No i się stało, co się stać musiało: wczoraj (11 marca) Światowa Organizacja Zdrowia, czyli WHO, ogłosiła stan pandemii. Czym różni się pandemia od (i tak wywołującej strach) epidemii?

„W przeciwieństwie do epidemii, która jest ograniczona obszarem występowania, pandemia ma charakter globalny. Czynniki ułatwiające roznoszenie się choroby, to:
brak naturalnej biologicznej odporności populacji, długi okres zaraźliwości, zaraźliwość w okresie bezobjawowym zachorowania, niegroźne i/lub pospolite objawy - utrudniające diagnostykę.”
W związku z tym, minister zdrowia Łukasz Szumowski ogłosił (moim zdaniem trochę za późno) w Polsce stan zagrożenia epidemicznego, zgodnie z ustawą o chorobach zakaźnych. Należy wyjaśnić, że:
„Stan zagrożenia epidemicznego to sytuacja prawna, wprowadzona na danym obszarze w związku z ryzykiem wystąpienia epidemii w celu podjęcia określonych w ustawie działań zapobiegawczych.”
Ogłoszenie tego szczególnie wyjątkowego stanu pociągnęło za sobą kolejne decyzje, mianowicie: „sztab kryzysowy z udziałem ministra kultury i dziedzictwa narodowego zdecydował o czasowym zamknięciu od 12 marca 2020 r. instytucji kultury, filharmonii, oper, operetek, teatrów, muzeów, kin, domów kultury, bibliotek, galerii sztuki oraz szkół, uczelni wyższych i placówek szkolnictwa artystycznego”.
Nie będę się rozpisywał o innych rozporządzeniach, związanych z masowymi imprezami, o odwoływaniu wielu przedsięwzięć i wszystkich działań mających charakter masowy, bo media na bieżąco informują społeczeństwo o wszelkich zakazach i ograniczeniach. Pragnę się skupić na uczniach i zamkniętych do 25 marca szkołach. To wielki problem, bo nie tylko o dzieci i młodzież tutaj chodzi, ale także o ich rodziców, szczególnie tych pracujących.
Jestem pewien, że w tej sytuacji rodzice dzieci młodszych (powiedzmy do 12 lat) natychmiast pomyśleli o dziadkach, głównie babciach, które w związku z „pędem do pracy”, bardzo często zajmowały się systematycznie wnukami. Ale jest zagwozdka. Rząd takiego rozwiązania nie zaleca – dziadkowie to ludzie w wieku senioralnym, a więc w grupie podwyższonego ryzyka, mniej odporni, często chorzy na choroby „stałe” (serce, cukrzyca, nerki itd.). Minister zdrowia Łukasz Szumowski podkreślił, że przez okres 14 dni należy możliwie ograniczyć kontakt wnuków z dziadkami. Przyznał, że w polskiej kulturze przyjęte jest, że to właśnie dziadkowie opiekują się potomstwem swoich dzieci, ale w obliczu koronawirusa należy odejść od tej reguły. Jakoś będziecie musieli sobie poradzić drodzy tatusiowie i mamy - chrońcie swoje dzieci, ale myślcie też o swoich rodzicach.
Badania medyczne z całego świata wykazały, że koronawirus SARS-CoV-2 jest niegroźny dla najmłodszych, a objawy są dla dzieci właściwie niezauważalne. Jednakże mogą być one nosicielami wirusa i przenieść go na osoby starsze, dla których koronawirus jest najbardziej niebezpieczny. Na szczęście, rodzicom dzieci poniżej 8. roku życia na czas opieki nad maluchem będzie przysługiwał dodatkowy zasiłek opiekuńczy. Tylko dlaczego jest ta bariera wiekowa? Dziecko 10, 12 lat może pozostać bez opieki? Nie wydaje mi się, żeby było na tyle „dorosłe”, by przez niemal cały dzień było same. Nie dziwię się rodzicom, że nie bardzo uśmiecha im się zmniejszona o 20% pensja. Czas pokaże, jak oni tę sprawę rozwiążą, niestety, mam przeczucie, że dziadkowie, mimo ostrzeżeń, zechcą pomóc i przypilnują wnuki, a rodzice nie będą się zbyt opierać. Nie chcę być złym prorokiem, ale to nie wróży dobrze.
A teraz młodzież, mówię tu o osobach powyżej 14 roku życia. One są na tyle samodzielne, że nikt nie musi się nimi opiekować. Ale tutaj znowu pojawia się problem: czy one zostaną w domu? Nie sądzę. W domu jest najbezpieczniej, ryzyko złapania wirusa, nawet tego grypowego – minimalne. Tylko ile można w domu wytrzymać? Są koledzy, koleżanki, są parki i lokale, jest rynek, gdzie już dzisiaj (czwartek) pojawiły się duże skupiska młodzieży. Powitania, ściskania, bez zachowania żadnych środków ostrożności. W dużym skupisku. Pomyślałem sobie, że chyba w szkole jest bezpieczniej. Z pewnością bezpiecznie nie będzie w lokalach, pizzeriach i kawiarniach, które (dam sobie rękę uciąć) będą przez te dwa przymusowe tygodnie pełne młodych ludzi. Część pełnoletnich posiada samochody. Wrocław jest blisko. Nęci, żeby pojechać, bo więcej knajpek, kawiarni. Jak „czegoś” się nie wywiezie, to można przywieźć. I roznieść po innych. Tak to się właśnie odbywa, w taki sposób zarażamy się lawinowo, głupio i niepotrzebnie. Jest parę pomysłów MEN, żeby uczyć się „internetowo”. Poważnie? Radzę nawet nie przeprowadzać sondy wśród młodzieży, kto jest ZA. Może rodzice na nich wpłyną, nakażą? Akurat. Niestety, muszę przyznać, że sam nie wiem, czym młodzież ma się zająć. I gdzie, bo przecież wszystkie placówki kulturalne pozamykane dla nich. Boję się, może nie tak panicznie o Strzelin, że te przymusowe wakacje (zwłaszcza w dużych miastach) bardziej ochronią zamkniętych w bezpiecznych, pustych szkołach nauczycieli. Świadomość, że młodzi są odporni i silni i wirus ich nie zabije – jakoś mnie nie cieszy, bo jeśli nawet, to może zabić kogoś, kto nie jest taki młody, zdrowy i odporny.
(ś)virus, wasz.svirus@tlen.pl
W tekście wykorzystano informacje: Gazeta Prawna pl., Onet Wiadomości, gov.pl, www.rmf24.pl






UWAGA!

Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.

Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj także