Czy mieszkańcy sąsiednich bloków czują się bezpieczniej po wysiedleniu lokatorów z „belwederu”? Jak kiedyś mieszkało się w okolicach dawnego więzienia? Teraz o swój byt martwią się właściciele zlokalizowanych tam garaży.
Budynek dawnego więzienia przy ul. Pocztowej w Strzelinie przez dziesiątki lat cieszył się złą sławą. Dawniej mieszkali w nim Cyganie i pracownicy istniejących wówczas zakładów pracy. Jednak z czasem pomieszkiwali tu dzicy lokatorzy, więźniowie, narkomani i reszta patologii. Ostatni mieszkańcy opuścili „belweder” w 2025 roku. Innych wcześniej wysiedlono na ul. Skawińską, Brzegową i Chopina.
– Pamiętam lata 60. W budynku istniały jeszcze wydzielone strefy, jak w zakładzie karnym. Drzwi od lokali były metalowe. Pierwsi mieszkańcy wprowadzili się chyba w latach siedemdziesiątych. Z czasem stworzyła się enklawa – zamknięte środowisko. Wieczorami przed „belwederem” paliło się ognisko. Teren omijali zwykli ludzie – opowiadają Jolanta i Janusz, małżeństwo ze Strzelina.
Pani Jolanta pracowała wówczas w słynnym na całą Polskę Granitexie. To stąd kamień trafiał pod budowę mostu Poniatowskiego w Warszawie, Pałacu Kultury i Nauki czy pomnika papieża Jana XXIII we Wrocławiu. Pan Janusz pracował we wrocławskim Wrozamecie.
Strach było mieszkać
Sąsiedztwo dawnego więzienia źle wspominają mieszkańcy ulicy Podwale.
– Zdarzały się bójki na butelki i noże. Za murem dochodziło też do różnych ekscesów. Wszystko było widać z okien naszego bloku. Nie wiemy, co będzie dalej z opuszczonym budynkiem. Ludzie mówią, że po remoncie powstanie tu dom starców – mówi Maria ze Strzelina.
Dawni lokatorzy „belwederu” wspominają fatalne warunki, jakie w nim panowały. Często brakowało ciepłej wody i prądu. Źle wspominają lata 80., kiedy zapanował największy strach. Budynek opanowali ludzie z marginesu uzależnieni od heroiny i alkoholu. Często dochodziło do kradzieży. Między „belwederem” a komendą milicji nieprzerwanie kursował radiowóz. Ludzie bali się robić zakupy w pobliskich sklepach. Sytuacja uspokoiła się dopiero w latach 90.
– To były niespokojne czasy. Na dyskotekę do Zielenic przyjechała grupa około 20 Cyganów z „belwederu”. Najpierw było spokojnie. Wszyscy się bawili, ale niektórzy przedobrzyli z alkoholem. Zabawa odbywała się w lokalu na pierwszym piętrze. Dochodziło tam do strasznych scen. Podczas bójki Cyganie wyrzucali chłopaków z piętra. Na miejsce wezwano milicję – wspomina Marian Stolarski, robotnik drogowy ze Strzelina.
Szkieletów nie znaleziono
„Belweder” to potoczna, ironiczna nazwa dawnego aresztu, który powstał pod koniec dziewiętnastego wieku. Do dziś kojarzony jest z fatalnymi warunkami mieszkaniowymi. W latach 70. były tam jeszcze kraty w oknach.
– Dawniej chodziły pogłoski, że w piwnicy znaleziono ludzki szkielet. Nikt tego jednak oficjalnie nie potwierdził, a mieszkańcy nie chcą się wypowiadać. Na strychu i w piwnicy zalegają tony śmieci. Nie wiadomo, co jeszcze zostanie odkryte – mówi Grzegorz, właściciel warsztatu samochodowego.
O „belwederze” mówiono na lutowej sesji Rady Miejskiej Strzelina. Katarzyna Jachowicz, kierownik Centrum Usług Komunalnych i Technicznych w Strzelinie poinformowała, że wykonano prace porządkowe.
– Już w ubiegłym roku zgłosiliśmy zapotrzebowanie do zakładu karnego, że potrzebujemy osadzonych do prac porządkowych, głównie piwnic. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie – zapowiedziała kierownik.
Niestety, budynek jest w fatalnym stanie. Większość pomieszczeń jest zdewastowana. Ze względu na zły stan techniczny konieczne było wyprowadzenie lokatorów i wyłączenie go z użytkowania...
Cały artykuł zamieściliśmy w 11 (1296) wydaniu papierowym Słowa Regionu.










































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij