Kinga Kowalczyk, która pochodzi z naszego powiatu, z mężem Tadeuszem ostatni miesiąc spędziła w podróży dookoła świata. Podczas swojej wyprawy małżeństwo odwiedziło kilka krajów i pokonało setki kilometrów drogi. Porozmawialiśmy z nią o tym, jak rozprzestrzeniająca się na całym świecie pandemia koronawirusa wpłynęła na ich wymarzoną podróż, jak wyglądał powrót do kraju oraz co zamierza robić w czasie kwarantanny.

Kilka dni temu wróciliście do Polski. Jak wyglądał Wasz powrót do kraju? Czy mogliście liczyć na pomoc z uwagi na decyzję o zamknięciu granic i odwoływane loty?
- Ten moment wspominamy najgorzej. Niestety, Polska nie aktywowała unijnego mechanizmu, który pozwoliłby nam wrócić do kraju szybciej i taniej. Było dużo zamieszania, a infolinie nie odpowiadały. Próbowaliśmy zdobyć bilety tak, żeby z Londynu wrócić od razu do kraju w weekend, bo kończył nam się urlop. Śledziliśmy stronę LOT-u jeszcze wieczorem przed spaniem, po czym rano okazało się, że pojawiły sie loty, ale bilety są już wyprzedane na trzy dni do przodu. Poprosiliśmy więc znajomych w Polsce o pomoc w śledzeniu połączeń. Bilety udało nam się dostać dopiero na wtorek. Później zobaczyłam, że pojawiały sie kolejne możliwości wylotów w weekend, ale, niestety, nie dało się zmienić naszych biletów. Warto dodać, że za bilety Londyn-Warszawa zapłaciliśmy prawie tyle samo co za połączenie Los Angeles-Londyn. Z Warszawy zapewniony był transport pociągiem lub autobusem do większych miast, a dalej trzeba było się dostać na własną rękę do zadeklarowanego miejsca kwarantanny.
Tradycyjne domy w wiosce Navala
A jak wyglądało samo przekroczenie polskiej granicy oraz formalności i środki ostrożności związane z ochroną przed koronawirusem?
- W czasie lotu stewardessy zmierzyły nam temperaturę i dostaliśmy formularz do wypełnienia z informacjami na temat wybranego miejsca pobytu podczas kwarantanny oraz temperatury naszego ciała. Po wylądowaniu do samolotu weszło wojsko, które zebrało formularze. Później miała miejsce standardowa kontrola graniczna z dopytaniem o miejsce kwarantanny i numer telefonu. Dostaliśmy też wydruk z zaleceniami na czas kwarantanny oraz z numerem infolinii NFZ i adresem strony rządowej, dotyczącej koranawirusa.

Czy sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa wpłynęła na Wasze plany? Musieliście zrezygnować z odwiedzenia jakiegoś kraju?
- Obecna sytuacja na świecie trochę namieszała nam w planach mniej więcej w drugiej części wyjazdu i na sam koniec. W momencie, kiedy zaczynaliśmy podróż, nikt nie myślał, że sytuacja rozwinie się do takiej skali i to w tak krótkim czasie. Niestety, nie udało nam się dotrzeć na Kiribati, gdyż prezydent tego kraju wydał restrykcję związaną z podróżowaniem. Odwiedzenie wioski pośrodku Pacyfiku o nazwie Poland pozostaje więc dalej w sferze marzeń. Mieliśmy za to trochę więcej czasu na Fidżi i Hawajach. Dzięki czemu udało się nam odwiedzić dodatkowe miejsca, których nie było w pierwotnych planach, m.in. tradycyjną fidżijską wioskę Navalę, wziąć udział w kameralnym występie zespołu VOUfiji czy też odwiedzić Diamond Head na Hawajach.
Aleja Gwiazd w Los Angeles
Czy musieliście się mierzyć jeszcze z jakimiś niespodziewanymi zmianami planów?
- Tak, kolejne trudności i zmiany planów nastąpiły w Los Angeles. Tu, w związku z odwołanym lotem, byliśmy jeden dzień dłużej, a ze względu na wprowadzone restrykcje i ograniczenia musieliśmy zmienić nasze plany co do zwiedzanych miejsc, takich jak Universal Studio czy słynne molo na plaży Santa Monica. Tym sposobem udało nam się jednak wyjechać poza miasto i odwiedzić m.in. przepiękne rejony Malibu czy zgliszcza Paramount Ranch, czyli miejsca, w których kręcono między innymi serial Westworld i Doktor Quinn.

Czy w krajach, które odwiedziliście, obowiązywały dodatkowe środki ostrożności z uwagi na rozprzestrzeniającego się koronawirusa?
- Były kontrole głównie na lotniskach, polegające na wypełnianiu dodatkowych formularzy związanych z COVID-19 oraz na niektórych pomiar temperatury. Większość lotnisk zapewniała środki do dezynfekcji rąk. W Singapurze były także skanery temperatury ciała przed wejściami do większości obiektów publicznych, galerii i niektórych hoteli. Trzeba jednak dodać, że sytuacja zmieniała się dynamicznie. Mieliśmy to szczęście, że w większości rejonów, w których byliśmy, w danym czasie nie było ognisk koronawirusa. Tak naprawdę dopiero w Los Angeles spotkaliśmy się ze zwiększonymi środkami ostrożności, takimi jak, brak możliwości zjedzenia w lokalu – dostępna była tylko opcja na wynos oraz ograniczona liczba osób np. w sklepie czy pozamykane atrakcje turystyczne.

Przejdźmy więc do przyjemniejszych stron Waszej podróży. Jak w ogóle narodził się pomysł podróży dookoła świata? To było Wasze marzenie?
- Marzenie przede wszystkim, od zawsze. Zresztą… kto nie marzy o takiej podróży? Ponieważ okazja trafiła się w dość błahy sposób, to udało nam się go zrealizować.

Samodzielnie zaplanowaliście tę podróż czy korzystaliście z czyjejś pomocy? Jakie kraje udało Wam się odwiedzić?
- Na podpowiedź rozkładu lotów w korzystnych cenach trafiłam przez przypadek, przeglądając strony internetowe dedykowane wyszukiwaniu ofert podróżniczych. Dobranie do tego noclegów przy dzisiejszych możliwościach nie stanowiło problemu. Wszystkich rezerwacji dokonywaliśmy samodzielnie. Podczas podróży udało nam się odwiedzić kilka krajów: Grecję, konkretnie Ateny, Singapur, Fidżi, USA (Hawaje i rejon Los Angeles) oraz Anglię, Londyn.
Zachód Słońca na plaży Waikiki
Zobaczyliście więc spory kawałek świata. Który z odwiedzonych przez Was krajów zrobił na Tobie największe wrażenie?
- Ciężko stwierdzić jednoznacznie, bo każdy był inny i miał w sobie coś magicznego. Pierwszym dużym zaskoczeniem był Singapur. Nie jesteśmy raczej fanami zwiedzania miast, wolimy podziwiać to, co stworzyła natura. Niemniej jednak to miasto zrobiło na nas ogromne wrażenie, zarówno pod względem wizualnym, atrakcji oraz różnorodności. Poza tym to bardzo czyste i dobrze skomunikowane miasto. Hawaje i Fidżi to bez wątpienia arcydzieła stworzone przez naturę. To, w czym się zakochałam do reszty w tych rejonach to kultura polinezyjska, w szczególności taniec i piękne stroje oraz niesamowicie pogodni ludzie, którzy witali nas fidżijskim Bula lub hawajskim Aloha.

A czy jest jakieś miejsce, do którego nie chciałabyś już wracać?
- Może nie do całego kraju, bo wiem, że Grecja to też wiele pięknych rejonów, natomiast same Ateny mnie zawiodły. Nawet w granicach centrum było brudno, przerażająco duża była też liczba bezdomnych. Nie do końca czułam się przez to wszystko komfortowo, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, szczególnie po zmroku.
Nocna panorama Singapuru
Szczęśliwie udało Wam się wrócić do kraju. Co planujesz robić podczas obowiązkowej dwutygodniowej kwarantanny? Czy ktoś kontroluje czy przebywasz w tym czasie w domu?
- Przede wszystkim odpocząć po urlopie (śmiech), a mówiąc poważnie, to w zasadzie wróciłam od razu do pracy zdalnej, więc czas mija dość szybko. Myślę, że te czternaście dni zleci, nim się obejrzę. Niezastąpieni sąsiedzi robią nam zakupy i podrzucają pod drzwi, więc mamy wszystko zapewnione. Odnośnie do kontroli – już pierwszego dnia był patrol policji, więc tak, kontrole mają miejsce.

Dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia kolejnych podróżniczych marzeń!

Magdalena Ziółkowska

Wywiad ukazał się w nr 1002 Słowa Regionu.


Dodaj komentarz. Przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.