ZNAJDŹ NA STRONIE

 

W spotkaniu uczestniczyli myśliwi z trzech lokalnych kół łowieckich
W Strzelinie odbyło się spotkanie myśliwych, które pokazało, czym różni się łowiectwo polskie od szwedzkiego.
W spotkaniu uczestniczyło około 30 myśliwych z trzech kół działających w powiecie strzelińskim: „Dzik”, „Bażant” i „Rogacz”. Obecni byli nie tylko prezesi i władze wspomnianych kół, ale także pozostali członkowie. Na uczestników czekał szwedzki stół z poczęstunkiem.
Spotkanie otworzył Jan Andryszczak z Koła Łowieckiego „Dzik”. Jak podkreślił, wydarzenie nie wzięło się z potrzeby „zrobienia imprezy”, ale z relacji budowanej latami. Zaczęło się dziewięć lat temu od wspólnego polowania dewizowego i znajomości z Danielem Hargby. Z czasem do Daniela dołączył jego szwedzki kolega Alexander Jornland i od lat razem odwiedzają Polskę, uczestnicząc w polowaniach.
Jan Andryszczak zwrócił uwagę na coś, co w łowiectwie często bywa najważniejsze, choć rzadko się o tym mówi: czasem poluje się razem, a i tak brakuje chwili, żeby spokojnie porozmawiać. Dlatego pomysł był prosty: zrobić wieczór pod roboczym tytułem „Jak się poluje w Szwecji?” i oddać głos komuś, kto zna oba systemy od środka.
Tym kimś był Daniel Hargby – Szwed z polskim obywatelstwem, członek PZŁ, mówiący po polsku z wyczuwalnym zagranicznym akcentem, ale na tyle komunikatywnie i barwnie, że sala słuchała go jak dobrej opowieści przy ognisku.
Spotkanie rozpoczął Jan Andryszczak (z lewej). Obok Daniel Hargby, który opowiadał o łowiectwie w Szwecji
 

Łosie, wilki i niedźwiedzie

Daniel zaczął swoją prezentację od osobistego wspomnienia: pierwszego polowania w Polsce, w kole „Dzik”, kiedy polował ze swoim psem Vigo. Wątek psów wracał zresztą co chwilę, bo zarówno Daniel, jak i Alexander polują z psami rasy, która dla wielu brzmiała jak miły paradoks: gończym polskim. Dla gospodarzy to był powód do dumy, a dla gości – naturalny wybór, bo w Skandynawii kultura pracy z psem jest bardzo silna.
W Szwecji – jak opowiadał Daniel – model polowania wygląda inaczej niż u nas. W jego kole łowieckim (około 50 członków) poluje się na dużym obszarze, a polowanie na łosie jest wydarzeniem samym w sobie: zbiera się ekipa i przez tydzień prowadzi intensywne łowy. Ich teren to około 7 tysięcy hektarów, a plan odstrzału w skali sezonu wynosi mniej więcej 20 łosi – w tym klępy, byki i cielęta.

Cały artykuł zamieściliśmy w 4 (1289) wydaniu papierowym Słowa Regionu.

 

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


spajker.
no a co z kołem łowieckim diana?
0

Przeczytaj również