Tego roku mieliśmy wyjątkowo suchy kwiecień. Rolnicy zaczęli się obawiać o plony. Na początku maja z wywiadu z Ireneuszem Kaproniem, prezesem firmy RPPH Przeworno, dowiedzieliśmy się, że mamy suszę glebową. - Nie wiem, jak długo musiałby padać deszcz, aby poziom wód gruntowych mógł się odbudować i moglibyśmy powiedzieć, że suszy już nie ma – powiedział nasz rozmówca. Tuż po publikacji sytuacja diametralnie się zmieniła. Od kilku tygodni intensywnie pada deszcz. Wystąpiły nawet lokalne podtopienia, a poziom niektórych rzek przekroczył stan alarmowy. Czy to oznacza, że nie ma już suszy glebowej?

Odpowiedź fachowca w tej dziedzinie może niektórych zaskoczyć. – To, co powiedziałem na początku maja, w stu procentach podtrzymuję – mówi prezes Ireneusz Kaproń. – Nadal mamy suszę glebową. Gdybyśmy zbadali poziom wód gruntowych, to okazałoby się, że jest niski i podniósł się minimalnie. I nie mówię tu o warstwie powierzchniowej gleby 50-60 cm, ale znacznie głębszej.
Mało tego. Wbrew pozorom okazuje się, że tegoroczne opady deszczu w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego są mniejsze. – Jerzy Pasoń, szef Produkcji Roślinnej naszej firmy, prowadzi dokładne zapisy opadów – kontynuuje prezes. – I tego deszczu rzeczywiście jest mniej. Pojedyncze opady rzędu 60mm/m2, jakie mieliśmy ostatnio, niczego tu nie zmieniają.
Obniżanie poziomu wód gruntowych następowało od ponad dekady. Od około 15 lat nie mamy już śnieżnych zim. A te miały olbrzymi wpływ na utrzymanie odpowiedniego poziomu wód gruntowych. – Nie ma wody ze śniegu i brakuje też wody z topniejącego śniegu, spływającej z gór – dodaje Ireneusz Kaproń. – A to jest w tym wszystkim bardzo istotne.

Rośliny rosną tylko w nocy…
Jak już wspomnieliśmy, kwiecień był bardzo suchy. I był to miesiąc stracony dla rolnictwa. Brak wody miał negatywny wpływ na wegetację roślin. Susze pomniejszyły plony w zasiewach ozimych przynajmniej o 10 do 15 procent, w zależności od roślin. - Jeśli nie będzie opadów, zapewniających przynajmniej powierzchniowy dostęp wody dla roślin, to nie będzie wzrostu i w konsekwencji plonu – mówił na początku maja prezes RPPH Przeworno.
A jak sytuacja pod tym względem wygląda dzisiaj? – Obecnie mamy korzystny rozkład opadów – wyjaśnia nasz rozmówca. – Dlatego nawet 90 procent strat, wywołanych suchym kwietniem, zostało zniwelowanych. Do tego mamy nie za wysokie temperatury, do 20oC. Deszcz, który spadł, mógł być przyswojony przez wierzchnią warstwę gleby, bo woda nie wyparowywała. A przypomnę, że w ubiegłym roku już pod koniec maja mieliśmy upały.
Wydaje się więc, o ile nie pojawią się intensywne i nieoczekiwane zjawiska atmosferyczne, straty w uprawach, wywołanych kwietniową suszą, będą znacznie mniejsze, niż się początkowo mogło wydawać. – Poza kwietniem pogoda w tym roku rolnikom sprzyja. Rośliny są wystarczająco zabezpieczone w wodę, a niewysoka temperatura pozwoli ją zmagazynować – tłumaczy prezes RPPH Przeworno. - Jedynie w przypadku upraw kukurydzy temperatury były za niskie. Szczególnie w nocy. Roślina ta lubi wilgoć, ale i ciepło. A że rośliny, wbrew pozorom, rosną tylko w nocy, to te ciepłolubne, jak kukurydza (roślina pochodząca z Ameryki Środkowej), rozwijają się za wolno. Niemniej wszystko na razie rolniczo zapowiada się dobrze.
- Jeśli plantację zaleje woda i będzie na niej stagnować, to rośliny po prostu „uduszą się” przez to, że jej nadmiar w glebie wyprze powietrze i korzenie roślin nie będą miały do niego dostępu – wyjaśnia Ireneusz Kaproń
Czy rośliny mogą się udusić lub utopić?

W ostatnich dniach doświadczyliśmy ulewnych deszczy. Co może się stać z uprawami, które nagle znalazły się pod wodą?
- Jeśli plantację zaleje woda i będzie na niej stagnować, to rośliny po prostu „uduszą się” przez to, że jej nadmiar w glebie wyprze powietrze i korzenie roślin nie będą miały do niego dostępu – wyjaśnia Ireneusz Kaproń. - Jeszcze gorzej jest, gdy roślina będzie miała w wodzie również część nadziemną. Wtedy się najzwyczajniej utopi.
W miniony piątek, 19 czerwca, na drodze pomiędzy Krzywiną a Przewornem spływająca z pól woda zalała drogę powiatową i leżące poniżej uprawy. Czy rośliny mają szansę to przetrwać? - Jeśli nurt płynącej wody będzie wystarczająco bystry, to po prostu powyrywa rośliny z korzeniami, bo rozmyta gleba nie będzie w stanie ich utrzymać. Ponadto woda niesie cząstki gleby, piasku i innych śmieci. Ten namuł może pokryć plantację, a jeśli woda dodatkowo będzie stagnować, to wystąpi zjawisko, o którym już wspomniałem – podsumowuje nasz rozmówca.


Dodaj komentarz. Przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów, nie zamieszczaj nasyconym nienawiścią, obraźliwych komentarzy. Jeśli widzisz wpis, który jest hejtem, użyj opcji - zgłoś administratorowi.