ZNAJDŹ NA STRONIE

 

Do zdarzenia doszło pod tym blokiem przy ulicy św. Floriana w Strzelinie

Młody mężczyzna otrzymał cios w głowę od kolegi. Po chwili stracił przytomność. Karetka odwiozła go do szpitala przy ulicy Borowskiej we Wrocławiu. Niestety, zmarł po kilku dniach. Sprawę bada strzelińska prokuratura.

Na policję w Strzelinie zadzwoniła kobieta, która poinformowała o incydencie na podwórku przy ulicy św. Floriana w Strzelinie. Doszło tam do bójki między dwoma mężczyznami. W trakcie kłótni 44-letni mężczyzna uderzył ręką 24-letniego kolegę. Poszkodowany upadł na chodnik. Do zdarzenia doszło pod blokiem.

– Nieprzytomnego mężczyznę z urazem głowy przetransportowano do szpitala we Wrocławiu. W toku czynności funkcjonariusze ustalili miejsce pobytu i dokonali zatrzymania sprawcy. W dniu 13 sierpnia prokurator po wykonaniu czynności procesowych z zatrzymanym zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji – informuje Aleksandra Bezrąk, oficer prasowy strzelińskiej policji.

Na miejscu rozmawialiśmy ze świadkami zdarzenia, jednak ich wypowiedzi nie są spójne. Jedni twierdzą, że ranny mężczyzna był przytomny, inni – że po uderzeniu nie odzyskał już przytomności.

– Wiem tylko, że Paweł uderzył Gracjana, który stracił przytomność. Na miejsce przyjechały dwa radiowozy. Zanim chłopaka zabrała karetka, pół godziny był reanimowany. Nie wiem, o co poszło – mówi pan Grzegorz, mieszkaniec ul. św. Floriana.

Więcej szczegółów poznaliśmy w strzelińskiej prokuraturze. Do zdarzenia doszło w dniu 10 sierpnia w godzinach 17-18. Mężczyźni wspólnie spędzali czas, pijąc alkohol. W pewnym momencie doszło między nimi do utarczek słownych. Starszy mężczyzna (miał półtora promila alkoholu) wymierzył cios w głowę 24-latka. Uderzenie nie było silne. Poszkodowany mężczyzna położył się na ziemię i po chwili dostał drgawek. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Reakcja organizmu była nieproporcjonalna do ciosu. W klinice przy ulicy Borowskiej we Wrocławiu przeprowadzono operację. Lekarze stwierdzili pęknięcie tętniaka tętnicy tylnej móżdżku.

– W szpitalu okazało się, że pękł tętniak mózgu, który istniał wcześniej. To nie był zgon, który nastąpił bezpośrednio w wyniku uderzenia. Mężczyzna zmarł cztery dni po zdarzeniu. Według dokumentacji medycznej 24-latek nie leczył się – mówi prokurator Beata Wojnarowska.

Ciało trafi na sekcję do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. 

Po zdarzeniu 44-letni sprawca wyraził skruchę. Usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa i został przesłuchany w charakterze podejrzanego. Złożył obszerne wyjaśnienia. Przyznał się, że uderzył kolegę, ale tłumaczył, że był to lekki cios. Nie spodziewał się takiego skutku i sam był przerażony tym, co się stało...

Cały artykuł zamieściliśmy w 33 (1318) wydaniu papierowym Słowa Regionu.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj również