Auto ma prawie sto lat. Na karoserii widać jeszcze ślady wojny – otwory po kulach i odłamkach. W szopie w Karszowie stał 45 lat. Pan Jerzy, emeryt, dał mu nowe życie. Samochód ma żółte blachy i jest zarejestrowany w ewidencji maszyn zabytkowych.
Chodzi o Wanderera z 1935 roku. To osobowe auto produkowane przez niemiecką firmę Wanderer – Werke w tamtych czasach było konkurencją dla BMW. Samochody Wanderer były znane w Niemczech i zachodniej Europie ze swojej niezawodności i wysokiej jakości wykonania. Były też dość drogie, co zmusiło koncern do mocnej walki z ówczesnym kryzysem.
– Znalazłem go w wiosce pod Wrocławiem w 1975 roku. Auto należało do rolnika, który chciał się go pozbyć. Gruchot był w strasznym stanie, nie działały zamki, wszystko było zardzewiałe. Ostatecznie udało się go przyholować pod Strzelin. Auto było niezarejestrowane, więc długo jeździłem po polnych drogach – opowiada pan Ryszard, właściciel Wanderera.
Milicja nie czepiała się, bo po polnych ścieżkach można było jeździć bez papierów. Podczas remontu i po zdjęciu rdzy okazało się, że auto ma dziury od pocisków i odłamków. Pan Ryszard odkrył, że maszyna musiała dostać serią z karabinu maszynowego. W kabinie i na drzwiach widać jeszcze zaspawane ślady po pociskach. Podczas odnawiania pojazdu był problem z wymianą foteli.
– Fotele są drewniane ze sprężynami. Były mocno zdezelowane i połamane. Udało się je wyremontować, ale istniał problem z tapicerką. Niestety, tapicerzy ze Strzelina i Oławy chcieli usunąć sprężyny i to miejsce wyłożyć gąbką. Nie zgodziłem się. Fachowca znalazłem dopiero w Domasławiu w gminie Kobierzyce – relacjonuje Ryszard.
Istniał też problem z dobraniem odpowiedniego koloru. W Strzelinie nie było wyboru u mechaników. Farbę udało się dopiero znaleźć w mieszalni w Ząbkowicach Śląskich. Łącznie remont pojazdu trwał sześć lat. W tym czasie auto stało zabezpieczone w szopie na podwórzu. Kolejnym problemem były opony. Oryginalny rozmiar trudno dziś dostać. Polska nie produkuje tego typu ogumienia. Nowe opony udało się dopiero sprowadzić z zagranicy. Pan Ryszard musi też sam dorabiać niektóre części.
W latach 80. pojawili się hobbyści z Niemiec i Słowacji, którzy z podziwem oglądali Wanderera. Zachwycali się precyzją remontu. Auto wygląda jakby zeszło z linii produkcyjnej. Zawodowo pan Ryszard był mechanikiem i kierowcą ciężarówki. Przez dziesiątki lat jeździł Starem w przedsiębiorstwie drogowym w Pęczu. Przewoził kamień i materiały sypkie do budowy dróg. Na emeryturze zajął się remontem maszyny.
– Mąż zawsze interesował się motoryzacją. Auto długo stało u nas w szopie i marzył, aby znaleźć czas na odnowienie pojazdu. Podziwiam i jestem dumna, bo była to ciężka i mozolna praca – mówi Jolanta, żona.
Pan Ryszard tłumaczy, że podjął się remontu, bo zna się na mechanice i potrafi to robić. Maszynę malował, szpachlował, spawał. Jakie są minusy posiadania zabytkowego pojazdu? Auto nie ma pasów bezpieczeństwa, brak też wspomagania hamulców i kierownicy. Nie ma ogrzewania, elektrycznych szyb i klimatyzacji...
Cały artykuł zamieściliśmy w 31 (1316) wydaniu papierowym Słowa Regionu.




































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij