Obchodzimy dziś Dzień Zaduszny. W listopadzie z rodzinami odwiedzać będziemy cmentarze, aby wspominać bliskich, którzy odeszli. W związku z tym przybliżamy kulisy pracy tych, którzy przygotowują zmarłych, zanim ci trafią na cmentarz.
Jedną z firm, która świadczy usługi pogrzebowe w powiecie strzelińskim i okolicach, jest Dom Pogrzebowy T. Wróbel & Syn. Jest to rodzinne przedsiębiorstwo posiadające zakłady na terenie Strzelina i Ziębic. W dobie pandemii koronawirusa ludzie martwią się o swoich bliskich przebywających za granicą. W przypadku śmierci takiej osoby, firma jest w stanie sprowadzić zwłoki zza granicy i zapewnić godny pochówek na miejscu w Polsce. - Osoba, która przychodzi do zakładu, daje nam upoważnienia do załatwienia szeregu formalności. Potrzebnych jest wiele dokumentów, takich jak np. zgoda ze starostwa czy udokumentowany przebieg trasy, którą będzie się przemieszczał karawan do Polski. Potem uzgadniamy szczegóły z zakładem pogrzebowym zza granicy. Następnie osobiście udajemy się po ciało, które też odpowiednio zabezpieczamy. Musi być przewożone w trumnie z wkładem metalowym - mówi właściciel zakładu Tomasz Wróbel. Dodaje także, że jego firma współpracuje z zakładem, który sprowadzał ciało z Hiszpanii. - W tym momencie sprowadzamy też ciało z Norwegii. Trwa procedura, a zwłoki przylecą samolotem do Warszawy. My odbierzemy je z lotniska, po czym przywieziemy do zakładu - wyjaśnia pan Tomasz.
W tym roku zdarzały się przypadki, gdzie zakład chował osoby zmarłe, na koronawirusa. - Tutaj też musimy spełniać odpowiednie procedury. W momencie odebrania ciała ze szpitala, musi ono być spryskane odpowiednimi środkami chemicznymi. Pochówek stosuje się też w zabezpieczonej trumnie. Pracownicy są odpowiednio ubrani i nie zapominamy też o dokładnej dezynfekcji. Ciała nie przywozimy tutaj do zakładu, tylko w dniu pogrzebu zabierane jest bezpośrednio na grób - tłumaczy właściciel.
Dom Pogrzebowy T. Wróbel & Syn zajmuje się między innymi pochówkami urnowymi. Na zdjęciu Jakub Wróbel
Coraz częstsze kremacje
Zakład posiada też własną chłodnię. Co ciekawe, nie ma wytycznych jak długo ciało może się w niej znajdować. - W chłodni utrzymuje się temperaturę od zera do sześciu stopni. Raczej jak ciało leży w takich warunkach parę dni, to nie ma problemu. Po tygodniu jednak dochodzi do takich zmian, że w ogóle jest ciężko ubrać zwłoki, więc w porozumieniu z rodzinami zalecamy im robić pochówki w ciągu tych kilku dni od śmierci - zaznacza Tomasz Wróbel.
Oprócz tradycyjnych pogrzebów w trumnie, coraz więcej osób decyduje się na kremację zwłok. - Pogrzeb kremacyjny jest nieco tańszy, ale chodzi też o miejsce na cmentarzu. W jednym miejscu możemy pochować więcej urn, a trumny niekoniecznie się zmieszczą. Poza tym musi minąć 20 lat, żeby w grobowcu pochować kolejną trumnę, jeżeli grób nie jest głębinowy. Niższe koszty pochówku w urnie wynikają też z tego, że nie rozbiera się pomnika. Zaznaczę, że świadczymy usługi kremacyjne w najniższych cenach na Dolnym Śląsku - mówi Anna Lorenz z Domu Pogrzebowego T. Wróbel & Syn.
Wydawać by się mogło, że sprawy pogrzebu załatwiane są w momencie śmierci danej osoby. Tymczasem do zakładu zgłaszają się osoby, które ustalają szczegóły pochówku jeszcze za swojego życia. - Mamy do czynienia z sytuacjami, że ludzie jeszcze za życia chcą, aby zrobić im grobowiec. Zdarza się, że wykonujemy nawet pomniki z wypisanym imieniem i nazwiskiem i datą urodzenia, oczywiście bez daty śmierci. Najczęściej przychodzi do nas osoba, która szykuje sobie miejsce na cmentarzu - informuje właściciel.


Dodaj komentarz. Przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.