Nasz cykl obejmujący szkolne wspomnienia cieszy się ciągle dużym zainteresowaniem. Niedawno wspomnieniami podzieliła się pani Irena Janowicz, którą do takiego kroku zachęciła jej szkolna koleżanka, Ewa Kotala - osoba bardzo zaangażowana w przywracanie pamięci o pierwszej strzelińskiej podstawówce.
Takich nauczycieli się pamięta
Pani Irena była uczennicą strzelińskiej "jedynki" przy ul. Ząbkowickiej w latach 1956-1963. - Był to czas, który wspominam bardzo mile - mówi. Te sympatyczne wspomnienia dotyczą także nauczycieli, choć ówcześnie stosowane niektóre metody byłyby dziś nie do przyjęcia. Matematyki uczył pan Mika, świetny dydaktyk, który jednak miał dość specyficzne metody utrzymywania dyscypliny. Jeśli prośba o spokój nie pomagała, sprawa kończyła się uderzeniem linijką po "łapach". Do ulubionych nauczycieli należały panie Michalina Niemcewicz i Irena Lapander, które nawet po latach doskonale pamiętały swoich uczniów. - Kiedy pod koniec nauki w liceum spotkałam panią Niemcewicz, a nie byłam zdecydowana, jakie wybrać studia, właśnie ona doradziła mi farmację i to był strzał w dziesiątkę - opowiada Irena Janowicz.
Irena Lapander była prawdziwą perfekcjonistką w sprawach dotyczących wyglądu i dokładności. Zawsze zwracała uwagę na to, czy kołnierzyki są czyste, a wszystkie guziki zapięte. - Trzeba było też równo siedzieć w ławkach i nie garbić się - dodaje pani Irena Janowicz. Do pomocy w rozwiązywaniu różnych problemów był Tadeusz Sahaj.
Szkoła to także koleżanki i koledzy. Pani Irena szczególnie zapamiętała Tadzia Kolanowskiego, który miał doskonały głos. Przepięknie śpiewał arie operowe, budząc zachwyt wśród nauczycieli i uczniów. Pisał też piękne wiersze.
Droga do szkoły bez autobusów
W szkolnych latach pani Ireny droga do szkoły bywała długa - dzieci chodziły pieszo, nie było specjalnych autobusów, o zwykłe też było trudno, ale za to wędrówka w towarzystwie koleżanek i kolegów na pewno była interesująca. - Moja droga do szkoły z Gęsińca, a potem z Gościęcic Średnich, prowadziła przez górkę, park i dwa mostki, które dziś już nie istnieją - wspomina. - Czasami ktoś nas zabrał na konny wóz, a po drodze często mijała nas bryczka z podstawówki. Dość daleko miałam do szkoły, ale ożywione rozmowy z koleżankami skracały drogę i ją umilały...
Cały artykuł zamieściliśmy w 36 (1321) wydaniu papierowym Słowa Regionu.















































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij