Powrót do normalności po sześciu latach wojny i okupacji nie był prosty. Zwłaszcza, że z dala od rodzinnych stron i wśród obcych.
Dzisiejszy powiat strzeliński tworzyli ludzie, których wojenna zawierucha rzuciła na Dolny Śląsk, ale nie tylko. W naszych poszukiwaniach źródeł powojennej historii regionu natrafiliśmy na artykuł Wandy Pięczki: „Osadnictwo w powiecie strzelińskim w latach 1945 -1947”. Tekst opublikowany został na łamach „Sobótki” (1969, nr 3). Przytoczymy kilka relacji ówczesnych pionierów, nad którymi warto się pochylić.
Zanim jednak oddamy głos Franciszkowi Desce i Jakubowi Kirkowiczowi, którzy osiedlili się w naszym powiecie już latem 1945 r., kilka słów o mieszkańcach powiatu. Pierwsze oficjalne i wiarygodne dane statystyczne co do liczby mieszkańców naszego powiatu pochodzą z końca 1947 r. Powiat strzeliński liczył wtedy 34 848 mieszkańców. Byli wśród nich repatrianci i przesiedleńcy, byli autochtoni i przedstawiciele innych narodowości. I tak repatrianci z kresów II RP stanowili 55,14% ogółu, czyli ok. 19,2 tys. osób, przesiedleńcy z innych terenów przedwojennej Polski stanowili 38,51%, czyli ok. 13,5 tys. osób, autochtoni 2,59% (ok. 0,9 tys.), - Czesi 3,15% (ok. 1,1 tys.) i Niemcy 0,61% (ok. 0,2 tys.). W jednym ze sprawozdań powiatowego urzędu repatriacyjnego czytamy: „Ponieważ przybywa na teren powiatu ludność z różnych stron Polski: ze wschodu – północnego i południowego, ze środkowej Polski, z zachodu z Saksonii i Turyngii, stąd też różnią ich zwyczaje, obyczaje, pieśni i akcent mowy. Z zachodu ludność, która przebywała cały czas wśród Niemców, przyzwyczajona mówić po niemiecku, trudniej wysławia się po polsku. Ludność ze wschodu przyzwyczaiła się do mowy rusińskiej. Stąd wynika pewien rozdźwięk między nimi, pewna izolacja na grupy”. Na początku, przez pierwsze powojenne lata były to znaczące różnice.
A tak pierwsze miesiące w powiecie strzelińskim wspominał Franciszek Deska: „Przyjechałem do powiatu strzelińskiego jako jeden z pierwszych osadników. Rodzin polskich zamieszkiwało tu w w lipcu 1945 jeszcze niewiele. Życie w powiecie nie było łatwe. Nie sprzyjały pracy liczne napady rabunkowe i morderstwa dokonywane przez dywersantów i inne elementy przestępcze. Jako sołtys musiałem często występować przeciwko szabrownikom, którzy rozkradali mienie i wywozili do innych dzielnic Polski. Obok porządnych ludzi, którzy przybywali ze szczerymi zamiarami osiedlenia się, przywędrowali różnego rodzaju oszuści, złodzieje i bandyci. Brak żywności, opóźnienie akcji wysiedlania Niemców, niepewność sytuacji, wszystko to utrudniało ustabilizowanie się ludności polskiej na tych terenach.
Tekst ukazał się w 19 (1008) wydaniu "Słowa Regionu". Cały artykuł przeczytasz tu lub tutaj.
Dodaj komentarz. Przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.