Na spotkaniu z mieszkańcami dyrekcja cukrowni zapowiedziała, że w Strzelinie i pobliskich wsiach zmniejszy się fetor. Padały też oskarżenia, że zakład celowo truje ludzi. Specjaliści z ochrony środowiska tłumaczyli, skąd biorą się przykre wyziewy. Zapewnili, że nie są one toksyczne.
Spotkanie na temat fetoru zorganizowano w sali konferencyjnej „Cukrowni Strzelin”. Przyszło około dziesięć osób z Gęsińca, Strzelina i okolic. Już na początku jeden z mieszkańców tłumaczył główne przyczyny emisji odoru.
– Jeśli z biogazowni wydobywa się uciążliwy smród – najczęściej siarkowodór, amoniak oraz lotne kwasy organiczne, to źródłem problemu są zazwyczaj konkretne etapy logistyczne lub błędy operatora, czyli nieprawidłowe magazynowanie substratów, brak hermetyzacji transportu i rozładunku, rozszczelnienie instalacji, niewłaściwe składowanie pofermetu – podkreślił mieszkaniec Strzelina, który chciał pozostać anonimowy.
Inni tłumaczyli, że fetor pojawia się w różnych godzinach. Powoduje silne bóle głowy i inne dolegliwości. W zależności od tego z której strony wieje wiatr, zapach wyczuwalny jest najbardziej w Gęsińcu i centrum Strzelina.
– W okolicach Hotelu Maria smród odczuwalny jest cały czas. Jak to wytrzymać? Ludzie nie chcą przyjeżdzać do hotelu, boli ich głowa, zamknięto też zakład, bo nie można prowadzić gastronomii z powodu smrodu. Najgorsze są jednak omdlenia po silnym naporze biogazu. I to jest największy problem – wyliczał inny mieszkaniec.
Mężczyzna tłumaczy, że smród utrzymuje się od 30 lat, dlatego ludzie domagają się zmian. Często też puszczają im nerwy. Mieszkaniec winą za fatalną sytuację obarcza nieszczelną biogazownię w cukrowni.
Fetor jak gnijące kurczaki
Inni jeszcze dosadniej tłumaczyli sytuację.
– Po długiej nieobecności przyjechałem do Strzelina, otworzyłem okno i pomyślałem, co jest grane? Skąd bierze się ten smród? Z kanału? Fetor, który dociera do nas zwłaszcza wieczorem i rano, przypomina zapach rozkładających się kurczaków. Nam nie zależy, aby firma przestała produkować gaz, nam chodzi o to, aby przestało śmierdzieć – przekonywał inny mieszkaniec.
Padły stwierdzenia, że może cukrownia nie potrafi uszczelnić swoich zbiorników. Inni pytali, dlaczego na zebraniu nie ma przedstawicieli urzędu miasta, starostwa powiatowego i sanepidu.
– Na wycięcie zwykłego drzewka w ogródku trzeba posiadać ważne zezwolenia i dokumenty, natomiast nikt nie przejmuje się wypuszczaniem trucizny, która szkodzi ludziom – grzmiał inny mieszkaniec.
Ostatecznie padło najważniejsze pytanie – czy wyziewy są trujące? Paweł Smoła – nowy dyrektor zakładu – wytłumaczył skąd bierze się fetor. Burak jest rośliną zbudowaną z substancji organicznych. W ostatnich latach do cukrowni trafiło 600 tys. ton tego warzywa. Surowiec trafia na plac buraczany i jest płukany przed procesem produkcyjnym.
– Sama woda zwiera duże ilości substancji organicznych, liści, ziemi i innych substancji. Musi być przetrzymana przez pewien czas w odstojnikach. I to jest clou całej sprawy. Zawartość białek i pektyn w buraku przechodzi do wody i to jest źródło zapachu – tłumaczył dyrektor Smoła.
Szef firmy informował, że zakład ma 154 lata i od tamtej pory produkcja cukru niewiele się zmieniła. Jego zdaniem niesprawiedliwe jest, że duży zakład produkcyjny, który zatrudnia wielu okolicznych mieszkańców, oczerniany jest na forach internetowych. Anonimowe osoby publikują nieprawdziwe informacje o rzekomym truciu ludzi. Dyrektor zapewnia, że wszystkie ważne badania biologiczne prowadzone są na bieżąco. Absurdalne mają być również plotki o nieszczelnej biogazowni. Jednym z działań firmy ma być wyposażenie obiektów produkcyjnych w systemy filtracji powietrza i przeniesienie magazynowanych surowców w inne miejsca...
Cały artykuł zamieściliśmy w 25 (1310) wydaniu papierowym Słowa Regionu.




















































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij