ZNAJDŹ NA STRONIE

 

Klasa VII z 1963 r., do której chodziła Ewa Kotala. Wychowawczynią była Zofia Pilch. Fot. archiwum rodzinne

Dzieje pierwszej podstawówki w Strzelinie wciąż budzą emocje. Ciągle pojawiają się nowe wspomnienia, ciekawe zdjęcia i dokumenty. O swoich szkolnych przeżyciach opowiedziała Ewa Kotala, która całe szkolne życie spędziła w budynku liceum.

Co uczniowie najlepiej pamiętają ze szkolnych lat? Najczęściej są to wspomnienia o nauczycielach, ale często także opisy sytuacji, które ich zaskoczyły. A co zapamiętała Ewa Kotala?

Pani Ewa jest rodowitą Strzelinianką. - Urodziłam się w strzelińskim szpitalu, a trzeba wiedzieć, że wtedy dzieci przychodziły na świat przeważnie w domu - opowiada. - To, że jestem zdrowa, zawdzięczam wiedzy i doświadczeniu doktora Woronieckiego, który przeprowadził niebezpieczny poród kleszczowy.

Wkrótce takie porody zostały wycofane.

Do szkoły podstawowej Ewa Kotala poszła w 1956 r. Szkoła mieściła się w budynku Liceum Ogólnokształcącego, a dyrektorem był Franciszek Wierski. - Moja klasa mieściła się tam, gdzie dziś znajduje się sekretariat i dyrekcja - wspomina.

Nauczyciele, którzy rzeźbili umysły i charaktery

Pierwszą wychowawczynią była Irena Wierska, żona dyrektora, która słynęła z cierpliwości. Potem zastąpiła ją Halina Majewska - zapalona harcerka, która z całodniowej wycieczki do Wrocławia prosto z pociągu szła do hufca.

Kolejną wychowawczynią była Zofia Pilch, wspaniała nauczycielka, która na co dzień chodziła w fartuchu z białym kołnierzykiem, tak jak uczniowie. Miała wielki dar bardzo ciekawego opowiadania, a pani Ewa do dziś pamięta jej opowieść o pobycie u siostry w Krakowie, która pracowała w fabryce słodyczy Wawel i przynosiła do domu czekoladowy złom. Nauczycielka po tej wizycie nie mogła patrzeć na słodycze, a klasa pani Ewy słuchała smakowitych wspomnień, przełykając ślinkę. - To była prawdziwa nauczycielka - mama, i choć miała własną córkę, to my też byliśmy jej dziećmi, którym wpajała patriotyzm - dodaje pani Kotala.

Dużym szacunkiem ówczesna uczennica darzyła także Antoniego Korzeniowskiego, biologa, dzięki któremu polubiła nauczany przez niego przedmiot. - Był bardzo dokładny i sprawiedliwy, no i nie ukrywajmy, także urodziwy - wspomina.

Oprócz nauczycieli byli też pracownicy szkoły. - Pamiętam o dwóch ważnych, choć w cieniu, osobach, czyli panu Szlachcie z żoną. To dzięki nim było czysto, ciepło i wszystko działało, a mieszkali w miejscu obecnego pokoju nauczycielskiego, z osobnym wyjściem na podwórko - stwierdza Ewa Kotala.

Koledzy i koleżanki

Szkoła, oprócz nauki, to przede wszystkim koleżanki i koledzy. Wśród zapamiętanych przez panią Ewę znajduje się Maciek Salomon, syn pierwszego dyrektora szkoły. Był to chłopak o złotym sercu, często kupował dla szkolnych kolegów słodycze, choć, jak mówi pani Ewa, dziś pewnie stwierdzono by ADHD. Wyróżniał się też Edek, bowiem kiedy klasa uczyła się pisać "Ala ma kota", to Edek czytał "Z kraju i ze świata", a czytelnikiem biblioteki został zanim poszedł do szkoły.

Uczniowie bardzo przeżyli śmierć kolegi Leszka, który mieszkał w budynku dzisiejszej szkoły muzycznej. Biała trumna, on taki sam i silny zapach narcyzów - to wstrząsnęło klasą...

Cały artykuł zamieściliśmy w 16 (1301) wydaniu papierowym Słowa Regionu.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj również