W czasie przygotowań do 80-lecia szkoły podstawowej nr 1 szkolne wspomnienia przywoływali uczniowie, nauczyciele, rodzice. Najchętniej dzielili się nimi najstarsi, którzy z ogromnym sentymentem przypominali sobie lata spędzone w szkole. Wspomnieniami podzieliła się także pani Wanda Mazur, uczennica i absolwentka jedynki, a później także nauczycielka matematyki, która opowiedziała o swojej pracy w tej szkole.
W latach dziewięćdziesiątych uczyła Pani w Zespole Szkół Ogólnokształcących, w skład którego wchodziła też szkoła podstawowa nr 1. Jak to jest uczyć w szkole, do której chodziło się jako dziecko?
- Tak, miałam cztery klasy w liceum i dwie w szkole podstawowej w latach 1993-96. Oczywiście miło było wrócić "na stare śmieci", jednak byłam teraz nauczycielką i musiałam skupić się na swoich obowiązkach. Bardzo dobrze wspominam te lata i moich uczniów, szczególnie tych z najmłodszych klas, z którymi jeździłam w soboty na basen do Wrocławia.
Jakich przedmiotów Pani uczyła?
- Uczyłam matematyki. Dostałam też wychowawstwo w kl. VI, którą prowadziłam aż do zakończenia szkoły, czyli do ósmej klasy. Ono bardzo dużo mnie nauczyło. To była bardzo dobra klasa, powiedziałabym taka "wybrana". Z 30 uczniów, którzy ukończyli ósmą klasę, 15 zdało maturę w 2000 r. To był naprawdę znakomity zespół, nauka nie sprawiała im trudności. Byli zdolni, pracowici i inteligentni.
Czy ówczesna młodzież bardzo różniła się od dzisiejszej?
- Wydaje mi się, że są różnice. Klasy były kiedyś bardziej zżyte, przynajmniej klasa, w której miałam wychowawstwo. Na lekcjach byli bardzo zdyscyplinowani, o wzorowym zachowaniu, bez uwag i zarzutów. Bardzo chętnie uczestniczyli w różnych pracach społecznych, byli też bardzo koleżeńscy.
Mówi się, że młodzież potrafi zaskoczyć różnymi pomysłami. Jak to wyglądało w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku?
- Uczyłam wtedy już przez trzydzieści lat, więc poznałam wielu "geniuszy", ale zbiorowe pomysły 13-15 latków odkryłam dopiero w mojej ukochanej klasie VI. Jednak tę "pomysłowość" i zabawy realizowali poza murami szkoły - na wycieczkach, rajdach, wszelkich wyjazdach, a nawet na ... cmentarzu!
Który z wyczynów klasowych zapamiętała Pani najbardziej?
Był taki Poniedziałek Wielkanocny, w który zaplanowali sobie śmigus-dyngus, świetnie się bawili, wylewając wiadra wody na przechodniów. Z kolei na jesiennym rajdzie do Gościęcic, kończącym się ogniskiem, tylko oni przeżyli "cudowną przygodę", dla reszty to był zwykły rajd. Takich pomysłów mieli dużo - na pierwszej klasowej wycieczce stwierdzili, że nic nie zamierzają zwiedzać, bo przecież wycieczka jest zapoznawcza, więc chcą tylko się zapoznać i pomieszkać w schronisku. Niektóre z wyczynów były mniej przyjemne dla wychowawcy i rodziców, choćby stan autokaru po jednej z wycieczek...
Cały artykuł zamieściliśmy w 3 (1288) wydaniu papierowym Słowa Regionu.




































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij