ZNAJDŹ NA STRONIE

 

Klasa V Szkoły Podstawowej nr 1 w roku szkolnym 1982/83. Tabliczkę z numerem trzyma Jacek Dziedziński

Przez lata istnienia Szkoły Podstawowej nr 1 w Strzelinie chodziło do niej wielu uczniów. Dla niektórych przygoda ze szkołą nie skończyła się, bowiem zostali nauczycielami. Jak naukę w jedynce wspomina znany strzeliński historyk i nauczyciel? Czy uczniowie od tamtych czasów mocno się zmienili?

Uczniem jedynki w latach osiemdziesiątych był znany strzeliński historyk i nauczyciel Jacek Dziedziński. Wprawdzie początkowo chodził do czwórki, lecz gdy zrobiono tzw. rejonizację szkół i reaktywowano Szkołę Podstawową nr 1 przy Zespole Szkół Ogólnokształcących, został przeniesiony właśnie do tej placówki. – W szkole na każdym poziomie był tylko jeden zespół klasowy. Uczyli nas też ci sami nauczyciele, którzy pracowali w Liceum Ogólnokształcącym, więc oczekiwania wobec nas były pewnie wysokie – wspomina Jacek Dziedziński.

Dyrektorką szkoły była Elżbieta Wojtowicz, która uczyła także języka polskiego. Matematykę wykładał prof. Jerzy Kasperkiewicz, który według Jacka Dziedzińskiego "okrutnie się z nimi męczył". Od 7 klasy aż do matury historii uczył prof. Janusz Czachorowski. – No i wpadłem „jak śliwka w kompot” – śmieje się pan Jacek. – Jego erudycja, wiedza, pasja, poczucie humoru tak mnie wciągnęły, że dzisiaj sam jestem nauczycielem historii, czego nie żałuję. I już 30 lat staram się zaciekawić jak największą rzeszę młodzieży wiedzą o przeszłości.

Lodowisko na placu apelowym

Według Jacka Dziedzińskiego, gdy był uczniem, młodzież była bardziej zgrana niż dziś. – Do dzisiaj pamiętam ksywki kolegów – „Nita”, „Pyton”, „Wacha”, „Kogucik” czy „Eryk” – pewnie domyślają się, o kogo chodzi. Dużo się działo w szkole, ale też i po lekcjach – opowiada.

Po lekcjach uczniowie często zostawali w szkole, uczestniczyli w zajęciach sportowych lub organizowali sobie różne zabawy, często mało bezpieczne, wykorzystując wszelkie murki i płoty. Zimą, a wtedy mroźne zimy były co roku, z nauczycielem fizyki, którym był prof. Jerzy Martyniec, zalewali lodowisko na ówczesnym placu apelowym, na którym dziś znajduje się parking. Do domu wracali po zmroku, szczególnie, że z nauczycielem wychowania fizycznego, prof. Henrykiem Pałką zorganizowali wypożyczalnię łyżew.

To wszystko sprawiło, że po ósmej klasie Jacek Dziedziński nie miał żadnego problemu z wyborem szkoły średniej. W grę wchodziło tylko LO. – Tym bardziej, że konserwatorem (i lokatorem) w szkole był mój dziadek. Tak więc w murach SP nr 1 i LO spędziłem w sumie 8 lat, jednych z najpiękniejszych w moim życiu – wspomina z uśmiechem.

Dziadka pana Jacka na pewno pamiętają wszyscy starsi uczniowie ogólniaka. To pan Jan Szlachta, który przez wiele lat dbał, aby w szkole wszystko działało jak trzeba. Ponieważ mieszkał w mieszkaniu wyodrębnionym w budynku szkolnym (oprócz mieszkania konserwatora było też mieszkanie dyrektora), zawsze był do dyspozycji.

Chodziłeś do jedynki? Byłeś nauczycielem lub pracownikiem tej szkoły? Podziel się swoimi wspomnieniami.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj również