Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

„Z ogromnym bólem i głębokim żalem informujemy, że dzisiaj o 8:00 rano w szpitalu w Chrzanowie zmarł po ciężkiej chorobie nasz ukochany Przyjaciel i członek honorowy Stowarzyszenia «Wspólnota i Pamięć» ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…” – czytamy na fanpage’u Stowarzyszenia „Wspólnota i Pamięć”.

Dziś media obiegła przykra wiadomość. Zmarł ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Kapłan był znany również w powiecie strzelińskiem. W roku 2014 uchwałą Rady Gminy Borów został Księdzu Tadeuszowi nadany tytuł honorowego obywatela gminy Borów.

Poniżej prezentujemy wywiad, jaki był przy tej okazji opublikowany na łamach Słowa Regionu w wydaniu nr 700 z dnia 5-11 marca 2014r.

***

To, co się dzieje na Ukrainie nie ma nic wspólnego z protestem Solidarności sprzed 25 lat

 

Długo na Ukrainie jeszcze będzie wrzało

(BORÓW) Kilka minut po przyznaniu ks. Tadeuszowi Isakowicz-Zalewskiemu tytułu Honorowego Obywatela Gminy Borów rozmawialiśmy z księdzem o historii. Ostatnie wydarzenia na Ukrainie sprawiły, że mówiliśmy również o nich.

 

Od lat jeździ ksiądz po całym kraju, publikuje książki, mówi prawdę o ludobójstwie na Kresach Wschodnich II RP. Czy zauważa ksiądz, że społeczna świadomość, wiedza o mordach OUN-UPA, jest większa, niż to miało miejsce wcześniej?

- W czasach komunizmu nie można było mówić o zbrodniach OUN-UPA. Natomiast po 1989 roku pojawiło się bardzo dużo oddolnych inicjatyw. Dzisiaj, na sesji, wspomniano również o Narodowym Dniu Żołnierzy Wyklętych, który przypada na 1 marca. Była to inicjatywa śp. Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która spotkała się z prawdziwym społecznym odzewem. Często jest przecież tak, że podejmuje się jakąś uchwałę, ale odzewu społecznego nie ma. W tym przypadku odzew społeczny jest ogromny. Podobnie jest z pamięcią o kresach. Politycy spierają się, czy uznać, że było to ludobójstwo, czy nie? W zeszłym roku w Sejmie miało miejsce żenujące wydarzenie, kiedy zabrakło zaledwie 10 głosów, podobnie jak 10 sprawiedliwych w Sodomie i Gomorze, żeby ogłosić, że faktem było ludobójstwo dokonane przez UPA na Kresach Wschodnich. Dlatego tak ważne są inicjatywy oddolne. Mam na myśli samorządy, szkoły, stowarzyszenia, a często również indywidualne osoby, i to nie tylko takie jak mój śp. ojciec, który był naocznym świadkiem ludobójstwa. Są to często ludzie, którzy nie mają ani kropli krwi kresowej, ale uważają, że trzeba coś z tym zrobić. Świadomość społeczna rzeczywiście wzrasta. W zeszłym roku brałem udział w wielu spotkaniach i byłem bardzo zbudowany tym, że nawet na terenach, gdzie nie ma ludności kresowej pamięć o Kresach jest żywa.

Jeżeli chodzi o Borów, to jest dla mnie bardzo pozytywny przykład. Mam okazję bywać tu już od kilku lat. I za każdym razem są to wspólne działania samorządu, kościoła i szkoły, stowarzyszeń i społeczników. Na początku była to chęć uczczenia pamięci mieszkańców Korościatyna, czego widocznym efektem jest to przepiękne epitafium. Jest to dobry przykład dla całej Polski. Każda z trzech części epitafium jest szalenie ważna. Mówią one o tym, że należy iść w kierunku zgody, pojednania z Ukraińcami. Dlatego wspomina się tam o tych sprawiedliwych Ukraińcach, którzy ratowali Polaków. Myślę, że w Borowie nikt nie ma wątpliwości, że tak trzeba postępować.

 

Czy łatwo jest mówić prawdę o ludobójstwie na Kresach? Kto księdzu pomaga w tej szlachetnej misji, a kto przeszkadza?

- Najłatwiej współpracuje się w tej dziedzinie z samorządami do szczebla województwa. Sejmik Dolnośląski, ale także Lubuski, Małopolski, przyjęły uchwały potępiające ludobójstwo, jakie dokonało się na Kresach Wschodnich. Są różne formy upamiętnienia pomordowanych kresowian. Organizuje się na przykład dni kresowe, dni pamięci. Był wspaniały marsz pamięci 11 lipca zeszłego roku w Warszawie, w rocznicę krwawej niedzieli na Wołyniu. Natomiast i to jest smutne, im wyżej, tym trudniej. Pojawiają się, moim zdaniem, irracjonalne argumenty, żeby nie mówić, nie ruszać. Górę bierze polityka. Politycy z różnych opcji próbują manipulować historią, pamięcią o pomordowanych Polakach. To jest przykre, bo przecież oni są wybrani przez społeczeństwo. Tak, jak mówi się prawdę o Katyniu, o pakcie Ribentropp – Mołaotow, o zsyłkach na Sybir, do Kazachstanu, o KL Auschwitz… bo prawdę trzeba mówić. Ale również trzeba mówić prawdę o ludobójstwie na Kresach. A nie wybierać, co nam politycznie pasuje, a co – ze względu na sojusze międzynarodowe – nie pasuje.

A to, że dziś wspominamy wydarzenia z 28 lutego 1944 roku na Kresach Wschodnich, biorąc pod uwagę aktualne wydarzenia na Ukrainie, to trudno o bardziej symboliczną wymowę naszych uroczystości. Widzimy do jak strasznych konfliktów dochodzi, kiedy społeczeństwo nie zna prawdy, kiedy jest otumanione. Nie wiadomo jak to się rozstrzygnie. Tylko prawda, tylko oddolne działania samorządów i organizacji społecznych mogą zmienić tę złą sytuację. Niestety, na Ukrainie tego brakuje. Trzeba życzyć Ukraińcom, a na Ukrainie mieszka bardzo dużo Polaków, żeby trochę na wzór Polski próbowali rozwiązywać swoje problemy.

 

Czy zdaniem księdza dziejąca się teraz na Ukrainie „rewolucja”, jak mówią o tych wydarzeniach niektóre media, jest podobna do zapoczątkowanych przez „Solidarność” zmianach w Polsce?

- Mówiłem i pisałem już wielokrotnie, że to co się dzieje na Ukrainie nie ma nic wspólnego z protestem Solidarności sprzed 25 lat. Wtedy wprawdzie władza strzelała do robotników, podobnie, jak to ma miejsce na Ukrainie, ale nie było zasady „wet za wet”, ale „zło dobrem zwyciężaj”, zgodnie z nauką Jana Pawła II. Tego dziś najwyraźniej na Ukrainie brakuje, a do tego jeszcze Rosja manipuluje. Wczoraj rozmawiałem z siostrą mojej matki. Ciociu, pytałem, co się tam u was dzieje? - Ludzie zapasy robią, kupują kaszę sól, bo się boją. Strach przed zmianami, przed nie przewidywalnymi zmianami jest ogromy – powiedziała mi ciocia. Na Ukrainie mówią, że jedną ekipę złodziei zastępuje druga. Rzeczywiście, patrząc, przy wszystkich wadach popełnione w ciągu ostatnich 20 lat w Polsce, to jednak jesteśmy w lepszej sytuacji. Myślę, że na Ukrainie jeszcze długo będzie kocioł, będzie wrzało.

 

Gratuluję przyznania księdzu tytułu Honorowego Obywatela Gminy Borów, dziękuję za obecność na uroczystościach 70. rocznicy zagłady Korościatyna i życzę zdrowia, bo widzę, że ksiądz nabawił się kontuzji stopy, niczym Justyna Kowalczyk.

Dziękuję za życzenia. a do Borowa zawsze przyjeżdżam z przyjemnością. Co do przyczyny mojej kontuzji, to nie była to jazda na nartach.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Sobko

UWAGA!

Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.

Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj także