaz, na wybrzeże Morza Czarnego. Tam pan Julian nauczył się fachu, który okazał się bardzo przydatny po przyjeździe do Biedrzychowa.
- Pracowałem na plantacji winogron. Przez całą zimę (1944/45 – red.) przycinałem winogrona, a inne chłopaki pracowali w winiarni, robili tam beczki. Ja też chciałem pracować przy beczkach, ale nie chcieli mnie puścić z plantacji. W końcu jednak udało się i wzięli mnie na naukę przy tych beczkach. Miałem wtedy 14 lat. Przez trzy miesiące uczyłem się, robiłem wiadra, konewki, czerpaki na wodę i widać spodobało się to, co robiłem, bo po półtora miesiąca zostałem majstrem. Naprawialiśmy również beczki, które zniszczyły się w transporcie, wymienialiśmy uszkodzone dna i wymienialiśmy klepki. Pracowałem w winiarni i nieraz próbowałem wina, czasem nawet tak, że się upiłem – opowiadał pan Julian.

Na Ziemiach Odzyskanych
Okazało się, że ciesielka, której nauczył się pan Julian, była jak znalazł w pierwszych powojennych latach w Biedrzychowie. - Już tutaj ojciec spotkał kuzynkę, której nie widział siedem lat. Poszedł do niej, żeby porozmawiać, dowiedzieć się, co się z nią przez ten czas działo. I tak od słowa do słowa okazało się, że kuzynce potrzebna jest maśniczka (drewniane urządzenie, do robienia masła – red.). Ja znam majstra, który zrobi ci maśniczkę, powiedział ojciec, myśląc o mnie. I zrobiłem. Kuzynka ojca była bardzo zadowolona i nawet pożyczała maśniczkę sąsiadkom, tak to się zaczęło. Później okazało się, że nie ma w czym kisić kapusty, to naprawiłem starą, rozsypaną beczkę i można było nakisić kapustę. Byłem wtedy jeszcze kawalerem, to każdy grosz się przydał, dlatego chętnie pomagałem sąsiadom – z uśmiechem wspominał pierwsze powojenne lata pan Skorupski. - Powiedz o wozie – włączyła się do rozmowy żona, pani Maria z domu Polakowska. - Wozów, to zrobiłem pięć, nie licząc wymienianych dyszli i innych części. Pierwszy zrobiłem sobie. Nie było to proste, zwłaszcza jeżeli chodzi i skręcanie. Koła blokowały się i ciężko było jechać. Pomyślałem sobie, że znam kowala w Gołostowicach, który może mi pomóc i udało się. To był pierwszy wóz. Drugi zrobiłem dla znajomego leśniczego z Kowalowa, a później były jeszcze trzy – powiedział pan Julian. Stolarskie umiejętności, a zwłaszcza powstające wozy, beczki, stołki, nie umknęły uwadze ówczesnych władz, zwłaszcza podatkowych. - Wzywali mnie do cechu (związku rzemieślników różnych specjalności – red.), do wydziału handu i pytali się mnie, czy ja biorę pieniądze za te wozy i wiadra. Odpowiadałem, że nie, że robię to w ramach sąsiedzkiej pomocy. Ja coś zrobię, a sąsiad pomoże mi w czymś innym. Trzeba było trochę kłamać – zaśmiał się nasz rozmówca. - Bardzo mile wspominam tamte czasy. Pamiętam, jak...
Więcej w wydaniu papierowym.

Komentarze   

Permalink4 +1 spajker
RE: Z Kresów przez Sybir do Biedrzychowa
Cytuję Absolwent:
Cytuję spajker:
Cytuję Historyk:
Z informacji podanych w artykule pan Julian nie był pionierem, gdyż takie miano należy się osobom rozpoczynającym swoją pracę na terenie Dolnego Śląska w trakcie trwania wojny i w pierwszych tygodniach, ewentualnie miesiącach po jej zakończeniu. Przyjazd w 1946 ma niewiele wspólnego z pionierstwem. Co do przyjazdu pierwszych grup z Polski Centralnej to często nie występowali oni jako pionierzy, lecz szabrownicy i dorobkiewicze.

Pionier to osoba zasiedlające tereny niezamieszkałe a w Biedrzychowice mieszkali ludzie od kilkuset lat.

W tekście chodzi o pionierów w rozumieniu historii historii Polski XX wieku, czyli osoby przybywające na tereny ziem przekazanych Polsce na podstawie porozumień w Poczdamie w pierwszych tygodniach po zakończeniu II WŚ.

to nieistotne. waże jest to że koleś bierze siekierkę i dłuto i robi z tego porządne rzeczy niewykonalne dla fabryk i dla innych ludzi. porządnego rzemieślnika już dzisiaj nie spotkasz. życzyć nam wszystkim aby przekazał komuś swoją wiedzę.
2019-07-14 11:21 Cytować Zgłoś administratorowi
Permalink3 +3 Absolwent
RE: Z Kresów przez Sybir do Biedrzychowa
Cytuję spajker:
Cytuję Historyk:
Z informacji podanych w artykule pan Julian nie był pionierem, gdyż takie miano należy się osobom rozpoczynającym swoją pracę na terenie Dolnego Śląska w trakcie trwania wojny i w pierwszych tygodniach, ewentualnie miesiącach po jej zakończeniu. Przyjazd w 1946 ma niewiele wspólnego z pionierstwem. Co do przyjazdu pierwszych grup z Polski Centralnej to często nie występowali oni jako pionierzy, lecz szabrownicy i dorobkiewicze.

Pionier to osoba zasiedlające tereny niezamieszkałe a w Biedrzychowice mieszkali ludzie od kilkuset lat.

W tekście chodzi o pionierów w rozumieniu historii historii Polski XX wieku, czyli osoby przybywające na tereny ziem przekazanych Polsce na podstawie porozumień w Poczdamie w pierwszych tygodniach po zakończeniu II WŚ.
2019-07-12 18:51 Cytować Zgłoś administratorowi
Permalink2 -2 spajker
RE: Z Kresów przez Sybir do Biedrzychowa
Cytuję Historyk:
Z informacji podanych w artykule pan Julian nie był pionierem, gdyż takie miano należy się osobom rozpoczynającym swoją pracę na terenie Dolnego Śląska w trakcie trwania wojny i w pierwszych tygodniach, ewentualnie miesiącach po jej zakończeniu. Przyjazd w 1946 ma niewiele wspólnego z pionierstwem. Co do przyjazdu pierwszych grup z Polski Centralnej to często nie występowali oni jako pionierzy, lecz szabrownicy i dorobkiewicze.

Pionier to osoba zasiedlające tereny niezamieszkałe a w Biedrzychowice mieszkali ludzie od kilkuset lat.
2019-07-12 18:12 Cytować Zgłoś administratorowi
Permalink1 +6 Historyk
Pionier?
Z informacji podanych w artykule pan Julian nie był pionierem, gdyż takie miano należy się osobom rozpoczynającym swoją pracę na terenie Dolnego Śląska w trakcie trwania wojny i w pierwszych tygodniach, ewentualnie miesiącach po jej zakończeniu. Przyjazd w 1946 ma niewiele wspólnego z pionierstwem. Co do przyjazdu pierwszych grup z Polski Centralnej to często nie występowali oni jako pionierzy, lecz szabrownicy i dorobkiewicze.
2019-07-10 22:52 Cytować Zgłoś administratorowi
Dodaj komentarz