We Wrocławiu odbył się protest z udziałem rolników, związkowców i mieszkańców regionu. Wśród uczestników byli także przedstawiciele powiatu strzelińskiego.
Manifestację zorganizowała NSZZ „Solidarność”, a rolnicy przyłączyli się do protestu. Uczestnicy sprzeciwiali się przede wszystkim wprowadzaniu Zielonego Ładu w obecnym kształcie oraz systemom ETS i ETS2. Wskazywali na rosnące koszty energii i życia, a także na obawy związane z przenoszeniem kosztów transformacji na obywateli. Podnosili również kwestię zagrożenia dla polskiego rolnictwa i przemysłu, w tym nierównej konkurencji oraz napływu tańszych produktów spoza Unii Europejskiej.
Protest miał dwie części. Część uczestników zgromadziła się pod Dolnośląskim Urzędem Wojewódzkim, gdzie pojawiły się także ciągniki. Druga grupa udała się pod siedzibę Przedstawicielstwa Regionalnego Komisji Europejskiej we Wrocławiu.
– Główna część protestu była przed siedzibą przedstawicielstwa komisji europejskiej. Tam odbywały się przemówienia przedstawicieli „Solidarności” i rolników. Ciągniki zostały pod urzędem – relacjonuje Wiesław Misiewicz, rolnik z Jegłowej, dodając, że frekwencja nie była tak duża, jak we wcześniejszych protestach. – Mam wrażenie, że część ludzi jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Jak w tym powiedzeniu o gotowanej żabie – zmiany są wprowadzane stopniowo – dodaje.
Rolnicy z gminy Przeworno. Od prawej Wiesław Misiewicz i Piotr Bartków
Dość lekceważenia, dość biurokracji…
Podczas wystąpień pod siedzibą Przedstawicielstwa Regionalnego Komisji Europejskiej wielokrotnie podkreślano, że decyzje podejmowane na poziomie unijnym mogą mieć bezpośredni wpływ na miejsca pracy i funkcjonowanie całych branż.
– To my, rolnicy i pracownicy, utrzymujemy gospodarkę, a jednocześnie wprowadza się rozwiązania, które prowadzą do likwidacji zakładów pracy i gospodarstw – mówiono ze sceny.
– Dość lekceważenia, dość biurokracji i dość niszczenia naszej gospodarki – apelowano do uczestników protestu.
Zwracano również uwagę na sytuację w rolnictwie. – Dziś rolnicy mają pełne magazyny, a jednocześnie zastanawiają się, czy będzie ich stać na wyjazd w pole – podkreślano.
– Nie jesteśmy w stanie konkurować przy tak wysokich kosztach produkcji, jakie narzuca się w Europie – mówiono podczas wystąpień.
Protestujący odnosili się także do importu żywności spoza Unii Europejskiej.
– Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której europejskie gospodarstwa będą wypierane przez produkty spoza Unii, wytwarzane bez tych samych norm – wskazywano.
Grupa ze Strzelina
Petycja i postulaty
Podczas protestu przedstawiciele „Solidarności” złożyli petycję w siedzibie Przedstawicielstwa Regionalnego Komisji Europejskiej we Wrocławiu. Jej treść została wcześniej odczytana podczas zgromadzenia.
"Domagamy się zaprzestania działań, które prowadzą do wzrostu kosztów energii, likwidacji miejsc pracy i osłabienia gospodarki" – podkreślano w petycji.
– Restrykcje i opłaty związane z emisją CO2 powodują wzrost cen energii i uderzają w rozwój gospodarczy – zaznaczano podczas wystąpień.
– Zakłady produkcyjne przenoszą się poza Unię Europejską, gdzie nie obowiązują takie ograniczenia, co prowadzi do utraty miejsc pracy w Polsce – dodawano.
Radna powiatowa Wanda Misiewicz udzieliła wywiadu dla stacji TVN 24
„Nikt do nas nie wyszedł”
Tuż po proteście spotkaliśmy się z uczestnikami ze Strzelina. Do Wrocławia pojechała grupa 11 osób. Wyjazd zorganizował Mariusz Samuel, przewodniczący Rady Oddziału Powiatu Strzelińskiego NSZZ „Solidarność”.
Protestujący, z którymi rozmawialiśmy podkreślają, że mimo obecności przed siedzibą Przedstawicielstwa Regionalnego Komisji Europejskiej nie doczekali się reakcji jej przedstawicieli.
– Nikt do nas nie wyszedł. Widzieliśmy tylko osoby w oknach – mówi Magdalena Stępińska, radna i przewodnicząca klubu Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miejskiej Strzelina.
Manifestacja przebiegała spokojnie, bez incydentów. – To był pokojowy protest. Od początku było powiedziane, że bez żadnych ekscesów. Chodziło o to, żeby dać sygnał – podkreślają uczestnicy.Obawy o przyszłość
W wypowiedziach uczestników często pojawiały się obawy, dotyczące kierunku zmian w gospodarce i rolnictwie.
Na pierwszym planie radna Magdalena Stępińska podczas protestu
– To nierówna konkurencja. U nas są coraz większe wymagania, a z drugiej strony dopuszcza się produkty, które tych norm nie spełniają – podkreśla Wanda Misiewicz, radna powiatu strzelińskiego, członek Solidarności, sympatyk Klubu Gazety Polskiej i Prawa i Sprawiedliwości.
– Byliśmy przeciwko wprowadzaniu Zielonego Ładu w obecnym kształcie, systemowi ETS i rosnącym kosztom życia oraz energii. To uderzy przede wszystkim w zwykłych ludzi – kontynuuje Wanda Misiewicz. Jak podkreśla, skutki tych zmian są widoczne. – Już teraz widzimy, że zakłady są zamykane, a ludzie tracą pracę. To są realne konsekwencje tych decyzji – dodaje. Zaznacza też, że udział w manifestacji był świadomą decyzją. – Nie chcemy siedzieć i czekać. Trzeba reagować, póki jeszcze jest czas, żeby coś zmienić – podkreśla.
– Najgorsze jest to, że jesteśmy zdani na decyzje władz Unii Europejskiej, których nie wybieramy bezpośrednio. To są komisarze, którzy narzucają nam swoje rozwiązania – mówi Magdalena Stępińska.
– Jeżeli przestaniemy robić takie protesty i spotkania, to ludzie się nie obudzą. Trzeba działać, żeby coś się zmieniło – podkreśla Janusz Łuczyński, sympatyk Solidarności, członek Klubu Gazety Polskiej w Strzelinie, mieszkaniec Strzelina. – Im dłużej jesteśmy w tej Unii, tym mniej możemy decydować sami o sobie – dodaje.
– Jeżeli nic się nie zmieni, skutki tych decyzji odczują wszyscy – zarówno pracownicy, jak i całe rodziny – podkreśla Mariusz Samuel, przewodniczący Rady Oddziału Powiatu Strzelińskiego NSZZ Solidarność Region Dolny Śląsk oraz członek zarządu regionu.
Protestowi towarzyszył happening
To dopiero początek…
Na zakończenie uczestnicy podkreślali, że protest we Wrocławiu to początek dalszych działań. – Bardzo chciałbym podziękować osobom, które brały udział. Miało być nas więcej, ale choroby pokrzyżowały plany. Z całego serca dziękuję – w swoim imieniu i w imieniu zarządu regionu – mówi Mariusz Samuel. Jak zaznacza, kolejne inicjatywy mogą pojawiać się w najbliższym czasie. – Myślę, że takie wyjazdy będą teraz coraz częstsze. Sytuacja nas do tego zmusza. To jest walka o pracowników i ich rodziny – dodaje.
Zwraca też uwagę na już widoczne skutki zmian i możliwe konsekwencje kolejnych decyzji. – Nie ma co ukrywać. To ruszyło dawno i część osób już straciła pracę. A co nas czeka, nawet nie zdajemy sobie sprawy, ale mam wrażenie, że dotknie to każdego z nas osobiście. Z jednej strony mamy wojnę za granicą, co wpływa na decyzje firm i spowalnia rozwój, a z drugiej dochodzą kolejne regulacje, w tym Zielony Ład, który totalnie niszczy gospodarkę. Na pewno wszyscy to odczujemy – podkreśla.
Do sytuacji odniosła się również Wanda Misiewicz, wskazując na szerszy kontekst wydarzeń. – Jest niebezpiecznie, mamy wojnę za wschodnią granicą i nie wiemy, jak potoczy się sytuacja – mówi. – Dlatego trzeba reagować i próbować zatrzymać te zmiany. Jeśli zareagujemy wspólnie, ktoś nas w końcu usłyszy – podsumowuje Mariusz Samuel.
Artykuł zamieściliśmy w 8 (1293) wydaniu papierowym Słowa Regionu.




















































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij