Do redakcji przyszła pani Zofia, mieszkanka Strzelina, emerytka. Ma prawie 80 lat. W ręku trzymała kartkę zapisaną odręcznie. Notatkę napisała tuż po zdarzeniu, żeby – jak mówi – „nie zapomnieć szczegółów”.
– Odebrałam telefon i od razu zaczęłam po całym zajściu pisać, bo później już bym nie pamiętała – mówi.
Było to 4 lutego, około godziny 19. Telefon zadzwonił na numer stacjonarny.
– Pierwsze słowa: „Wypadek. Potrąciłem kobietę na pasach”. Zapytałam: „To ty, Paweł?”. Odpowiedział: „Tak, to ja. Stało się coś strasznego” – relacjonuje pani Zofia.
Paweł to jej 27-letni wnuk. Mężczyzna w słuchawce mówił, że potrącona kobieta była w ciąży, że nie wiadomo, czy przeżyje, że policja zabrała jego i dziewczynę na komendę. I że potrzebna jest kaucja, 180 tysięcy złotych.
– Mówił, że ojciec wpłacił już 50 tysięcy złotych i pytał, ile ja mogę dać. Nalegał, żebym zrobiła coś szybko – opowiada seniorka.
Przyznaje, że była przekonana, iż rozmawia z wnukiem. Głos był podobny.
– Myślałam, że to naprawdę on. Pocieszałam go – mówi.
Gdy padło pytanie o pieniądze, odpowiedziała, że mogłaby zebrać około 30 tysięcy złotych. Oszust dopytywał, czy ma w domu gotówkę, walutę, złoto.
W pewnym momencie odłożyła pod poduszkę słuchawkę telefonu stacjonarnego, ale się nie rozłączyła i z komórki zadzwoniła do córki.
– Chciałam się z nią podzielić tym, co się stało, że Paweł miał poważny wypadek. Byłam przerażona – mówi.
Połączenie stacjonarne telefonu wciąż trwało. Oszuści trzymali ją na linii i wcześniej wyraźnie prosili, aby się nie rozłączała.
Na szczęście, córka od razu zorientowała się, że to próba oszustwa.
– Powiedziała: „Mamo, to są oszuści!”. Kazała mi wyciągnąć wtyczkę z kontaktu, bo nie mogłam ich rozłączyć – opowiada pani Zofia.
Dopiero po odłączeniu telefonu połączenie zostało przerwane.
Syn pani Zofii jeszcze tego samego wieczoru zgłosił sprawę na policję.
„Byłam gotowa pomóc”
Emerytka przyznaje, że emocje były ogromne. – Byłam taka przerażona… – mówi.
Podkreśla, że była gotowa pomóc, bo bała się o życie bliskich.
– Po tym wszystkim dostałam takiego ciśnienia, że nie mogłam dojść do siebie – wspomina.
Dopiero po rozmowie z córką zrozumiała, że to dobrze znany schemat: telefon o wypadku, presja czasu, prośba o pieniądze na kaucję.
Pani Zofia opowiedziała o zdarzeniu sąsiadce.
– Powiedziała mi: „Dobrze, że zadzwoniłaś do córki. Gdyby mój wnuk zadzwonił z taką historią, oddałabym wszystko, co mam” – relacjonuje.
Dlatego zdecydowała się przyjść do redakcji.
– To ma być przestroga. W telewizji mówią, że oszukali tego czy tamtego, ale człowiek nie wie dokładnie, jak to wygląda. Teraz wiem – dodaje.
Pani Zofia nie chce podawać nazwiska. Prosi tylko, aby inni seniorzy byli czujni.
– Dobrze, że zadzwoniłam do córki. Gdybym nie zadzwoniła, mogłoby się to skończyć inaczej – podsumowuje kobieta.
















































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij