W ciągu zaledwie paru minut pożar objął garaż i dach. Łuna była widoczna z daleka. Jeden z sąsiadów ewakuował dzieci, które doznały szoku. W trakcie akcji gaśniczej strażacy musieli rozebrać dachówkę, aby ugasić płomienie.
Jest wtorek, 16 grudnia, po godzinie 23. Większość mieszkańców Gościęcic już śpi. W pewnej chwili w jednym z domów na końcu wsi pojawia się ogień. Pożar budzi Katarzynę Wysocką, która wszczyna alarm. Jej pierwszym odruchem jest ratowanie trójki dzieci, w tym niepełnosprawnego syna.
– Obudził mnie głośny wybuch. Pobiegłam do kotłowni zobaczyć, co się dzieje. Przez szybkę w drzwiach zobaczyłam, że cały garaż płonie. W pierwszej chwili chwyciłam za konewkę, ale ogień przedostawał się do łazienki. Zaczęłam krzyczeć: pożar! Mąż zaczął gasić płomienie, ale było już za późno – opowiada Katarzyna Wysocka, poszkodowana w pożarze.
Z każdą minutą płomienie stają się większe. Obejmują garaż i elewację styropianową na zewnątrz domu. Słychać trzask spękanych szyb. Pożar obejmuje samochód i rzeczy znajdujące się w pobliżu. Kobieta zadzwoniła pod numer 112. Strażacy przyjechali na miejsce już po kilku minutach. W tym czasie pani Katarzyna wybiegła przed dom boso z dzieckiem na rękach. Łunę spostrzegli sąsiedzi, którzy przybiegli z pomocą.
– Ogień wywalił okno w łazience. Podobnie było z drzwiami do kotłowni. Po akcji gaśniczej wszystkie rzeczy pływały. Teraz są już suche. Tempo pożaru było przerażające – relacjonuje Jacek Wysocki, mąż pani Katarzyny.
W wyniku pożaru uszkodzony został dach. Dom nie nadaje się do zamieszkania i wymaga gruntownej odbudowy. Wydarzenie dramatycznie relacjonuje sołtys Dawid Białkowski, który tłumaczy, że pożar dosyć szybko się rozprzestrzenił. Nie było już czasu na ratowanie dobytku. Zniszczeniu uległy ubrania, meble, sprzęty codziennego użytku oraz pamiątki gromadzone przez lata.
– Mieszkam trzy domy dalej. U nas nie było słychać żadnego wybuchu. Łunę zauważyłem dopiero, kiedy jechała straż pożarna. Była ogromna. W pobliżu domu, który spłonął, unosił się gęsty, czarny dym. Wybiegłem z domu po kilku minutach. W tym czasie zdążył spalić się styropian docieplający dom. Ogień przedostał się po ścianie do góry i zapalił poddasze. Cud, że nikt nie zginął – mówi Dawid Białkowski.
Zdaniem specjalistów od pożarnictwa, styropian jest materiałem palnym. Wszystko zależy jednak od rodzaju i klasy produktu. To tzw. spieniony polistyren – tworzywo sztuczne, które może się zapalić przy kontakcie z otwartym ogniem. Materiał topi się w temperaturze powyżej 80 stopni Celsjusza. Zapłon następuje dopiero przy długotrwałym działaniu wysokiej temperatury powyżej 350°C. W codziennym stosowaniu elewacje styropianowe są bezpieczne pod warunkiem, że nie będą wystawione na działanie otwartego ognia.
– To był straszny widok. Elewacja płonęła jasnym, syczącym płomieniem. Na dworze stała rodzina ubrana w to, co zdołali założyć. Stali tak dopóki strażacy nie ugasili pożaru. Cała akcja gaśnicza trwała 3-4 godziny. Na szczęście pomogli sąsiedzi – opowiada jeden z sąsiadów.
Płonie dom – dzieci w szoku
Mariusz – sąsiad wracał do domu z pola, zauważył pożar i natychmiast rzucił się na pomoc. Na swoją posesję przeniósł niepełnosprawnego syna Wysockich.
– W nocy kosiliśmy kukurydzę. W pewnym momencie kombajn miał awarię i musiałem wracać do domu. Przejeżdżając, zauważyłem pożar, pobiegłem po gaśnicę, ale nie było już szans. Ewakuowałem dzieci do siebie. Maluchy nie płakały, ale były w szoku – opowiada Mariusz Dobrowolski, mieszkaniec Gościęcic.
Ogień zniszczył samochód, którym pani Katarzyna woziła niepełnosprawnego Kubę na rehabilitację. Kilka dni po pożarze strażacy zabezpieczyli dach. Wspólnie z innymi ludźmi rozpoczęto usuwanie zniszczeń. Uratowano też dwa psy. Za pomocą traktorów z podwórka usunięto zniszczony samochód. Inni pomogli usuwać zniszczony sprzęt, który był porozrzucany po całej posesji.
– Na szczęście pomogli nam wszyscy. Dziękujemy sąsiadom i pracownikom gminy Strzelin. Nikt nie pozostawił nas w potrzebie – podkreśla Katarzyna Wysocka.
Pomaga gmina i mieszkańcy
Straty oszacowano na 400 tys. zł, ale już wiadomo, że kwota może być większa. Co było przyczyną pożaru? Według strażaków płomienie pojawiły się od gorącego popiołu pozostawionego na zewnątrz.
– Tak naprawdę nie wiemy, co się zapaliło. Może pożar wybuchł od auta, które ostatnio trochę się psuło? Radio samo się włączało i wyłączało. Podobnie było z szybami. Może jakaś iskra wpadła do trocin? Tego nie wiemy – dodaje pani Katarzyna.
Spłonęły belki, dachówki, przedłużacze elektryczne i setki innych rzeczy codziennego użytku. Ekipa remontowa będzie musiała skuwać płytki z powodu awarii kanalizacji. Osuszona ma zostać podłoga, bo w przeciwnym razie na ścianach pojawi się grzyb. Na dramat szybko zareagowali przyjaciele, lokalna społeczność i samorządowcy.
– Liczę na otwarte serca Dolnoślązaków. Tej rodzinie trzeba pomóc – zaapelował w mediach wicemarszałek Wojciech Bochnak.
Pomoc zaoferowała też gmina Strzelin i szkoły, które organizują zbiórki. Według właścicieli potrzebne są materiały budowlane. Podczas akcji charytatywnej grupa motocyklistów na rynku w Strzelinie zebrała ponad 14 tys. zł. Pomoc zaoferował Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Strzelinie. Rodzina znalazła tymczasowe schronienie w domku letniskowym w Białym Kościele. Bliscy zorganizowali zbiórkę na portalu Pomagam.pl.
– Sporo pomogli najbliżsi sąsiedzi. W naszej wsi zorganizowano zbiórkę do puszki, którą zakończyliśmy kilka dni temu. Zebrano ponad 8 tysięcy złotych. Nadal jest sporo osób zaangażowanych w wynoszenie zniszczonego sprzętu. Zadeklarowaliśmy swoją pomoc przy remoncie domu. Na pewno mieszkańcy będą się angażować – kończy sołtys Białkowski.
Cały artykuł zamieściliśmy w 1 (1286) wydaniu papierowym Słowa Regionu.































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij