Nowe przedszkole przy ul. Moniuszki znów wróciło na sesję Rady Miejskiej Strzelina. Tym razem za sprawą skargi na burmistrz Dorotę Pawnuk i pytań o to, kto odpowiada za proceduralne zamieszanie wokół placówki. Radni wrócili do niedopełnionych formalności, dostępu do dokumentów i działań tzw. sygnalisty. Ostatecznie większość uznała skargę za bezzasadną, ale trudno powiedzieć, by sprawa została tym samym zamknięta.
Na ostatniej sesji Rady Miejskiej Strzelina, która odbyła się 29 września, po raz kolejny wybrzmiał temat nowego przedszkola przy ul. Moniuszki. W porządku obrad znalazł się punkt dotyczący rozpatrzenia skargi na burmistrz Dorotę Pawnuk. Skarga związana była ze sposobem zmiany tymczasowej lokalizacji prowadzenia zajęć przedszkola „Kolorowa Kraina”. Jak czytamy w uzasadnieniu do uchwały, w skardze podniesiono w szczególności zarzuty dotyczące naruszenia praw praworządności, przekroczenia lub obejścia kompetencji Rady Miejskiej. Temat ten był omawiany na komisji Skarg Wniosków i Petycji. W przedstawionym radnym projekcie uchwały zaproponowano uznanie skargi na działalność burmistrz za bezzasadną. Następnie projekt ten został poddany pod obrady Rady Miejskiej Strzelina. Radny Marek Rychlica przytoczył sytuację z komisji, na której chciał pozyskać odpowiednie dokumenty do oceny sytuacji i skargi.
- Przy procedowaniu nad tą skargą radni klubu Porozumienie Samorządowe utrudnili mi wykonywanie mandatu radnego. W sprawie, która dzisiaj budzi wiele emocji, dostęp do dokumentów powinien być rzeczą podstawową. Nie żeby kogoś oceniać, tylko po to, żeby jak najbardziej wyjaśnić okoliczności związane z tą sprawą. […] Burmistrz powołuje się na opinię sanepidu [w zarządzeniu o tymczasowym przeniesieniu zajęć – red], więc dla mnie logiczne było podłączenie tej opinii. I co się dzieje? Ja składam ten wniosek, trzech radnych Porozumienia Samorządowego głosuje przeciwko temu wnioskowi i nie chce tej opinii. Jak radny ma wykonywać mandat w państwie prawa, jeżeli blokuje mu się dostęp do dokumentów związanych ze sprawą? – mówił radny Rychlica.
- Jakby pan radny przyszedł i poprosił o dokumenty dostałby naprawdę segregator do przejrzenia. Te dokumenty przesyłam rodzicom, więc nie mam nic do ukrycia – odpowiedziała burmistrz Pawnuk.
Trudno nie zauważyć pewnej sprzeczności. Z jednej strony formalny wniosek radnego o dostęp do dokumentów nie został uwzględniony, z drugiej burmistrz przekonuje, że materiały były dostępne i wystarczyło o nie poprosić. Taka sytuacja zamiast rozwiewać wątpliwości, może je tylko pogłębiać.
Radni klubu Koalicji Obywatelskiej zarzucali również burmistrz zrzucanie winy, odpowiedzialności i obecnego kryzysu na radnych za podjęcie uchwały intencyjnej w lipcu, a nie w lutym. Przy tym radny Łukasz Sikora powoływał się na wypowiedź burmistrz dla wrocławskiej telewizji. Zaznaczył, że rada nie tworzy harmonogramu prac urzędu i nie wnosi projektów oświatowych z własnej inicjatywy, a głosuje nad tymi projektami, które burmistrz i urzędnicy przygotują do porządku obrad.
- Proszę nie dziwić się naszym twardym uwagom. Jeśli wydaje się z publicznych pieniędzy ponad 22 miliony złotych na nowe przedszkole, a przez skrajne niedopatrzenie urzędu placówka działa bez wymaganej prawem decyzji, to tak jakby ktoś wybudował luksusowy dom za miliony, ale zapomniał pozwolenia na użytkowanie – dodał Sikora.
- Pan radny Sikora już kilkukrotnie dopuścił się skrajnej manipulacji. Chcę oświadczyć, że w żadnej wypowiedzi nie zrzucam odpowiedzialności na radnych. Proszę nie wkładać mi w ten sposób wypowiedzi, które sobie pan radny wymyślił w swojej skrajnej, nieprzyzwoitej manipulacji. Przeprosiłam rodziców i mieszkańców. Przyznałam się do tej sytuacji i tego niedopatrzenia – odpowiedziała burmistrz Pawnuk.
Burmistrz powołała się również na sytuację sprzed lat, kiedy przedszkole zostało przeniesione z ul. Piłsudskiego na ul. Przedszkolną, gdzie wybudowano nowy budynek. Wyjaśniła, że wówczas takiej procedury urząd nie musiał przeprowadzać. Kolejną podniesioną kwestią była sprawa zarządzenia, które – jak wyjaśniła szefowa gminy – nie przekształcało przedszkola, a wskazywało jedynie lokalizację tymczasową na prowadzenie zajęć ze względu na złe warunki i brak możliwości prowadzenia zajęć w dotychczasowych budynkach przy ul. Sikorskiego.
- Nie ma tutaj procedury przekształcenia przedszkola, na którą powołuje się wojewoda, bo nadzór prawny wojewody powinien badać dokumenty pod kątem legalności, a nie intencji wydającego zarządzenie. Tutaj sąd rozstrzygnie, kto przekroczył kompetencje – dodała.
Sygnalista znów uderza
Jeszcze raz została wyjaśniona sytuacja z kuratorium oświaty, które obiecywało zajęcie się tą sprawą i walkę o placówkę, a następnie postąpienie w odwrotny sposób. Burmistrz odniosła się także do działań strzelińskiego sygnalisty i skarżącego, który – ironicznie ujmując – działa w interesie społecznym.
- Ja już byłam przez skarżącego skazywana na szafot za ten ratusz. A teraz jest kolejna piękna inwestycja, z której zamiast się cieszyć, to muszę się tłumaczyć i czekać aż przyjdzie do mnie prokurator. Bo na to państwo czekają. Skarżący pisze do Rzecznika Praw Dziecka, do urzędu marszałkowskiego. Będą się państwo cieszyć jak zabiorą nam dotację, bo Pawnukowa oberwie, a nie dzieci. […] Dzisiaj miałam kontrolę kolejną w żłobku z urzędu wojewódzkiego. Przypadek? […] Są wszelkie obliczenia, z których muszę się teraz tłumaczyć przed wszelkimi instytucjami, że wybudowaliśmy piękne przedszkole dla naszych dzieci i że inwestujemy w trudnych czasach. A ktoś chce to zniszczyć, tylko dlatego że ma fobię, obsesję i teraz znalazł przychylną przestrzeń i ma ludzi, którzy zachęcają do tego, żeby nic się nie udawało w gminie – mówiła burmistrz Dorota Pawnuk.
Cały artykuł zamieściliśmy w 39 (1324) wydaniu papierowym Słowa Regionu.




















































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij