Ocena użytkowników: 3 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Choć niebawem styczeń dobiegnie końca, próżno było tej zimy szukać za oknem jej śladów. Aura bardziej przypomina listopad i to bezdeszczowy. Taka pogoda nie cieszy dzieci i martwi rolników. Dlaczego? Bo brak opadów i wysokie, jak na styczeń, temperatury źle wróżą na przyszłość. Czy zatem może nas czekać wielka podwyżka cen żywności?

O sytuacji w rolnictwie, perspektywach na przyszłość i handlu ziemią rozmawiamy z rolnikiem z Jutrzyny Andrzejem Stadnikiem.

Ostatnie dwa, a nawet trzy lata, pod względem pogody, chyba nie były dobre dla rolników...
- Sięgnąłbym nawet dalej, bo już wcześniej nie było zbyt dobrze, a te ostatnie dwa lata są bardzo dotkliwe.

Czy chodzi Panu tylko o bardzo gorące lata?
- Nie, gdyż już we wcześniejszych latach, w innych porach roku, również brakowało odpowiedniej ilości opadów, przez co dało się to odczuć w uprawach rolnych, ale i leśnych. Wprawdzie 3, albo 4 lata temu jesień była bardzo mokra, ale to był wyjątek, jak na to, co dzieje się w klimacie.

O ile sucha wiosna jest zrozumiałym problemem, to czy również tak jest w przypadku gorącego lata, kiedy trwają żniwa?
- W ostatnich dwóch latach mieliśmy upały dochodzące niemal do 40 stopni. Rośliny, nawet te w dobrej kondycji, przed takim skwarem nie są w stanie się obronić. Szczególnie dotyczy to upraw na słabszych glebach, gdzie zasób wody jest znacznie mniejszy. Ziemia piaszczysta łatwiej ją przepuszcza i nie potrafi jej tak dobrze akumulować jak urodzajna. Widać to np. po zwiniętych liściach kukurydzy, buraków czy „wypalonych” placach pszenicy.

Czy to zjawisko widoczne było już wiosną?
- W przypadku pszenicy widać to w momencie, kiedy zboża nalewają ziarna. Jest to czerwiec. Oczywiście, skutki tego wynikają z braku deszczów, których zabrakło w maju, a nawet kwietniu. Nie pomagają w uprawach też burze, które są zjawiskami lokalnymi i krótkotrwałymi. W dzisiejszych czasach rolnictwo powinno mieć ubezpieczenie od suszy.

Wróćmy może do zimy i tego, że jest ona bezśnieżna. Czy to poważny problem?
- Tak i to z dwóch powodów. Po pierwsze, wysokie, jak na styczeń temperatury, na poziomie nawet 10 stopni na plusie w dzień w połączeniu ze słoneczną pogodą skutkować mogą tym, że rośliny mogą to odczytać jako przedwiośnie. Gdyby taka aura się utrzymała, a temperatura nie zacznie spadać poniżej zera, może ruszyć wegetacja. Byłoby to niebezpieczne, szczególnie wtedy, kiedy później przyszłyby mrozy. Rośliną wyjątkowo wrażliwą na takie coś jest rzepak.   
Natomiast jeżeli wegetacja by ruszyła, a mrozy by nie przyszły, to nic się nie stanie, a można powiedzieć, że byłoby nawet dobrze, bo byłby dłuższy okres wzrostu.
Drugim niekorzystnym czynnikiem bezśnieżnej zimy jest brak wody. Popatrzmy, że od kilku tygodni nie mieliśmy żadnych większych opadów. Ziemia na niewielkiej głębokości jest sucha. 

Czy ten brak wód widoczny jest też głębiej, na przykład w rowach śródpolnych? Pamiętam, że jeszcze kilka, czy kilkanaście lat temu spółki wodne miały co robić, by odpowiednio odwodnić podmokłe tereny, a niektórymi rowami zawsze płynęła woda...
- Te wszystkie rowy, których kiedyś zadaniem było odwadnianie pól, dziś nie mają grama wody. Pozarastały trawami i są suche. Woda płynie jedynie w rzeczkach. Ale nawet w takiej rzeczce jak Gnojna, kiedyś poziom w niektórych miejscach o tej porze sięgał metra, a teraz jest w niej zaledwie 30 cm. Wiem o tym, gdyż mam przy niej pola i widzę, co się dzieje. Niedobór wód gruntowych jest zastraszający.
Cały wywiad w wydaniu papierowym "Słowa Regionu".
Dodaj komentarz