Można oszaleć! Chciałbym już pisać o czymś nowym, świeżym, zagłębić się w temat, którego nikt jeszcze nie drążył (ale to marzenie ściętej głowy). Skrobnąłbym coś złowieszczego albo dla odmiany miłosnego, ale nie mogę. Temat jest jeden i nie da się zepchnąć na bocznicę, ba – wpycha się w różnych wariantach na pierwszy plan i siedzi.
Tymczasem uciekam od komputera, bo wspomniany wyżej temat niemal zainfekował wszystkie strony, portale, wystarczy w przeglądarkę wpisać jedno słowo, a wyskoczy kilkadziesiąt stron odsyłających nas do tego samego. Zaraz, zaraz – czy rzeczywiście – do tego samego? Otóż okazuje się, że nie. Zacznę jednak od początku, bo mam przed oczami kompletnie zamaskowany obraz Strzelina, strzeliniaków zasłoniętych tak szczelnie, że na wszelki wypadek mówię wszystkim „dzień dobry”, choć rozpoznaję może co dziesiątego przechodnia. Nie pociesza mnie fakt, że mam więcej znajomych niż przed pandemią, bo może kłaniałem się komuś, kto mnie nie lubi. To, oczywiście, żart.
Przypomnijmy sobie wspólnie - ilu ludzi szyło w Polsce maseczki? Różnego rodzaju instytucje, urzędy (w tym oczywiście nasz Urząd Miasta), zakłady pracy, zakłady karne, szkoły, przedszkola, koła gospodyń, różne stowarzyszenia, kościoły, instytucje dobroczynne. Projekt Polskie Szwalnie założył, że do końca czerwca w szwalniach wyprodukuje się 100 milionów maseczek. Ogólnopolska akcja „Szyjemy maseczki” okazała się bodźcem nie tylko dla fachowców, czyli krawców – można śmiało powiedzieć, że spod ręki „normalnych” ludzi wyszło tych pożądanych ochron kilkaset tysięcy. Nie wspominam naturalnie o maseczkach przywiezionych tym wielkim samolotem z Chin i innych dostawach z zewnątrz.
Tymczasem w mediach zaczęła się kołomyja, zwłaszcza po wprowadzanych etapach „odmrażania” Polski. Nosić czy nie nosić? Szkodzą czy nie szkodzą? Chronią czy nie? Ludzie są zdezorientowani, niektórzy otwarcie mówią o tym, że nie można nakazać noszenia maseczek, że karanie mandatami jest bezprawne. Co na to fachowcy?:
„Nie ma potwierdzonego naukowo dowodu dającego podstawy do stwierdzenia, że noszenie masek jest nieskuteczne. Przeciwnie (...), najnowsze odkrycia biologiczne dotyczące wnikania wirusa SARS-CoV-2 do tkanek ludzkich (...) sugerują, że głównym mechanizmem przenoszenia wirusa nie są drobne aerozole, ale duże kropelki, a zatem noszenie masek chirurgicznych przez wszystkich gwarantuje wyższy poziom ochrony” - twierdzą lek. Dariusz Tuleja i biolog dr Damian Ryszawy.
Światowa Organizacja Zdrowia wciąż nie wydała dokumentu zalecającego noszenie masek osobom zdrowym i nie rekomenduje ich jako środka zapobiegającego zakażeniu. Tymczasem od 16 kwietnia w Polsce zakrywanie ust i nosa w miejscach publicznych jest obowiązkowe. Mało tego, WHO kilka dni temu przypomniała, że noszenie maseczek nie zawsze jest dobre dla naszego zdrowia i jest skuteczne jedynie wtedy, gdy jest połączone z częstym myciem rąk wodą z mydłem lub ich dezynfekowaniem środkami na bazie alkoholu. W innym raporcie (W raporcie „COVID-19: dlaczego wszyscy powinniśmy nosić maski - uzasadnienie naukowe”) – można przeczytać, że „O ile polityka powszechnego noszenia masek z pewnością nie wyeliminuje całkowicie zagrożenia zakażenia koronawirusem, to może je ograniczyć”.
Pora to przełożyć na język czysty, przejrzysty i dowiedzmy się u źródła, czyli w ministerstwie zdrowia, stawiając pytanie: KONIEC Z MASECZKAMI NA ŚWIEŻYM POWIETRZU?
Tekst ukazał się w 19 (1008) wydaniu "Słowa Regionu". Cały artykuł przeczytasz tu lub tutaj.


Dodaj komentarz bez hejtu! Redakcja Słowa Regionu jest przeciwna zamieszczaniu wulgarnych, przesyconych nienawiścią komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem użyj opcji - zgłoś administratorowi.