Michał Masłowski Michał Masłowski w ostatnich dniach odwiedził rodzinne miasto. Z piłkarzem Legii Warszawa rozmawialiśmy o początkach w drużynie Mistrza Polski, debiucie w Lidze Europy i Strzeliniance Strzelin.

Zmieniłeś barwy klubowe. Od kilku miesięcy jesteś piłkarzem Legii Warszawa. Z Mistrzem Polski rozegrałeś już kilka spotkań. Jak oceniasz swoje występy?

- Początki jak wszędzie nie są łatwe. Wydaje mi się jednak, że dużo gram. Zaliczyłem występ w Lidze Europy. W ekstraklasie moje występy nie są takie, jakbym tego oczekiwał. Chciałbym, żeby gra była bardziej zależna ode mnie, ale na razie widać muszę płacić frycowe.

Chyba musi minąć trochę czasu, żebyś poczuł się pewnie w drużynie…
- Na pewno. Słyszałem, że w Legii Warszawa aklimatyzowanie trwa pół roku. Na początku nie chciałem w to wierzyć, ale chyba to prawda. Mam nadzieję, że przebiegnie to jak najszybciej i szybko oswoję się w drużynie
Z Legią Warszawa zaliczyłeś swój debiut w Lidze Europy. Co czułeś wybiegając na stadion Ajaksu Amsterdam?
- Byłem bardzo pozytywnie nastawiony do tego meczu. Nie czułem stresu. Przeżycie było niesamowite. Cały stadion ludzi, kulturalny doping. Wyglądało to świetnie. Swój występ w Amsterdamie oceniam dobrze. Przypomniałem sobie również to miejsce, w którym stałem z kolegami podczas wycieczki szkolnej.

No właśnie. Wrócę do tej wycieczki szkolnej z 2005r. Byliście na tym stadionie w Amsterdamie. Wtedy jako młody chłopak mogłeś jedynie puszczać wodze fantazji, że w przyszłości będziesz mógł zagrać przeciwko takiej drużynie…
- Powiem szczerze, że nawet o tym nie marzyłem. Stojąc wtedy na boisku Ajaksu, miałem jedynie nadzieję, że trafimy na trening drużyny i będziemy mogli zobaczyć z bliska zawodników. Nigdy nie myślałem, że będę miał okazję zagrać przeciwko Ajaksowi. Przeżycie było bardzo fajne i oby takich więcej. Wiadomo, że Legii już nie ma w Lidze Europy, więc występy na arenie międzynarodowej trzeba odłożyć na przyszłość.

Czy sposób gry i Twoje zadania na boisku w Legii Warszawa bardzo różnią się od tych, które miałeś w Zawiszy Bydgoszcz?
- Gram inaczej i te zadania zupełnie się różnią. W Zawiszy byłem bardziej „podwieszony” za napastnikiem. Dzisiaj występuję z lewej albo prawej strony boiska jako napastnik lub ofensywny pomocnik. Moim zadaniem jest ściąganie obrońców do siebie, aby koledzy z drużyny mogli wychodzić na puste pola na boisku i zdobywać bramki.

Z ust komentatorów sportowych często słychać, że jesteś niewidoczny na boisku. Czy te zadania na boisku mają na to wpływ?
- Poniekąd tak. Wydaje mi się jednak, że mam jeszcze trochę za mało zaufania od kolegów. Widać, że w pewnych sytuacjach nie są pewni czy wyjdę z opresji i nie zagrywają piłki. Jest coraz lepiej, ale dużo jeszcze do tego, czego bym oczekiwał. Dążę, żeby prowadzić grę tak jak w Zawiszy, bo lubię taką formę. Trzeba zwrócić uwagę, że jestem w nowym klubie. Każdy, kto mnie zna, chciałby, żebym prowadził grę. Trzeba jednak poświęcić się dla drużyny. Myślę jednak, że kwestią czasu jest, żebym złapał swój rytm.

Mecze i intensywne treningi powodują, że rzadko możesz pozwolić sobie na przyjazd do rodzinnego miasta. Każda taka okazja jest dla Ciebie na pewno bardzo istotna…
- Bardzo lubię przyjeżdżać do Strzelina. Tu mam rodzinę, znajomych. Odpoczywam tutaj i czuję się komfortowo. Warszawa to duże miasto i trzeba się przyzwyczaić do życia w nim. Jak tylko mam wolną chwilę, staram się odwiedzić rodzinę i przyjechać do Strzelina.

Znajdujesz czas, żeby przyglądać się poczynaniom Strzelinianki Strzelin?
- Tak. Co prawda nie tak często jak dawniej, ale często sprawdzam wyniki nie tylko Strzelinianki, ale również klubów z Łagiewnik i Dzierżoniowa, w których grałem. Widziałem również, że do Strzelinianki wróciło kilku kolegów, z którymi kiedyś grałem.

Dotarły do Ciebie smutne wieści o śmierci Henryka Kowalczyka. Znałeś trenera i korzystałeś nieraz z jego wiedzy…
- Niestety, nie udało mi się przyjechać na pogrzeb, bo nie miałem wtedy wolnego. Wiem, że pojawiło się bardzo dużo ludzi. Miałem okazję wiele razy rozmawiać z Heniem, jeszcze gdy trenował Strzeliniankę. Dawał mi dużo wskazówek. Później także miałem z nim kontakt. Pamiętam jak w trakcie gry w Zawiszy powiedział mi, że, patrząc na moją grę, wydaje mu się, iż jestem blisko reprezentacji. Jego słowa dały mi większą pewność siebie. Zresztą potwierdziły się, bo w krótkim czasie otrzymałem powołanie do kadry.


Rozmawiał Jakub Olejnik
 

Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.