ZNAJDŹ NA STRONIE

 

Dawniej ludzie polewali się wodą z wiader, misek, kubków i wszystkiego, co było pod ręką. Fot. Wikipedia

Nie wszyscy mile wspominają lany poniedziałek. Wiele osób mówi o strachu na ulicach i przykrym doświadczeniu oblewania wodą. Czy zanika tradycja wywodząca się ze słowiańskich obrzędów ludowych?

Tradycja oblewania wodą ma zapewniać zdrowie, urodzaj i płodność, a także jest sposobem na pożegnanie zimy. W religii chrześcijańskiej oznacza radość ze Zmartwychwstania. Śmigus pierwotnie oznaczał uderzanie rózgami albo palmą. Dawniej był zwyczaj smagania panien po nogach witkami, gałęziami i polewania wodą dopóki dziewczyna nie złożyła okupu. Z biegiem lat tradycja przybrała różne formy. W latach 90. na ulicach pojawiały się watahy młodzieży, które oblewały wiernych wychodzących z kościoła.

– To był dramat. Chuliganeria atakowała ludzi wychodzących po nabożeństwie. Nie było wyjątków – oblewano staruszków i młode dziewczyny. Świętowanie kończyło się pościgami radiowozem po osiedlach. W trakcie dochodziło do bójek – opowiada Sylwester Niemirski z ulicy Kopernika w Strzelinie.

Zdaniem mieszkańców strach było wyjść z domu. Bandy wyrostków uzbrojonych w wiadra bezlitośnie atakowały wszystko, co się rusza.

– Trzeba było uważać na dowcipnisiów, którzy z czwartego piętra rzucali plastikowe woreczki napełnione wodą. Mało kto pomyślał, że taki woreczek rzucony z wysokości ma potężną siłę rażenia. Na mszę przychodzili kompletnie przemoczeni ludzi – relacjonuje pani Agata, która mieszka w centrum.

Ostatecznie dyngusiarzy ścigała po ulicach policja. Rekwirowano kubełki, smoczki gumowe i inne zabawki do polewania wodą. Funkcjonariusze przypominali, że prawo nie może dopuszczać chuligańskich zachowań.

 Śmigus-dyngus nie zwalnia nikogo z myślenia i odpowiedzialności. Oblewanie wodą może wyczerpać znamiona wykroczenia z art. 51. Kodeksu wykroczeń. W tym przypadku za zakłócenie spokoju i porządku publicznego może grozić kara grzywny wymierzona w drodze postępowania mandatowego w wysokości nawet do 5 tys. zł – grzmiał ówczesny wojewódzki komendant policji.

Obecnie tradycja oblewania się wodą wygasa. Sporadycznie na mieście można spotkać dzieci z pistoletami na wodę czy butelkami. Ich działania rzadko podchodzą pod chuligańskie wybryki. Zazwyczaj w godzinach porannych jest pusto na ulicach. Około godziny 12 widać ludzi wracających z kościoła. Ci, którzy doświadczyli dyngusowej zabawy wtedy, kiedy była ona u szczytu świetności, raczej za nią nie tęsknią.

 

Jak wspominają śmigusa-dyngusa mieszkańcy? Co najbardziej utkwiło im w pamięci?

 

Wiesław Engiel, emeryt

– Niestety, bywało dość agresywnie. Nieraz byłem przemoczony do suchej nitki. Mam w sumie wesołe wspomnienia, bo byłem bardzo młody. Zapamiętałem jednak tragiczne zdarzenie. W latach osiemdziesiątych w Strzelinie wiadro z wodą wyleciało z górnego piętra. Młody człowiek chciał zrobić dyngusa, ale naczynie wypadło mu z rąk. Spadło na mężczyznę, który doznał uszkodzenia kręgosłupa i został kaleką do końca życia.

Anna ze Strzelina

– Pamiętam tradycję jeszcze z Przemyśla. Nie odczuwałam, aby była jakaś agresja. W dawnych latach się o tym nie myślało. Zabawa to zabawa. Jednak budzenie wodą w lany poniedziałek nie było fajne. W latach 70. i 80. chuliganeria wykorzystywała tradycję i lali bez opamiętania.

Cały artykuł zamieściliśmy w 13 (1298) wydaniu papierowym Słowa Regionu.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj również