Aby zmarły godnie wyglądał w swej podróży w zaświaty, najpierw czeka go pośmiertna toaleta. Zajęcie to wymaga odpowiednich predyspozycji i umiejętności. O tym, że nie jest to fach dla każdego, można się przekonać, przyglądając się kulisom pracy balsamisty zwłok. Ale nasi rozmówcy zgodnie podkreślają, że na świecie trzeba się bać ludzi żywych, a nie zmarłych.
Podczas obrzędów pogrzebowych zmarły zwykle prezentowany jest w otwartej trumnie. Pracownicy branży funeralnej doskonale wiedzą, jak pracować ze zwłokami i perfekcyjnie przygotować je do ostatniego pożegnania.
Aby zostać balsamistą, najpierw trzeba ukończyć specjalny kurs. Warto jednak podkreślić, że nie jest to zajęcie dla każdego, ponieważ trzeba być na to przygotowanym emocjonalnie. Jak wyjaśnia Tomasz Wróbel, właściciel Zakładu Pogrzebowego „Wróbel i Syn” w Strzelinie, praca balsamisty jest bardzo ważna i ciężka zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Polega na przygotowaniu ciała, tzn. balsamowaniu, kosmetyce i makijażu. - Nie jest powiedziane, że każdy musi być ubrany wizytowo – mówi Halina Łobasz
Kiedy bliscy żegnają zmarłego, w ostatnich chwilach chcą go dobrze zapamiętać. - Staramy się, żeby osoba zmarła wyglądała jak najlepiej. Niejednokrotnie ciała są po sekcjach zwłok, wypadkach czy chorobach, a więc trzeba się bardzo starać, żeby zakamuflować całe ciało. To, że osoba wygląda dobrze w trumnie, jest dużą zasługą osób, które o to dbają – mówi Tomasz Wróbel.

Najwięcej pracy po sekcjach
Po zleceniu pochówku zmarłego, zakład zajmuje się wszystkimi niezbędnymi formalnościami. Odbierając ciało, które transportowane jest na noszach lub w kapsule, pracownicy przewożą je w specjalnym worku. Trafia ono do chłodni.
Po śmieci zachodzi wiele procesów, których nie widać gołym okiem. Trzeba też odpowiednio zabezpieczyć wszystkie otwarte rany. Jak tłumaczy właściciel, na drugi dzień łatwo zauważyć, że ciało się zmniejsza, jest twarde, a skóra staje się luźniejsza.
- Kiedy ciało jest jeszcze ciepłe, często rodzina ubiera zmarłego w domu. To tak, jakby ubierać żywego człowieka. Tak naprawdę, dopiero po chłodni ciało sztywnieje. Krew opada, a więc ciało sinieje od spodu. Zależy to też od przyczyny zgonu, którą sami potrafimy łatwo stwierdzić – dodaje Urszula Wróbel.
Najwięcej pracy balsamista ma przy ciałach po sekcjach zwłok. Zdarzają się też ciężkie przypadki, kiedy ciało zostaje odnalezione po dłuższym czasie lub osoba popełniła samobójstwo. - Po kilku dniach od samobójstwa ciało znajduje się w rozkładzie, a więc nie ma możliwości ubrania takiej osoby. Czuć potężny fetor. Mamy różne środki dezynfekujące, ale trzeba się z tym liczyć. Wtedy najlepsza jest kremacja lub trumna musi być zamknięta – opowiada Tomasz Wróbel.
- Często mówię do zmarłych po imieniu, że będą ładnie wyglądać - mówi Urszula Wróbel (z prawej). - Niektóre starsze osoby wyglądają po śmierci bardzo dobrze. Jakby spały - dodaje Anna Lorenz
Pośmiertna toaleta
Dzień przed lub w dniu pochówku, wykonywana jest pośmiertna toaleta - tanatokosmetyka, a więc mycie, golenie, układanie włosów, obcinanie paznokci czy makijaż. W przypadku osób starszych, rodzina bardzo często nie życzy sobie wykonywania makijażu. Zdarza się jednak, że niektórym zależy, aby pomalować paznokcie lub usta. Rodzina przynosi też kosmetyki, których używali zmarli.
- Dwanaście lat temu nie miałam jeszcze styczności z ciałami. Teraz dbam o to, aby ostateczny wygląd był jak najbardziej dopracowany. W ogóle nie miałam oporów. Nie mam związku emocjonalnego ze zmarłą osobą i nie zmuszam się do tej pracy. Wykonując makijaż, często mówię do zmarłych po imieniu, że będą ładnie wyglądać. Jeśli rodzina chce, maskujemy też plamy na twarzach, co czasami sprawia więcej pracy – mówi Urszula Wróbel. Jak dodaje, najtrudniejszy jest kontakt z rodziną, pochówek dzieci lub młodych ludzi.

Trzęsą się lub płaczą
Właściciel podkreśla, że pracownicy nie są do niczego zmuszani. Część z nich pracuje bezpośrednio przy ciałach, jednak inni zajmują się tylko pracą biurową. Tak naprawdę, mało kto spełnia wszystkie warunki, gdyż profesja ta wymaga odpowiednich predyspozycji. Niektórzy na pytanie czy kiedykolwiek mieli kontakt z martwym ciałem, zaczynają się trząść lub płakać.
W zakładzie pogrzebowym dopiero od niedawna pracuje Anna Lorenz. Od początku nie miała jednak żadnych oporów. Podkreśla, że najważniejszy jest szacunek dla każdego człowieka, a zmarli nie śnią jej się nocami. Rodzina i znajomi pytali, czy nie boi się takiej pracy.
- Od początku chciałam poznać specyfikę tej pracy. Często po odebraniu zwłok, oczy i usta nie są zamknięte, a tak naprawdę można to zrobić tylko na początku. Niektóre starsze osoby wyglądają po śmierci bardzo dobrze. Jakby spały. Zdarzają się życzenia, żeby podczas pożegnania zagrać specjalną muzykę, co dla ludzi jest ważne i często się wzruszają. Wkładają też do trumny różne osobiste pamiątki – opowiada Anna Lorenz.
Cały artykuł dostępny jest tutaj

Komentarze   

z pamietnika Permalink2 +1 z pamietnika
TruckdriverDST
Z pamietnika pracownika zakładu pogrzebowego (gdzies na dolnym sląsku); ...było juz grubo po północy Pół butelki ledwie wypite, , rozmowa z klientem sie nie kleiła w dodatku powiewało chłodem....
2019-12-05 17:42 Cytować Zgłoś administratorowi
Anita Permalink1 0 Anita
RE: Za kulisami pośmiertnej profesji
A nie szukacie może pracownika biurowego? :)
2019-11-19 11:15 Cytować Zgłoś administratorowi
Dodaj komentarz. Przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.