Ze „Słowem Regionu” skontaktował się mieszkaniec, który chciał skorzystać z wizyty u lekarza w przychodni PZLA w Strzelinie. Jak relacjonował, dr Szwedowski tego dnia nie przyjmował, a po przyjściu pod gabinet dr. Kozłowa okazało się, że również jego nie ma. Pacjent ostatecznie nie został przyjęty.
O wyjaśnienie tej sytuacji poprosiliśmy Norberta Rabę, dyrektora PZLA. Jak mówił, nieobecność dr. Kozłowa była nagła i spowodowana chorobą.
– Rano zatelefonował pan doktor i przekazał informację, że ma wysoką temperaturę, czuje się bardzo źle i raczej będzie szkodził pacjentom niż pomagał. Stąd też, niestety, tego dnia nie było przyjęć do doktora Kozłowa – tłumaczył Norbert Raba.
Dyrektor zaznaczył, że część pacjentów, szczególnie wymagających pilniejszej konsultacji lub długo oczekujących na wizytę, udało się skierować do innych lekarzy. Pozostali muszą poczekać na powrót lekarza do pracy.
Raba przypomniał również, że podstawowa opieka zdrowotna działa w oparciu o wcześniejszą rejestrację. – Nie jesteśmy SOR-em ani izbą przyjęć, żeby pacjenci w trybie pilnym byli przyjmowani od razu. Trzeba się najpierw zarejestrować, a potem pacjent jest przyjmowany w wyznaczonym terminie – wyjaśnił.
Jak podkreślił dyrektor, przychodnia nie dysponuje lekarzami pozostającymi w rezerwie na wypadek nagłej nieobecności któregoś z medyków. Liczba zatrudnionych lekarzy związana jest m.in. z finansowaniem świadczeń przez NFZ. Sytuację dodatkowo utrudnia okres jesienny, kiedy wzrasta liczba infekcji i pacjentów zgłaszających się do lekarzy.
Poza nagłą nieobecnością jednego z medyków przychodnia funkcjonuje normalnie. Placówka oczekuje na informację, kiedy dr Kozłow będzie mógł wrócić do przyjmowania pacjentów.













































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij