Na początku było niedowierzanie i niepewność. Później, kiedy koronawirus dotarł do Polski zaczęliśmy się obawiać. Wykrycie pierwszych przypadków zakażenia COVID-19 w powiecie było szokiem. A jak te dni wspomina mieszkaniec gminy Borów, u którego wykryto groźnego wirusa?

Relacje świadków mają co najmniej jedną niezaprzeczalną przewagę nad relacjami osób postronnych. Są autentyczne i są przekazem z pierwszej ręki. Tak jest w tym przypadku, nasz rozmówca zechciał podzielić się z Czytelnikami „Słowa Regionu” swoją historią.
- Jestem mieszkańcem gminy Borów, do zakażenia koronawirusem doszło najprawdopodobniej w pracy, w Strzelinie – powiedział nasz rozmówca. - Napływające z zagranicy informacje o pandemii były zatrważające, a liczby mówiące o zakażonych i ofiarach mroziły krew w żyłach. W pierwszej chwili wydawało mi się jednak, że mnie to nie dotyczy. Gdzie Chiny, a gdzie Strzelin? - dodał. Tak rzeczywiście było, zanim okazało się, że jednak dotyczy i to bardzo. Porównując zalecane wtedy środki bezpieczeństwa osobistego z tymi, jakie obowiązują teraz, można powiedzieć, że mieliśmy prawo tak myśleć. - Minęło niewiele czasu i przekonaliśmy się, że mamy koronawirusa na własnym podwórku. Od pierwszych zachorowań w Chinach, w Wuhan, minęły zaledwie trzy miesiące. Pojawiło się realne zagrożenie, któremu należało stawić czoła. Przyznam, że miałem mieszane uczucia. Przeglądając portale internetowe, rozmawiając z kolegami i przyjaciółmi, zauważyłem, że wiele informacji mija się z prawdą. Były to fake newsy, które mijały się z prawdą i fałszowały obraz przebiegu choroby. Ludzie wrzucali do internetu nieprawdziwe filmiki niepotrzebnie potęgując poczucie strachu i mogące wywołać panikę, zamiast racjonalnie podchodzić do sprawy – z wyrzutem powiedział nasz rozmówca. I słusznie, w zupełności zgadzamy się z taką opinią.

Pozytywny test
- Swoje przekonanie, że nie będzie tak źle, budowałem na fakcie, że mam czterdzieści lat i nie choruję na żadne choroby przewlekłe. Przeszło mi przez myśl, że nawet jeżeli zakażę się, to... nie będzie aż tak źle. Stosowałem się, oczywiście, do obowiązujących wtedy zasad ochrony bezpośredniej. Okazało się jednak, że to nie wystarczyło – przyznał nasz rozmówca. - Pierwsze objawy pojawiły się u mnie dopiero w siódmej dobie od zakażenia, tak powiedział mi lekarz. W chwili, kiedy dowiedziałem się że mój test jest dodatni, poinformowano mnie również, że zostanę odizolowany, że zostanę objęty kwarantanną. Początkowo straciłem całkowicie węch, a smak był porażony. Mogłem jedynie odróżnić kwaśny od gorzkiego i odczuwałem nieprzyjemny posmak w ustach. Pierwsze poważne objawy koronawirusa wystąpiły u mnie w ósmej dobie. Pojawiła się wtedy wysoka gorączka, do 39oC, bóle głowy, zmęczenie i brak apetytu. Brałem paracetamol (lek przeciwgorączkowy – red.) i temperatura stosunkowo szybko spadła. Gorączka minęła, ale pojawiły się dreszcze i zacząłem się pocić. Trwało to trzy dni. Nie miałem natomiast innych objawów charakterystycznych dla COVID-19 . Nie miałem duszności, nie kaszlałem, nie stwierdzono u mnie infekcji górnych dróg oddechowych. Cieszyłem się z takiego obrotu sprawy, a kiedy objawy minęły, to pomyślałem, że już po wszystkim. Byłem szczęśliwy, że od teraz będzie już tylko lepiej – z ulgą dodał nasz rozmówca.
Tekst ukazał się w 17 (1006) wydaniu Słowa Regionu. Cały artykuł przeczytasz tu lub tutaj.


Dodaj komentarz. Przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.