Firma montująca piec w bloku w Łojowicach zamontowała go zbyt blisko innego pieca. To spowodowało zatarg między sąsiadami. Kilka razy na miejsce wzywana była policja. Ostatecznie sprawa trafiła do sądu cywilnego.
Problem zaczął się dwa lata temu, kiedy sąsiedzi pani Magdy i Marka z bloku wymienili piec. Po pewnym czasie okazało się, że urządzenia stoją zbyt blisko siebie. Z tego powodu rodzina ma problem z obsługą pieca węglowego, który posiada.
– Problemy rozpoczęły się, kiedy nasi sąsiedzi z parteru wymienili stary piec węglowy na nowy na pellet. Od tamtej pory mamy utrudniony dostęp do naszego pieca. Urządzenia stoją zaledwie 30 centymetrów od siebie. Mamy problem z czyszczeniem urządzenia i podkładaniem węgla – tłumaczą Magda Ołota i Marek Lejczak, mieszkańcy bloku.
Nie wiadomo dlaczego ekipa montująca urządzenie zamontowała instalację rurową i palenisko tak blisko siebie. W pomieszczeniu piwnicznym jest sporo wolnego miejsca.
– Próbowaliśmy polubownie załatwić sprawę. Wielokrotnie rozmawialiśmy z sąsiadami na ten temat. Niestety, nie chcą przesunąć pieca. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wiąże się to z dużymi kosztami – rozkłada ręce pan Marek.
Sprawa niby błaha wywołuje jednak wiele przykrych sytuacji. Na miejsce kilka razy wzywano policję. Dzielnicowy dopytywał o kartę pamięci, która miała zniknąć z kamery zamontowanej w piwnicy do obserwacji pieca. Innym razem policja była wzywana do rzekomo zrobionej nielegalnej wentylacji. Funkcjonariusze interweniowali też w sprawie zawieszenia zasłonki uniemożliwiającej rejestrację obrazu z kamery.
– Nie chcieliśmy być kamerowani. To jest główny powód zawieszenia zasłonki. Oprócz tego na drzwiach od piwnicy nie ma ostrzeżeń, że pomieszczenia są monitorowane – przekonuje pan Marek.
Zapytaliśmy różne firmy w Strzelinie zajmujące się montażem urządzeń grzewczych, ile wyniosłyby koszty przesunięcia instalacji.
– Robocizna może kosztować od 1200 zł do ponad dwóch tysięcy złotych. Wszystko zależy od tego, jak daleko należy przenieść instalację, np. rurki, kształtki i inne. Wszystko może się zmieścić w kwocie ponad dwóch tysięcy złotych – mówi właściciel firmy instalatorskiej.
Sprawa trafiła do strzelińskiego sądu, który powołał biegłą z zakresu pieców. Ekspertka informuje, że urządzenia w kotłowni powinny być tak rozmieszczone, aby zapewnić bezpieczne użytkowanie urządzeń. Wymagany jest również dostęp do serwisowania i bieżącej konserwacji, np. czyszczenia. Urządzenia względem siebie nie mogą zasłaniać wylotu wentylacji itp. Biegła informuje sąd, że pan Marek ma utrudniony dostęp do pieca. Sprawa jest w toku. Co na to sąsiedzi, którzy zamontowali piec na pelet?
– Piec zamontowała firma spod Nysy, która istnieje długo na rynku. Myśleliśmy, że sprawdzona ekipa zna się na rzeczy. Nadzór budowlany napisał, że piec nie spełnia wymagań prawa budowlanego. Jeśli sąd uzna, że to nasza wina, to podporządkujemy się i będziemy rozmawiać z firmą, która montowała piec. Mam nadzieję, że w ramach gwarancji lub w inny sposób naprawią fuszerkę – podkreśla Anna Wierzbowska.
Dodatkowo otrzymaliśmy od niej pismo, w którym przedstawia swoje stanowisko. Informuje, że sprawa pozostaje obecnie w toku postępowania cywilnego i nie została jeszcze prawomocnie rozstrzygnięta...
Cały artykuł zamieściliśmy w 24 (1309) wydaniu papierowym Słowa Regionu.






















































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij