ZNAJDŹ NA STRONIE

 

Lwów. Panorama miasta. Fot. M. Münz/Wikimedia Commons (domena publiczna)

Wrzesień większości z nas kojarzy się z dwoma wydarzeniami: zakończeniem wakacji oraz kolejną rocznicą wybuchu II wojny światowej. Ten najstraszniejszy w historii konflikt odebrał życie milionom ludzi. Doprowadził do zniszczenia miast i wsi. Okrutną traumę zgotował kolejnym pokoleniom. Pozostawił po sobie nie tylko ruiny, ale także blizny, które w wielu rodzinach są obecne do dziś.

Dla mieszkańców naszego regionu bolesną pamiątką tamtych czasów były przymusowe przesiedlenia Polaków z Kresów Wschodnich na obszary zachodnie, nazwane później Ziemiami Odzyskanymi. W jednej chwili miliony ludzi pozbawione zostały swoich domów, ziemi przekazywanej z ojca na syna i wielopokoleniowych tradycji. Oderwani od ojcowizny znaleźli się w całkiem nowej rzeczywistości, gdzie od początku musieli budować nowe życie. Mimo że podjęli się tego ogromnego wyzwania, to wciąż pozostawała w nich wewnętrzna, wręcz podskórna, tęsknota za małą ojczyzną przejętą przez wrogiego „sojusznika” ze Wschodu.

Jedną z takich osób był mój dziadek, który urodził się i wychował w okolicach Lwowa. Wraz z innymi osadnikami był przedstawicielem pierwszego polskiego pokolenia na tych ziemiach. Przez pierwsze lata wierzyli, że to tylko sytuacja tymczasowa i na pewno powrócą do swych domostw. Niezmieniająca się latami geopolityczna rzeczywistość pogłębiała tlące się wciąż traumy wojenne i rozdzierała ich serca oraz dusze.

Niemniej życie toczyło się dalej - na zasiedlonych terenach rodziło się nowe pokolenie, lecz ogromny żal za utraconym dziedzictwem był im przekazywany wraz z przysłowiowym mlekiem matki. Stojąc w rozkroku pomiędzy melancholią rodziców a własną chęcią zakorzenienia się, drugie pokolenie często nie było w stanie w pełni utożsamiać się z Ziemiami Zachodnimi. Nie sprzyjała temu zresztą polityka ówczesnych władz państwowych, które przez długi czas traktowały te tereny tymczasowo i stroniły od poważniejszych inwestycji czy odbudowy zniszczonej tkanki miejskiej.

Zupełnie inaczej na tę rzeczywistość patrzyło trzecie pokolenie, z którym w pełni się utożsamiam. Nie odczuwaliśmy bezpośrednio traum wojennych ani dramatu natychmiastowego przesiedlenia. Urodzeni już tutaj, mieliśmy znacznie więcej przestrzeni na budowanie lokalnej tożsamości. Dodatkowo przemiany gospodarcze i społeczne lat 90. XX wieku sprzyjały rozwojowi świadomego regionalizmu, czy jak kto woli - lokalnego patriotyzmu.

Mój dziadek potrafił godzinami wspominać i opowiadać, jak wspaniałym miastem był Lwów. Wybrał się nawet na kilka wycieczek sentymentalnych, które z jednej strony przynosiły ukojenie, a z drugiej tylko wzmagały tęsknotę. Jako dziecko wiele razy obiecywałem sobie, że też wybiorę się do Lwowa, aby poznać miasto tak ukochane przez mojego dziadka, do którego czułem sentymentalną tęsknotę.

Dziś, wiele lat później, doskonale rozumiem ten mechanizm, choć skierowałem go w inną stronę. Odczuwam równie mocny sentyment, tyle że nie do Lwowa, lecz do Strzelina - miasta, w którym się urodziłem i wychowałem. To z tym miejscem wiąże się moja historia i to tu buduję swoje życie. Pasjonują mnie jego dzieje i staram się dokładać cegiełki do jego powojennego dziedzictwa. Jako przewodnik oprowadzam po Strzelinie mieszkańców i turystów, opowiadając im historie tych samych ulic i kamienic, które tuż po wojnie musieli oswoić moi dziadkowie. Kiedy pokazuję komuś rynek czy kościół, czuję, że w pewnym sensie kontynuuję to, co dla swojej małej ojczyzny robił mój dziadek, wspominając Lwów - tyle że ja opowiadam o mieście, które mogę jeszcze dotknąć, a nie tylko wspominać. Przecież tożsamość regionalna nie wyklucza pamięci o korzeniach.

Mogę więc z powodzeniem sparafrazować słowa słynnej lwowskiej piosenki: „Możliwe, że więcej ładniejszych jest miast” - tylko że ja odniosę te słowa do Strzelina. Po Lwowie pozostaje mi tęsknota mojego dziadka oraz obietnica do spełnienia, aby pojechać tam w końcu i przejść się ścieżkami z jego opowieści. Ale to właśnie tutaj, w Strzelinie, tęsknota za utraconą ojcowizną zamieniła się w coś nowego - w świadomą, budowaną własnymi rękami więź z miejscem, które trzecie pokolenie może już nazwać swoim bez cienia wątpliwości.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj również