Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
„Za młoda jesteś i za fajna”- po usłyszeniu tych słów pierwszy raz dotarło do mnie, że to chyba jednak coś poważnego…
15 lat małżeństwa u boku cudownego człowieka, dwójka dzieci: Patrycja i Zuzia, wokół rodzina, mnóstwo przyjaciół, wiele zainteresowań i pasji, życie pełną piersią… Wydawać by się mogło, że idealne. Prawda jednak wygląda inaczej. Nasza córka Patrycja urodziła się niepełnosprawna. Łatwo nie było, ale musieliśmy się szybko odnaleźć w nowej sytuacji. Nie mogłam pracować, cały mój czas poświęciłam praktycznie córce: ćwiczenia, wyjazdy na turnusy, stymulacja rozwoju… Patrycja dała nam lekcje życia, nauczyliśmy się pokory i brania z życia tego, co najlepsze. Nie mogę powiedzieć, że pogodziliśmy się z jej niepełnosprawnością, ale nauczyliśmy się z nią żyć. Poświęcałam swój cały wolny czas na zbieranie pieniędzy na jej rehabilitację, na sprzęty, leki…
Decyzja o drugiej ciąży była bardzo solidnie przemyślana. Łatwo nie było, ale czułam, że jeśli nie będziemy mieli drugiego dziecka nasze życie będzie smutne. Zuzia urodziła się 5 lat temu. Z niedowierzaniem patrzyliśmy jak ten nasz „kosmita” sam wszystkiego się uczy. Nie trzeba było tygodniami trenować czworaków, siedzieć też nauczyła się sama. Kiedy miała 10 miesięcy biegała po mieszkaniu. A teraz jest ogromnym wsparciem dla swojej starszej siostry.
Wszystko kręciło się wokół domu, dzieci i jeszcze mojej pasji, która jednocześnie była sposobem na zarabianie pieniędzy na rehabilitację Patrycji. Wieczorami, kiedy robiło się cicho siadałam w moim kąciku i tworzyłam ręcznie robione kartki, albumy i inne cuda z papieru. To była moja odskocznia od tych wszystkich problemów. A ekspertem od problemów jestem pierwsza klasa. Jak ktoś ma problem dzwoni do mnie. Mój mąż mówi na mnie dr Wiesia, bo na każdy temat medyczny wiem prawie wszystko. Każdemu pomogę, nikogo nie zostawię bez pomocy.
Teraz przyszedł czas na mnie… Teraz ja potrzebuję pomocy a na temat raka wiem niewiele… w zasadzie się uczę…
Życie w biegu, ciągły stres i myślenie o wszystkich i o wszystkim… ciągle słyszałam „musi Pani o siebie dbać”. No dobra. Rzeczywiście prawie 40-tka na karku trzeba się pilnować. Wzięłam się za siebie, zaczęłam ćwiczyć, dbać o dietę chodzić na badania. Okaz zdrowia.
Zaczęło się niewinnie.
W maju 2017 złamał mi się ząb. Poszłam do stomatologa. No niestety jest tak duży ubytek, trzeba go usunąć. Ok… są rzeczy ważniejsze niż głupi ząb, trzeba walczyć o sprawność dziecka a nie przejmować się pierdołami. Dostałam antybiotyk i zapisałam się do chirurga. Jednak lekarz nie podjął się zabiegu, ponieważ urósł mi guz wielkości 2,5 na 5 cm. Powiedział, że jest on za duży, aby tak sobie go wyciąć. Dostałam skierowanie na chirurgię do kliniki we Wrocławiu. Wróciłam do domu i następnego dnia miałam udać się do szpitala. W nocy Patrysie dopadła wstrętna padaczka. Napad trwał kilka godzin i musieliśmy pojechać z nią do szpitala… tam na szczęście udało się opanować drgawki, ale musiała zostać na oddziale. Z ciężkim sercem zostawiłam ją tam samą i pojechałam do drugiego szpitala usunąć tego cholernego zęba. No, bo przecież muszę o siebie dbać. W poradni szczękowo-twarzowej stwierdzili, że mam się w ogóle nie przejmować tym guzem, bo to nic groźnego i że mam się zgłosić na zabieg… za dwa miesiące. Wylałam tam morze łez, błagałam, aby szybciej mi pomogli, bo ja nie mogę dłużej czekać, bo mam dziecko niepełnosprawne i muszę się córką zajmować, ale nikogo to nie obchodziło. Zapewniali mnie, że to nic groźnego i mam czekać.
W międzyczasie usunęłam zęba na własną rękę, nie sama oczywiście, ale u chirurga. Wyciął guza i wysłał do badania histopatologicznego. Poczułam ulgę, że to już koniec, że w końcu będę mogła zająć się moimi dziećmi… szczególnie, że zaczynały się wakacje…, więc musiałam być w 100% sprawna. Po miesiącu niestety guz zaczął odrastać. Poszłam znowu do poradni i niestety okazało się, że są duże zmiany i to już w kości. Właśnie wtedy usłyszałam: „ jesteś za młoda i za fajna, musisz być silna”. Później wszystko działo się już jak w filmie. Lekarze podjęli decyzje, że pobiorą mi wycinek do badania i sprawdzą, co to jest i zadecydują, co dalej. Dostałam „głupiego jasia”, zawieziono mnie na blok operacyjny, dostałam leki i zasnęłam…
Obudził mnie głos lekarza prowadzącego… „Wraca Pani na salę, zabiegu nie będzie odnalazły się Pani poprzednie wyniki.”
Guz się odnalazł. Usłyszałam, że jestem bardzo nietypowym przypadkiem i że bardzo ciężko było zdiagnozować, co to jest.
„Ma Pani rzadkiego guza mięsak poprzeczny żuchwy”. Wyślemy Panią do Gliwic tam Pani pomogą”.
Niestety rzeczywistość jest brutalna… mam to „szczęście”, że mój guz jest najbardziej złośliwy ze wszystkich i rośnie piorunem… a żeby się dostać do kliniki muszę trochę poczekać…
A ja nie mogę czekać, bo mnie mój RAK zeżre.
Operacja ratująca życie i dająca nadzieję na przyszłość konieczna jest natychmiast, termin w prywatnej klinice jest ustalony na 15 września 2017- czyli najszybciej jak się. Ale koszt to jakiś dramat- to 120.000 PLN – kwota, której nie mamy i sami zebrać nie jesteśmy w stanie.
Zegar tyka bardzo szybko, wręcz czujemy jak przyspiesza, – ale wciąż jest nadzieja, że się uda, że tę walkę wygram.
Nigdy nie prosiłam nikogo o nic dla siebie, ale tym razem nie poradzę sobie sama. Jestem zmuszona prosić rodzinę, aby się spięła i na czas mojej choroby wsparła męża w opiece nad moimi dziewczynkami.
Czuję, że zawiodłam, bo jestem chora, że nie mogę się zająć własnymi dziećmi. Jak mam wytłumaczyć to dzieciom? Co mam im powiedzieć? Że jestem chora? Że nie mam siły się z nimi bawić…
Sytuacja jest dramatyczna, sama jeszcze w to nie wierzę i pewnie dopiero to do mnie dotrze jak się obudzę po operacji, a mam nadzieję, że do niej dojdzie.
Dlatego proszę o pomoc finansową.
Jestem zmuszona żebrać o pomoc, choć nie mam już na to sił. Błagam, zróbcie to dla moich dzieci, które muszą mieć mamę- matkę Wiechę- jak to Patka mówi. Zróbcie to dla niej żebym mogła z nią ćwiczyć, dbać o jej dietę i szukać lekarzy, którzy jej pomogą. Ja już znalazłam najlepszego dla mnie teraz muszę jeszcze zapłacić za to żeby mnie uratował.
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko"
Pieniądze można przekazać klikając tutaj

Komentarze   

Permalink1 0 inga
RE: 7 dni na uratowanie życia Wiesi!
po ostatnich doniesieniach, jak to można zbierać pieniądze na leczenie nieistniejącego chłopca wolałabym pomóc Pani osobiście, nie za pośrednictwem jakiejś fundacji, bo w te już straciłam wiarę.
2017-09-11 21:54 Cytować Zgłoś administratorowi
Dodaj komentarz