Po ośmiu latach Magdalena Krupa zrezygnowała z funkcji prezesa Świtezi Wiązów. Jakie były powody tej decyzji? Jak zaczęła się jej przygoda z klubem? Co było najtrudniejsze w jej pracy? Zapraszamy do lektury wywiadu.
Dlaczego zrezygnowała Pani z funkcji prezesa klubu?
- To była decyzja, do której przygotowywaliśmy się w klubie od pewnego czasu. Podjęłam ją z pobudek osobistych, związanych z życiem prywatnym. Pewne rzeczy pozmieniały się na tyle, że prowadzenie klubu było dla mnie bardzo trudne organizacyjnie. Wiedziałam, że brak mojej obecności na meczach czy treningach na pewno źle wpłynie na funkcjonowanie Świtezi. Tę funkcję będzie pełnił teraz Wacław Grabarczyk, który jest od dawna związany z klubem. Był wcześniej sekretarzem, więc posiada doświadczenie w kwestiach dokumentów, jak i uczestnictwa w życiu klubu. Nie jest to osoba przypadkowa. Ja na tę chwilę będę sekretarzem klubu, więc dalej uczestniczę w jego strukturach, lecz już w nieco innym charakterze.

Jak wyglądał Pani pierwszy kontakt z klubem?
- Miało to miejsce w 2006 roku, kiedy Tomek Łach był prezesem. Pracowałam wówczas jako dyrektor ówczesnego ośrodka kultury. Tomek zaprosił mnie do pomocy w organizacji przy jednym z turniejów. Następnie w 2009 roku mój 5-letni syn chciał bardzo grać w piłkę. Trenerem był Marek Kokorudz. W 2012 roku klub wycofał się z rozgrywek seniorskich. Mimo tego, chcieliśmy, aby nasze dzieci mogły grać dalej. Wspólnie z innymi rodzicami zorganizowaliśmy taką nieformalną strukturę poza klubem. Znaliśmy się ze szkoły i organizowaliśmy grę w piłkę na orliku dla najmłodszych. Wtedy też burmistrzem został Jerzy Krochmalny, któremu zależało, aby odtworzyć seniorską drużynę. Angażowali się w to bardzo Marek Budny i Kuba Kulicki. W wyniku wielu spotkań doszliśmy do wniosku, aby połączyć wszystko w jedną strukturę, zapraszając jednocześnie rodziców do prac w zarządzie. Akurat w tym czasie w ówczesnym zarządzie Świtezi dochodziło do rezygnacji działaczy. Odbyły się wybory, a w skład nowego zarządu weszli: Adam Hernik, Marek Budny, Kuba Kulicki, Jan Irza i ja. Następnie po wielu rozmowach zostałam prezesem klubu.

Jak wyglądały Pani początki?
- Nie miałam świadomości, na czym polega praca prezesa. Wydawało mi się, że skoro ten klub działał i byli wcześniej różni działacze, którzy sobie radzili, to czemu my mamy sobie nie poradzić. Podjęliśmy więc rękawicę. Udało się Markowi i Kubie zorganizować drużynę seniorską. Przekonaliśmy Tomka Łacha, aby został trenerem. Na tamtym etapie to właśnie Tomek i Adam Hernik byli dla mnie dużym wsparciem. Silną stroną klubu jest też nasz gospodarz pan Edward Gołąb. Na pewno w najtrudniejszej sytuacji byli zawodnicy, dla których moja obecność na meczu była ogromnym szokiem. Dzisiaj, jak już dobrze się znamy, wspominamy ten okres z rozrzewnieniem, wzajemnego przyglądania się sobie. Na szczęście, zawodnicy zaakceptowali wybór walnego zebrania i zaczęliśmy ciężką pracę. Z dzisiejszej perspektywy wiem, jak dużego nakładu sił wymaga zarządzanie klubem piłkarskim.

Środowisko piłkarskie zdominowane jest przez mężczyzn. Tymczasem prezesem Świtezi została kobieta. Czy nie spotkała się Pani z różnego rodzaju docinkami z tego powodu?
- Były, oczywiście, komentarze. Radziłam sobie z nimi raz lepiej, a raz gorzej. Myślę, że mam jednak...
Więcej w wydaniu papierowym.
Dodaj komentarz. Przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.